Na wieść o rozpadzie AUTOPSY bardzo się zmartwiłem, bo to dla mnie ścisła czołówka death metalowego łojenia. Oni nigdy nie nagrali żadnej dobrej płyty – wszystkie pozycje w ich dyskografii są albo bardzo dobre albo genialne.


62404

Na otarcie łez któregoś zimowego parszywego popołudnia wygrzebałem za 1,89 zł z koszta w Empiku przy ul. Marszałkowskiej dwie płyty ABSCESS, które powstało na gruzach AUTOPSY.

Odmówiłem sobie balonowej gumy do żucia Donald i zakupiłem zarówno „Tormented” jak i „Through the Cracks of Death” nie spodziewając się wiele, bo gdzieś wcześniej przeczytałem, że to dość mizerne granie. Pierwsza konfrontacja z ABSCESS nie wywołała u mnie gwałtownej ejakulacji i skurczów w podbrzuszu – spodziewałem się kontynuacji linii programowej AUTOPSY (bez sensu, bo po co mieliby to robić pod inną nazwą), a dostałem muzykę o wręcz punkowym zabarwieniu.

Ohydną, wulgarną, brudną, odrażającą – szorstką, chropowatą, nieprzyjazną, chorą. Gdyby chodziło o dziewczynę, to pewnie na drugą randkę bym już się nie zdecydował – w przypadku muzyki powyższe cechy zacząłem poczytywać jako zalety, odkrywając też w ABSCESS rockowy feeling i radość grania. Szybko uzupełniłem debiut, a następnie zakupiłem ich wówczas najnowszą płytę „Damned and Mummified”, która oczarowała mnie przepysznym brzmieniem, przebojowością i rock and rollową energią. Kolejne dwie płyty pozamiatały mną tak mocno, że dopisałem ABSCESS do grona swoich ulubionych kapel.

I wtedy się rozpadli, a pełną parą zaczął działać AUTOPSY. Dodajmy AUTOPSY w doskonałej formie, AUTOPSY, którego muzyką karmię się jak sarna z paśnika zimową porą. Mimo wszystko jednak wciąż pozostaje jakiś żal po ABSCESS i wciąż nie jestem pewien czy nie jest on jednak większy niż radość z AUTOPSY.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany