– Znasz MORBID SAINT? – zagadnął do mnie kumpel w pierwszej połowie lat 90-tych. – Zajebisty thrash grają. Jak SLAYER, tylko szybciej!
– Szybciej niż SLAYER? Przecież to niemożliwe – odparłem z powątpiewaniem. – To tak jakby być bardziej okrągłym niż kółko, albo bardziej mokrym niż woda. Pewne rzeczy po prostu nie mieściły się w głowie.

Spectrum of Death coverNa szczęście, szybko okazało się, że już nie muszę sobie zaprzątać myśli rzeczami, które się w głowie nie mieszczą bo już pierwszy utwór z płyty „Spectrum Of Death” mi tę głowę urwał. Pac! Spadła na ziemię i potoczyła się po podłodze.

– O kude! Urwało mi łeb ! – wykrzyknąłem przestraszony, a raczej wykrzyknęła moja głowa leżąca po drugiej stronie pokoju pod kaloryferem.

Wtedy jednak zaczął się drugi utwór, a MORBID SAINT zagrali jeszcze szybciej i jeszcze bardziej bezlitośnie. Plask! Urwało mi dupę. Poślady mocno klapnęły o drewnianą podłogę mojego pokoju.

– O kurde! Urwało mi dupę! – chciałem krzyknąć, ale pozbawiony głowy nie mogłem wydobyć z siebie dźwięku. Przysłoniłem więc dłonią otwór na szyi, do którego wcześniej przymocowana była moja głowa i zagwizdałem z podziwem.

Gdy zaczął się trzeci utwór to przestraszyłem się, że popuszczę w gacie. Szybko się jednak uspokoiłem – wszak nie miałem przecież już czym popuścić. Moja dupsko wciąż leżała na podłodze potrząsając rytmicznie pośladami w rytm muzyki.

I tak się zaczęła moja przygoda z MORBID SAINT. Krótka przygoda, bo panowie nagrali tylko jedną płytę, w ślad za nią demo, które udało mi się zdobyć dopiero po latach. A teraz zespół jest znów aktywny. Ponoć koncertuje i chyba pracuje nad nową płytą. Nie wierzę by to mógł być album na miarę „Spectrum Of Death”, ale jeśli by doszło do jego nagrania to na wszelki wypadek głowę i dupsko będę trzymał mocno w czasie premierowego odsłuchu.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany