To niewiarygodne, że minęło już ponad 20 lat od wydania „Far Beyond Driven”. Kupiłem ją na na kasecie z mg, z tandetną okładką przedstawiającą… szczękę. Czego jednak wymagać od kasety zakupionej – nomen omen – w szczęce? Czy wypada dodawać, że już po pierwszym przesłuchaniu dostałem szczękościsku na ładne parę miesięcy?


1551589_10152187827044697_1368118280_n
Poprzedniego wieczoru pobrudziłem pościel bo w Radiu Wawa puścili „I’m Broken”. Szybkie wciśnięcie przycisków „play” „rec” i trzymanie nad głową pozwijanego drutu, z którego zrobiłem sobie antenę, modląc się, żeby nad domem właśnie nie zesrał się przelatujący ptak lub nie zdarzyło się coś równie głupiego, co spowoduje zakłócenia i trzeszczenia radia.
Rano zamach na świnkę skarbonkę i zamiast do szkoły prosto pod Pałac Kultury w poszukiwaniu nowej Pantery. A Panterę kochałem wówczas jak mało który zespół (kiedyś opowiem o tym jak na Dzień Wiosny w podstawówce „zagraliśmy” ich kawałek, depcząc kilka osób i przewracając dekorację Emotikon smile.
Wydawało mi się, że „Vulgar…” to już szczyt wściekłości, ale bardzo szybko zrozumiałem, że na kolejnym krążku są jeszcze bardziej dzicy i wkurwieni. Byłem wkurwiony razem z nimi i cholernie dobrze mi z tym było. 
Wówczas w Remoncie były organizowane imprezy rockowo-metalowo-punkowe. Przez całe wakacje regularnie na nie chodziliśmy – odbywały się jakoś w środku tygodnia (a może częściej?), wpuszczali nieletnich, rozpoczynały się o godzinie 17, a kończyły chyba o 20.
Repertuar muzyczny właściwie się nie zmieniał. Jednym z żelaznych powerplayów był I’m Broken, ewentualnie 5 Minutes Alone. Czego my przy tej Panterze tam nie robiliśmy… Rzucaliśmy się szczupakiem ze sceny podczas gdy nikt nas nie łapał, kręciliśmy się w kółko jak wariaci, wpadaliśmy na ściany, odbijaliśmy się od filarów obłożonych lustrami robiąc fikołki w powietrzu, tarzaliśmy się po podłodze, atakowaliśmy punków z rozbiegu, piłkarskimi wślizgami. Wykładali się jak kręgle, a my jadąc na plecach po śliskiej podłodze widzieliśmy w powietrzu szybujące irokezy i glany.
Byliśmy jak postaci z kreskówek – robiliśmy sobie krzywdę jak Tom and Jerry na ekranie telewizora, ale nigdy nikt nie doznał żadnej większej kontuzji. Jak to możliwe? Jak włączam dziś: „Far Beyond Driven” to wiem, że wszystko jest możliwe 🙂

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany