Nowy Musick Magazine zakupiony i wstępnie obwąchany. Niestety poza coraz efektywniejszą szatą graficzną mam wrażenie, że magazyn lekko dołuje i spośród dotychczasowych numerów szesnastka wydaje mi się najsłabsza


Dobór zespołów dość interesujący, ale jednak przewidywalny – żadnej perełki, żadnego zaskoczenia, nic, co wywołałoby dreszczyk emocji i zachęciło do lektury już na parkingu w samochodzie, zanim człowiek odjedzie spod centrum handlowego.blogger-image-718673359Graficznie – bajecznie, schludnie, estetycznie – tonacja czarno-biało – zielona bardzo miła dla oka. Dziennikarsko magazyn opiera się na barkach kilku osób z czego pierwsze skrzypce zdaje się odgrywać Maciej Krzywiński. Z jednej strony to fajnie, bo choć w 90 procentach nie zgadzam się z jego muzycznymi odczuciami, to lubię jego cięte pióro i sprawnie przeprowadzone wywiady. Tyle, że Musick zaczyna mi się coraz bardziej zlewać z Metal Hammerem i ostatnio już się gubię i przestaję rozróżniać, w którym magazynie co przeczytałem. Może by tak zmiana nazwy na Krzywiński Hammer i Krzywiński Magazine? Albo może chociaż spróbować połączyć te dwa magazyny?  Przy doborze zespołów z Musicka i częstotliwości ukazywania się Metal Hammera mielibyśmy całkiem przyjemny Musick Hammer.

Poza wywiadami mamy próbę takiego wywiado-artykułu z Desaster. Gdyby taką formę redakcyjnie doszlifować to może okazałby się ciekawa – póki co przypomina koszmary sprzed lat publikowane na łamach Metal Hammera i czyta się ciężej niż tradycyjną rozmowę, bo to co można podać krócej podaje dłużej i zdaje się dzielić włos na czworo. Normalne wywiady z Miasmal, Destroyer 666, Pogavranjen, Oranssi Pazuzu…

Ucieszył mnie i zmartwił wywiad z Satyricon – zmartwił, bo obecność ich na okładce z powodu 20-lecia „Nemesis Divina” mogłaby sugerować, że na współczesnej scenie nie dzieje się nic ciekawego. Ucieszył bo oczekiwałem, że poczytam o zremasteryzowanej reedycji tego krążka, która niedawno wyszła. W Metal Hammerze była recenzja, z której dowiedziałem się co dwadzieścia lat temu grano w kinie, oraz że wówczas sklonowano owcę Dolly. Napisano również, że warto kupić reedycję „Nemesis Divina” bo „brzmi tak jak powinna brzmieć” – czyli właściwie wciąż nie wiem jak, bo zawsze mi się wydawało, że powinna brzmieć tak jak brzmiała od dwudziestu lat. W Musick w ogóle sobie tym faktem głowy nie zaprzątano, więc tajemnica odświeżonego brzmienia tego krążka wciąż pozostaje nieodkryta. Trzeba chyba kupić, przesłuchać i na Marii o tym napisać.

Entombed A.D. Czy ktoś jeszcze z nimi nie zrobił wywiadu? Rotting Christ. Trudno mówić o niespodziance, usta same otwierają się do ziewania. Dział „Nowy Polski Martwy Metal” ma pewnie jakiś walor edukacyjny. Wywiad z Ragehammer po wydaniu świetnej płyty bardzo uzasadniony. Podobnie ze Stillborn. Spektr i znów rozmawia Maciej Krzywiński. No i dalej „historia Metalmanii” – chyba będziemy uczyć się jej na pamięć, tyle już o niej napisano. Nie tak dawno temu obszerne opracowanie na ten temat autorstwa Rafała Monastyrskiego drukował Metal Hammer. No i dalej Hexvessel i Mortiis – o dziwo tym razem nie Krzywiński, ale Sebastian Rerak.

Nowa rubryka – „Od zakrystii”. Polskie płyty komentują zagraniczni dziennikarze. No trudno, żeby to robili polscy – ile by można było czytać Łukasza Dunaja i Jarosława Szubrychta? 🙂 W sumie pomysł nawet fajny. Wyszło jednak zaskakująco, bo oceny prezentowane przez niejakiego Nathana T. Birka czyta się prawie jak recenzje Pipy Lang z prapoczątków Metal Hammera. Śmiech przez łzy.

Co tam mamy jeszcze ciekawego? – COBALT i EXUMER (nie muszę chyba pisać kto robił wywiady?) Nie zabrakło też króla muzycznych grafomanów – IHSAHNA, który w dobie hipsterki spod znaku płaszcza i szpa… tfu! golfa i brody, ma szansę przyciągnąć nowych słuchaczy coraz bardziej pretensjonalnymi i megalomańskimi albumami.

Dalej rubryka „Na południe od nieba” (wciąż nie mogę się w nią wczuć, choć czytam), wywiad z Katatonią i rubryka „Shit happens” – znów idea dość ciekawa, ale typy mocno kontrowersyjne (nie pamiętam co było poprzednim razem, ale niecenzuralne słowo mi się wydarło z ust gdy zobaczyłem).  I tym razem aż by się chciało zderzyć subiektywne osądy Macieja Krzywińskiego z jakimś innym – trzeźwiejszym, lub jako kto woli „odmiennym” spojrzeniem na opisywaną płytę. Tym razem na buty wzięto „Never Say Die” – niezależnie jednak od osobistych sympatii i antypatii względem tego krążka, artykuł się czyta przyjemnie, bo umówmy się – wszystko co pisze Maciej Krzywiński dobrze się czyta, ponieważ jest dobrze napisane. Nawet jak pisze głupoty, to nie przestają to być dobrze napisane głupoty 🙂 (przez „głupoty” mam na myśli rzeczy, z którymi się nie zgadzam).

Dalej wywiad z Sunnata – (ciekawie się ich album zapowiada, właśnie wczoraj zamówiłem), Entopia, Magrudergrind, Sacrilegium.

No i dział recenzji. Zajmujący jest „Sąd kapturowy” – choć często przy okazji tego typu zestawień zastanawiam się czy rzeczywiście wszyscy oceniający wszystko słyszeli i czy oby więcej niż raz. Bo jakoś – choćby przeglądają podobne zestawienia na łamach Mystica, nie mogłem sobie wyobrazić choćby Nergala siedzącego wieczorem w domu i rozgryzającego aktualny album „Stratovarius”. –

– Adaś! Chodź do łóżka – krzyczy Doda z drugiego pokoju.

– Poczekaj pączuszku, jeszcze dwa razy muszę „Polaris” przesłuchać by nie skrzywdzić Finów pochopną oceną – rzecze Adam zakręcając palcem wąsa i naciskając ponownie wciskając „play”, wciąż nie będąc pewnym czy wystawić notę 3 czy 2 w skali do 10.

No ale w loży Musicka gwiazd nie ma. Przepraszam, są, ale mniejszego formatu, więc niewykluczone, że tabelka rzeczywiście jest wypadkową gustu czterech najbardziej zaangażowanych osób i dla Czytelników może stanowić jakiś drogowskaz.

Tu mała dygresja – zobaczycie co za dwadzieścia lat będzie się mówić o absolutnie powalającej płycie Anthrax, która uplasowała się na 16 miejscu, a co będzie się mówić o wytypowanym na pierwszą lokatę Altarage i ich debiucie „Nihl” (nie, „Nihil” jak napisano w magazynie – czyżby freudowskie przejęzyczenie?).

Ja prognozuję tak – krążek Anthrax stanie się klasyką i możliwe, że będzie postrzegany jako najlepsza płyta w ich dyskografii, o Altarage nikt nie będzie już pamiętał. No może staruszek Rafał Monastyrski wspomni o nich w rubryce „Mało znane, mało grane”, a jeszcze starszy redaktor naczelny Metal Hammera Dariusz Świtała, zmagający się z artretyzmemem i Alzheimerem puści to przez przypadek, myląc z Nihilist, którego reedycję na pendrivie akurat wyda Metal Mind.

Obiecuję, że za dwadzieścia lat, jeśli dożyję to wrócę do tematu 🙂

Co zaskakuje? Brak Bathuski! Nie przypuszczam by  mogła istnieć jakaś korelacja pomiędzy brakiem reklamy Witching Hour, a brakiem prezentacji wydawnictw przez nich sygnowanych. Spodziewałem się jednak, że najlepiej sprzedający się metalowy debiut ostatnich lat będzie na łamach Musicka pompowany, wałkowany i prezentowany niezwykle obszernie. A tu uszkach nietoperza ani słowa…

No i tyle mamy w nowym Musick Magazine. Tragedii nie ma, ale jak wspomniałem na wstępie – moim skromnym i subiektywnym zdaniem najmniej zajmujący numer w historii tego pisma. Tym bardziej, że aż tak długo przyszło nam na niego czekać.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany