Rozmowa z Coroner przypadła na niemalże końcówkę Metalmanii. Zmęczona i roztargniona spotkałam się z chłopakami, którzy tuż po swoim koncercie też do wypoczętych nie należeli. Z tego powstał wywiad, dzięki któremu dowiecie się m.in. co nieco o zespołach mających wpływ na Coroner, ich związku z Tomem Warriorem, technologii, która dla Coroner nie jest aż tak obca, jak mogłoby się wydawać, a także o nowej płycie Metallica.


Nie graliście na Metalmanii od 28 lat. Jak samopoczucie po tak wielkim, powrotnym występie?

Ron: Było okej. Nie był to najlepszy koncert, jaki zagrałem w życiu, ale było w porządku.

Tommy: Ja miałem świetną zabawę. Choćby z powodu ogromnego tłumu, który był pod sceną.

A nowy perkusista? Jak się sprawuje?

Diego: No nie, jesteś do bani! [śmiech]

Tommy: Ja z powodu obecności Diego jestem bardzo zadowolony. Jest jednym z najlepszych perkusistów, z jakimi dane mi było grać. Gra się z nim łatwiej i daje mi pewien rodzaj zabezpieczenia. To już nie walka o to, żeby dobrze zagrać, to po prostu płynie.

Co do nowego albumu, kiedy będziemy mogli go usłyszeć?

Tommy: Cóż, nadal pracujemy nad tekstami. Chcemy mieć wystarczająco dużo czasu, żeby napisać je dobrze. Z niczym się nie spieszymy. Przypuszczam więc, że premiera przypadnie na wiosnę, a może nawet lato przyszłego roku.

Czy proces tworzenia wygląda inaczej niż 20 lat temu?

Tommy: Odrobinę. 20 lat temu potrafiłem grać na gitarze całymi dniami, jednocześnie się ucząc. Wtedy miałem mnóstwo czasu dla Coroner. Teraz jestem producentem, pracuję bardzo dużo. Przez okres pięciu ostatnich miesięcy miałem może trzy dni wolnego, wliczając w to weekendy. I wiesz, trudno jest znaleźć czas. Właściwie Diego jest teraz jedynym profesjonalnym muzykiem w zespole. [śmiech] Ron też ma pracę na pełen etat.

Ron: Na początku Coroner pochłaniał nas kompletnie. Całymi dniami graliśmy i uczyliśmy się numerów na najbliższy koncert. Ale tak już się nie da.

Tommy: Cóż, zmienił się nie tylko nasz wiek, ale i całe życie.

Nie spędzacie więc razem za dużo czasu?

Tommy: Nie tak dużo, jak kiedyś, to pewne. Musimy się jednak skoncentrować. Ja muszę wziąć tygodniowy urlop, żeby w końcu zacząć działać.

To nie pracujecie nad muzyką razem?

Tommy: Właściwie to każdy pracuje na własną rękę. Czasami ja i Diego spotykamy się, żeby popracować razem. Innym razem Ron i Diego. Później zbieramy wszystko do kupy i mówimy: „nie, to jest gówniane, to też, i to też. Może zaczniemy od nowa?”

Diego: [śmiech] serio?

Ron: Wiesz, gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść.

Tommy, będziesz producentem nowego albumu?

Tommy: Tak. Może zabrzmię w tym momencie trochę arogancko, ale kto może to zrobić lepiej od nas samych?

Początkowo nie byliście zbyt docenianym zespołem. Czujecie, że w ostatnich latach to podejście zmieniło się na lepsze?

Tommy: Tak, czujemy to. Dajemy lepsze koncerty, a co nas bardzo zaskakuje to fakt, że w publiczności jest mnóstwo młodych ludzi. To naprawdę fajne.

Ron: Nie mamy też już tej presji, która była obecna na początku naszej działalności.

Tommy: Nie musimy grać każdego koncertu, który się nam proponuje. Jeśli coś nam się nie podoba, mówimy po prostu „nie”. I jest to bardzo dobre dla kreatywności całego zespołu.

Pierwszy raz zagraliście na Metalmanii w 1989 roku. To było bardzo dawno temu, dlatego zapytam – macie może jakieś szczególne wspomnienia związane z tamtym koncertem?

Tommy: Tak dawno temu, że pewnie jeszcze nie było Cię wtedy na świecie, co? To były na swój sposób… depresyjne czasy. Wiesz, teraz macie wszystko, czego potrzebujecie i chcecie z Zachodu, jak Ikea czy inny syf. Za naszych czasów było zupełnie inaczej.

Ron: Jednak co do samej Metalmanii, ja pamiętam ogromną, naprawdę ogromną scenę. A zawsze problemem było dla mnie myślenie o tym, że gram, okej, ale kurczę, muszę przecież wrócić do mikrofonu.

Tommy: Właściwie był to nasz pierwszy naprawdę duży koncert. Zwykle graliśmy przed dziesiątkami osób, a przyjechaliśmy tutaj i stanęliśmy przed publicznością złożoną z tysięcy. To było wariactwo!

 

Diego, a jak Ty czujesz się w Coroner?

Diego: Dobrze, naprawdę dobrze.

Tommy: A spróbuj powiedzieć coś złego… [śmiech]

Diego: Hm… mogę odpowiedzieć Ci później? [śmiech] Jednak tak na poważnie, Coroner bardzo mi odpowiada, wiesz, muzycznie, instrumentalnie.

Tommy: Warto powiedzieć, że ja i Diego graliśmy już wcześniej w innym zespole – 69 Chambers. Więc kiedy nasze drogi znów połączyły się w Coroner, nie czuliśmy, że się poznajemy, a że już dobrze się znamy. To pewien rodzaj telepatii, połączenia. Trochę jak z kobietą.

Ron: Uważam, że żaden inny perkusista nie pasowałby lepiej do Coroner niż Diego. Mimo że na początku byłem sceptycznie nastawiony.

Tommy: Oj tak! Na początku było „ale sprawdźmy go, chociaż dziesięć minut”, a później „doskonale! o to właśnie chodzi”

Diego: Byłem po prostu obgadywany. Dlaczego, czemu, po co… Aż sam do siebie mówiłem „boże, po co ja to wszystko robię?” [śmiech]

Z czasem pojawiło się zaufanie?

Tommy: Tak, teraz jest perfekcyjnie. Fajne jest to, że wszyscy chcemy tego samego. My nie chcemy być jak Metallica, nie chcemy być też pieprzonym cover bandem. To mnie wkurwia. A my jesteśmy przyjaciółmi, lubimy siebie nawzajem, lubimy spędzać razem czas – czy to w studiu, pubie czy restauracji, i jest fajnie. Więcej nas nie obchodzi.

Ron: Tak, jak widać. [śmiech]

Co się zmieniło, że postanowiliście nagrać nowy album po tylu latach?

Tommy: To jest proste – uwielbiamy grać koncerty, a nie możemy grać przez dziesięć lat tych samych kawałków, nie? [śmiech] Staramy się zdefiniować jak Coroner brzmi teraz, obecnie. Nie udało nam się jeszcze tego zrobić, ale jesteśmy na dobrej drodze.

Tommy wspomniał już wcześniej o Metallice, więc może pytanie – słuchaliście ich nowego albumu?

Tommy: Jasne. Uważam nawet, że nie jest taki zły. Jest parę kawałków, które mi się podobają. Wiesz, ja nie mam nic do Metalliki. Są najlepsi w tym, co robią. Widziałem ich wiele razy na żywo i choć nie było źle to gdyby zmienili perkusistę byłoby o wiele lepiej.

To co obecnie podoba Wam się w metalu? Słuchacie tej muzyki na co dzień?

Tommy: Oczywiście. Lubię na przykład Lamb of God, są bardzo energiczni.

Ron: Ja lubię nowy Mastodon.

Diego: Gojira.

Tommy: Tak, Gojira jest świetna.

Ron: Amplifier. To nie metal jako tako, ale lubię ten zespół.

Diego: Jak sama widzisz, słuchamy różnej muzyki, nie tylko metalu. Frank Zappa, Rush, progresywne zespoły.

Tommy: Ja bardzo lubię gitarowe rzeczy, na przykład Marty’ego Friedmana.

Potrafiłbyś wskazać muzyka, który Cię inspiruje?

Tommy: W sensie gry na gitarze? To chyba wymieniłbym Allana Holdsworth’a. Próbowałem robić to, co on 20 lat temu, ale poległem. Mimo to obecnie w swojej technice i stylu gry dostrzegam coś z Allana.

Ron: Tak naprawdę jeśli słuchasz muzyki nie możesz uniknąć powielania schematów. Można powiedzieć, że to inspiracja, tyle że automatyczna – wynikająca bezpośrednio z tego, czego się słucha i co lubi.

Tommy: Nawet jeśli nie korzystasz dokładnie z jednego wzoru to jego echo pobrzmiewa w Twojej grze, czy tego chcesz czy nie.

Pamiętacie więc czym inspirowaliście się na początku Waszej kariery, w latach 80. i 90.?

Tommy: Dokładnie tym samym. Oczywiście wywodzimy się z metalowej sceny, zawsze lubiliśmy Iron Maiden. Ja szedłem bardziej w stronę muzyki klasycznej, jazzu, jazz fusion, ale zawsze lubiłem metal. Myślę, że wszyscy bardzo ceniliśmy Mercyful Fate, i równie stare rzeczy jak Led Zeppelin czy Black Sabbath, a przy tym jesteśmy fanami The Police, który przecież zespołem metalowym nie jest.

Chciałabym więc rozszerzyć to pytanie, czy miał na Was wpływ również Tom Warrior z Celtic Frost?

Tommy: Nie za bardzo. Może w kwestii wokalnej.

Ron: Muzycznej jako tako nie, ale wokalnej na pewno. Wcześniej nie śpiewałem. Na początku działalności Coroner szukaliśmy wokalisty, ale nie znaleźliśmy, więc zdecydowałem, z racji potrzeby, spróbować.

Tommy: Tom śpiewał na „Death Cult”. Ron podsłuchał i stwierdził „to ciekawe, nie słyszałem czegoś takiego wcześniej”, a później „to przecież jest łatwe, mogę tak śpiewać”. [śmiech] I tak się zaczęło.

To chyba było trudne, co? Zacząć śpiewać grając jednocześnie na basie.

Ron: Zdecydowanie. Moim ulubionym basistą jest Geddy Lee z Rush, więc pewnie uczyłem się od niego, ale tak, śpiew i gra w tym samym czasie to trudna rzecz.

Geddy chyba gra też na klawiszach.

Ron: Tak. To jest już mistrzostwo.

Tommy: Tyle że Ron nie wygląda tak jak Geddy. [śmiech]

A jak mają się Wasze relacje z Tomem Warriorem teraz? Bo chyba były między Wami jakieś zgrzyty.

Tommy: Serio?

Tak powiedziałeś w jednym wywiadzie.

Tommy: Tak, tak, wiem. Mieliśmy trochę zgrzytów i komplikacji, ale teraz jest dobrze… To ogólnie nudna sprawa… Ale teraz jesteśmy dobrymi kumplami. Tom jest inteligentnym gościem, ważnym dla muzyki, może trochę nie wie czego chce, ale jak dla mnie to jest okej. Jesteśmy mu wdzięczni, bo bardzo pomógł Coroner na początku.

Kurczę, czy wszystkie zespoły w Szwajcarii są powiązane z Tomem?

Tommy: Na to wygląda. Tom taki właśnie jest. Jest świetnym, heavymetalowym muzykiem, który inspiruje innych.

To powiedzcie w takim razie, jak wygląda scena metalowa w Szwajcarii?

Tommy: Jest trochę nowych rzeczy łączących na przykład death metal z soulem. Jest trochę zespołów kopiujących inne, ale to raczej niezbyt interesujące. Eluveitie jest szwajcarskie.

Byłeś producentem jednego z albumów Eluveitie. Czy nie on był największym wyzwaniem w Twojej producenckiej karierze? Przecież jest tam mnóstwo instrumentów do ogarnięcia.

Tommy: O tak. To ogromne wyzwanie. Możesz tam usłyszeć niemalże wszystko – flet, wiolonczela… Ale ja lubię takie wyzwania. To lepsze niż siedzenie przed telewizorem i tycie. Czasami jeśli muzyka nie jest wymagająca, jeśli jest zbyt prosta to staje się też nudna.

A co sądzicie o stale rozwijającej się technologii?

Tommy: Technologia… Ona zmienia wszystko.

Jest dobra dla Was, jako zespołu?

Tommy: Jest dobra, ale nie dla starych, a nowych zespołów, które dzięki Internetowi mogą się pokazać i coś osiągnąć. Dla mnie, jako użytkownika, a nie twórcy, już niezbyt, bo pojawia się mnóstwo nowych bandów, wśród których znalezienie jednego dobrego staje się cholernie trudne. 20 lat temu istniała selekcja, przeprowadzana głównie przez wytwórnie, które, owszem, mogły dokonywać złego lub dobrego wyboru, ale mimo wszystko decydowały. Sprzedaż i cały biznes to dla twórcy ciężka sprawa. Ale tak po prostu jest i nie chcemy narzekać. Lepiej myśleć o tym, co nowego się nagra niż jęczeć, że kiedyś to było lepiej, bla bla bla.

Zamierzacie więc umieścić swoją nową płytę w Internecie?

Tommy: Tak, tak myślę. Nie wiem dokładnie co wytwórnie polecają innym zespołom, ale ja naszej wierzę. Oni chcą z tego żyć, więc muszą robić to dobrze i wiedzą co robią. My jesteśmy tylko muzykami.

Przypuszczam, że kolekcjonujecie muzykę. Na jakich zatem nośnikach? CD? Winyle?

Tommy: Zbierałem muzykę na winylach, ale obecnie, będąc zupełnie szczerym, zdarza mi się tę muzykę nienawidzić. Wiesz, czasami pracuję przez całe 12 godzin w studiu i po tym uwielbiam wyłącznie ciszę, błogą ciszę. Ale korzystam z iTunes, mam muzykę na telefonie. Za to albumy, które naprawdę bardzo lubię mam na fizycznych nośnikach, bo za samą jakością formatu MP3 nie przepadam. To brzmi jak gówno. Ale większość ludzi tego nawet nie odróżnia, więc…

Szczególnie młodych ludzi.

Tommy: Niestety. Nawet jak wykonuje się test i włącza takim ludziom dźwięk z MP3 i dźwięk studyjny, oni wolą MP3.

Uważasz, że co za dużo, to nie zdrowo? Że muzyczny przesyt szkodzi słuchaczom?

Tommy: Tak, tak myślę. Z jednej strony to dobre, bo ludzie mają większy wybór, ale z drugiej, kiedy graliśmy na Metalmanii 20 lat temu, przyszli wszyscy, bo nie działo się nic innego w tym samym czasie w innych miastach, niekoniecznie dlatego że lubili Coroner. Teraz ludzie muszą wybierać i myślę, że przychodzą na koncerty tych zespołów, które rzeczywiście uwielbiają. To chyba główna różnica.

Ron: To też kwestia pieniędzy.

I wolnego czasu.

Ron: Tak, zgadza się. Myślę, że scena metalowa jest tą sceną, która niezbyt się zmienia. Słuchacze są lojalni. Przychodzą dla zespołu, ale i dla znajomych, co jest oczywiście dobre.

Tommy: Once metal, always metal, yeah?

Jest kraj, który pod względem metalu lubicie najbardziej?

Ron: Najczęściej występowaliśmy chyba we Francji, ale czy francuską scenę lubimy najbardziej?

Tommy: Wiesz, kraj nie robi żadnej różnicy. Fani muzyki metalowej są wszędzie tacy sami, niezależnie od tego, czy pochodzą z południowej Afryki, Polski czy Australii. Ale gdybym uparcie miał wskazać najbardziej zwariowaną publiczność, wybrałbym tę z Grecji.

A jak z Polską? Macie ulubione zespoły stąd?

Tommy: Vader, Behemoth.

A Decapitated?

Tommy: Słyszałem nazwę, ale nie znam.

[tutaj wkroczyła pani menadżer bezlitośnie kończąc wywiad]

O Autorze

Niebieskookie metr sześćdziesiąt. Na firmitas.pl tworzy, prezentuje i opowiada - głównie o tych najcięższych odmianach muzyki.

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany