Dlaczego warto prowadzić bloga o muzyce? Nie tylko dla chwały sławy i pieniędzy. Nie tylko dlatego, że kobiety na mój widok mdleją, mężczyźni zgrzytają zębami z zazdrości, a małe dzieci gdy dorosną chcą być takie jak ja. Warto to robić dla darmowych płyt, które przysyłają wydawnictwa

Oczywiście na bieżąco dzięki Waszym przelewom mam mnóstwo kasy i mogę sobie kupić tyle płyt ile chcę. Cały myk jednak polega na tym, że niektórych płyt najzwyczajniej w świecie bym nie kupił, ale jak już ktoś mi przyślę to w imię elementarnej przyzwoitości włączę by sprawdzić. To prawda, że dostaję tonę gówna i dwie tony takich płyt, o których mógłbym powiedzieć, że „można posłuchać” , ale jakby ktoś zapytał „po co?” to pewnie już bym odpowiedzi nie znalazł.

fullsizerender-62Choćby taki rzeszowski BANISHER. Kapela mi znana od lat – przyzwoita, dobra nawet, ale w jakiejś tam swojej kategorii, która mnie specjalnie nie rajcuje. Ja mam serce punkowca – najbardziej kocham brud, smród i trzy riffy na krzyż. Muzyka death metalowa ma mieć feeling, śmierdzieć trupem, broczyć krwią, tchnąć śmiercią. BANISHER to taki wymuskany death metal – ci goście nie dość, że potrafią grać na instrumentach to w dodatku wyglądają jakby chodzili do fryzjera, myli się, zmieniali skarpety i używali dezodorantów. Czy to nie obrzydliwe?

Utwory tego zespołu były dla mnie jak murzynki – nie twierdzę, że wszystkie są brzydkie, ale to zupełnie nie mój świat i nie moja estetyka. Co z tego, że zgrabna i wszystko ma na miejscu skoro czarna i każda, nawet najbardziej olśniewająca afroamerykańska piękność byłaby dla mnie dużo atrakcyjniejsza, gdyby tylko mogła być biała, albo chociaż żółta. No, ale zostawmy to moje zaściankowe poczucie estetyki, zanim ktoś się w nim rasizmu dopatrzy… wróćmy do BANISHER.

Włączyłem ich ostatnią płytę „Oniric Delusions” przygotowany na substancję rakotwórczą, przejrzałem okładkę – ładną i staranną, zbyt ładną i zbyt wymuskaną. Zdjęcia muzyków: Hubert Więcek – gitara, bass. Ha! Ha! Ha! – ma uczesane włosy. Ciekawe czy używa szczotki czy grzebienia? Fajna ramonka – chyba ją kupił dzień przed sesją zdjęciową. Szczepan Inglot – wokalista. Czy mi się wydaje czy on poleruje sobie głowę? Jacek Gut – perkusja. On wygląda dość niezdrowo. Możliwe, że pali papierosy. Ale za ładna ta kurtka. Może pożyczył do zdjęcia od Huberta?

Włączam jednak płytę i zaczynam słuchać. No tak – myślę początkowo – brzmią źle, bo brzmią dobrze. Żadnego piachu, żadnego grobu – czysto, selektywnie technicznie i już otwieram gębę do ziewania… ale nie, to wcale nie jest nudne ani jałowe. Wsłuchuję się tę muzykę i wsłuchuję i zaczynam dostrzegać, że ona nie tylko jest dobrze zagrana, ale zaczyna mnie kręcić. Tak. Ten czarnuch ma coś w sobie i z każdą minutą słuchania tego krążka czuję coraz większą ekscytację.

BANISHER grają techniczny i nowoczesny death metal, ale nie ma w ich muzyce niczego co mnie drażni. Wręcz przeciwnie – jest w tym graniu taka świeżość i takie pierdolnięcie, że nogi same chodzą mi pod biurkiem, a głowa zaczyna się kiwać tak, że mało nie zrzucę na podłogę laptopa. Ten mechaniczny riff w „Axes To Fall” nakręca mnie na maksa, a wybrzmiewająca chwilę poźniej partia solowa jest naprawdę pyszna i pięknie przechodzi w bardziej melodyjne granie. Melodyjne, ale nie miękkie, nieco progresywne w swojej wymowie, ale nie rozlazłe. A później znów ten mechaniczny riff – dla mnie przecież zbyt nowoczesny, a mimo tego podoba mi się jak jasna cholera. A gdy wchodzi „Human Factor” to zaczynam czuć, że ta płyta jest nie tylko atrakcyjna, ale wydziela feromony, które działają na mnie obezwładniająco. Jakże pięknie ten utwór płynie, jak te riffy cudownie szarpią i rwą, jak te melodyjność wspaniale to wszystko spaja, a wyobraźnia aranżacyjna łączy w jedną spójną i zwartą całość – pulsującą życiem i tryskającą świeżością jak nastolatek podczas nocnej polucji.

Nie gorzej jest w „The Iconolast” – jest szybkość, intensywność i napastliwość, w którą riffy wrzynają się jak stringi między apetyczne pośladki młodej kobiety, biegnącej właśnie po plaży za uciekającą piłką. W tym graniu jest niesamowita lekkość, świeżość i radość, która wcale nie stoi w opozycji do wyrafinowania i śmiałych, technicznych i melodyjnych partii.

„Notion Materialized” również pięknie się rozpędza i gna, by po półtorej minuty nabrać groovego ciężaru, a po drugiej minucie porazić melodyjną solówką zagraną z lekkością i polotem.

Nie rozdrabniając się na analizę kolejnych utworów („Synthetic Euphoria” – chyba mój ulubiony, moc i zniszczenie!) napiszę tylko tyle, że wszystkich słucha się po prostu wybornie i nieco ponad pół godziny trwania tego krążka zlatuje tak szybko, że po jego wybrzmieniu od razy chce się go włączyć ponownie. Na uwagę też zasługuje samo brzmienie – czyste i klarowne, ale jednocześnie aksamitne w swojej fakturze, mięsiste, głębokie i pulsujące witalną energią. Do Bydgoszczy warto by pojechać, żeby taką płytę nagrać!

No i właśnie dlatego opłaca się o tej muzyce pisać. Za te darmowe płyty! Bo czasami trafi się taki krążek jak ten nagrany przez BANISHER, że gdyby mi go dziś chomik zjadł to już jutro poleciałbym do sklepu z portfelem w zębach i nie pytał nawet ile będzie kosztować. Znakomita płyta i moje osobiste, ogromne zaskoczenie – bo skłamałbym gdybym nie przyznał, że byłem trochę uprzedzony. Warto sprawdzić!

 

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany