Na pytania Krzysztofa Szewczyka odpowiada Igor „Killer” Kościelniak z bydgoskiego thrash metalowego DEATHINITION

deathinition

Na stronie metal-archives.com można znaleźć informację, że DEATHINITION powstało w 2008 roku. Zgadza się? Opowiedz również proszę w jakich okolicznościach do tego doszło i kto rzucił pomysł, żeby założyć kapelę?

Tak naprawdę pomysł na Deathinition, nazwę, logo, muzykę jaka będzie grana, powstał jakoś w 2005 roku gdy kupiłem pierwszą gitarę elektryczną i z kolegami z liceum pociskaliśmy po garażach. Problemy ze składem jednak uniemożliwiły normalne funkcjonowanie. Na jakiś czas w 2007 zaciągnąłem się do innego zespołu, gdzie na wokalu była Zocha, znana obecnie z Obscure Sphinx. Zespół ten szybko się jednak rozpadł, a ja w 2008 zacząłem formować nowy skład Deathinition, z końcem roku udało się stworzyć trio gotowe do jakiejkolwiek sensownej aktywności, skład jednak cały czas przechodził mniejsze lub większe rewolucje.

Od początku chcieliście być i żyć jak Wasi idole? Kontrakty, złote płyty, wielkie trasy koncertowe, groupies. Czy też pierwotne założenie było takie, że pohałasujecie sobie dla własnej uciechy?

Nigdy nawet nie marzyliśmy o takich rzeczach. No może prócz groupies 🙂 Generalnie chciałem grać i po dziś dzień to z samego grania czerpię największą radość. Wiadomo że zainteresowanie ze strony płci przeciwnej zawsze jest dla części z nas dodatkowym motywatorem. Niemniej wielkim rozczarowaniem był fakt, że laski nie lecą na szybkie solówki, i techniczne granie. Cóż takie życie.

Pierwsze wydawnictwo sygnowane nazwą DEATHINITION, singiel „Melanż”. Pojawiło się dopiero w 2010 roku. Jak na współczesne standardy działaliście wolno. Wiele młodych kapel wydaje płytę w kilka miesięcy po rozpoczęciu działalności, a Wy…no właśnie, co zabrało Wam aż tyle czasu?

Nieustanne problemy kadrowe. Brak hajsu, brak umiejętności. Dość powiedzieć że w czasie nagrywania tego kawałka wyleciało ze składu dwóch bębniarzy. Byłem wtedy najstarszy w zespole, pierwszy bębniarz miał wówczas 14 lat i nie wiedział co to metronom.

Dlaczego taki a nie inny tytuł, „Melanż”? Szalone, zakrapiane imprezy były wówczas istotnym elementem waszej codzienności?

Oj tak, mieliśmy swoją ulubioną plenerową miejscówkę, tam poznałem ówczesnego bębniarza, ogólnie rock’n’rolla było wtedy dużo, niestety dla młodszej części zespołu zdecydowanie za dużo. Melanż był wtedy codziennością.

Wszystko ładnie, pięknie, ale w składzie firmującym singiel zabrakło perkusisty. Zaspał po imprezie i nie zdążył na nagrania? Czy może po prostu go nie było?



Nie dał rady nagrać dobrze tego, musiał opuścić skład. Na szczęście udało się przekonać od pomocy byłego bębniarza Chainsaw i Butelki.

Tematyka alkoholowo-imprezowa powróciła na okładce Waszego „Demo” z 2011 roku. Czy to któryś z muzyków DEATHINITION został uwieczniony na tym malunku?

Okładkę malował Damian Augustyniak z GuzikArt, który w tamtym czasie siedział u nas za garami i jego należałoby o to spytać. Zresztą Damian malował wszystkie nasze okładki jak do tej pory. Obecnie projektuje okładkę na pierwsze LP zespołu.

Przechodząc do meritum – na „Demo” nagraliście pięć kawałków, ponad 20 minut muzyki, już w nowym składzie. Z trio, DEATHINITION przeobraziło się w kwintet. Na pokładzie zameldowali się nowy wokalista i perkusista. Skąd ich wzięliście? Sami błagali żebyście ich przyjęli do składu, czy może było odwrotnie?

Adi, który objął posadę frontmana studiował ze mną na UTP. Nawet nie wiedziałem że śpiewa dopóki nie znalazłem jego profilu na portalu MusicCV. Bębniarz Seba został wykopany z niebytu po tym jak przerwał swą karierę aby zająć się dzieckiem. Wcześniej grał w kilku Bydgoskich składach, szybko wrócił do formy i był chyba w życiowej formie jak nagrywaliśmy ten materiał. Nigdy później tak już nie grał.

Co nowi członkowie wnieśli do zespołu? I nie chodzi mi o mikrofon i pałeczki do perkusji

Doświadczenie. w końcu ktoś starszy ode mnie, kto grał wcześniej w jakichś w miarę poważnych kapelach…

Dlaczego zdecydowałeś się odstąpić funkcję wokalisty komuś innemu? Przecież wiadomo, że facet przy mikrofonie zawsze wyrywa najwięcej lasek. Czy może to koledzy z zespołu zmusili Cię do takiego kroku?

Bo granie na gitarze takiej muzyki i śpiewanie jest strasznie wymagające, zwłaszcza że to nie były jedyne moje funkcje w zespole, jako ze ogarniałem i ogarniam nadal lwią część pozamuzycznych aspektów prowadzenia kapeli. Nie można robić wszystkiego na raz i robić tego dobrze, wolałem się skupić na mniejszej ilości obowiązków.

Być może trafię za to na Waszą czarna listę, ale muszę o to zapytać. Po co nagraliście „Pozer Song”? Do tej pory byłem przekonany, że wyzywanie od pozerów było domeną black metalowców, a tu taka niemiła niespodzianka. Przecież zawsze może się znaleźć ktoś, to stwierdzi, że jest bardziej „true” i to Was zaczną wyzywać od pozerów.


I tak dokładnie było, to taki kij wsadzony w mrowisko. Tekst ma charkter ironiczny, do tej pory jest to chyba nasz najbardziej rozpoznawalny kawałek. Mało kto czaił tę ironię, często spotykaliśmy się z tym że ludzie byli zaskoczeni naszym dystansem gdy nas poznawali bliżej i wtedy dopiero mogli zrozumieć tekst tego utworu. Innym zaś bardzo pasował przekaz dosłowny. Jeszcze inni hejtowali, czym zapewniali nam darmową promocję. Jak wiadomo kontrowersje sprzyjają rozpoznawalności.

Co działo się z zespołem w okresie po nagraniu demo a wydaniem kolejnego materiału? Dużo graliście koncertów? Któreś z nich są szczególnie warte wspomnienia?



Kolejne zmiany składu i coraz więcej koncertów. Dużo było naprawdę fajnych. Super było zagrać przed takimi kapelami jak Helstar, Death Angel, Hirax, Assassin. Naprawdę sporo zajebistych imprez się z tym wiązało, a jakże.

Przejdźmy do najważniejszego wydawnictwa w waszej dotychczasowej dyskografii. W roku 2013 opublikowaliście epkę „Art Of Manipulation”. To naprawdę świetny, konkretny i rasowy thrash, zagrany i wyprodukowany lepiej, niż to co zrobiliście wcześniej. Chcesz coś dodać od siebie do mojej opinii?



Jestem bardzo zadowolony z tego materiału. Nie było tu wiele kompromisów, w zasadzie całe EP bylo nagrane tak jak chciałem, z uwzględnieniem wszystkich moich pomysłów, więc biorę pełną odpowiedzialność za jego produkcję. Bardzo dobre brzmienie uzyskane niewielkim kosztem. Jestem autorem połowy kompozycji na tej epce, drugą połowę w większości skomponował nieobecny już w składzie Krystian. Jest to też pierwsze studyjne nagranie z Witoldem Kozakiem i czuć chyba tutaj też tą różnicę w poziomie na beczkach. Koncept okładki również był mój.

Spoważnieliście. Wzrok przykuwa już intrygująca okładka, w tekstach poruszyliście kilka istotnych kwestii. Zmiany spowodowane tym, że sami dojrzewaliście jako ludzie?


Pamiętam że oglądałem u Miłosza, wtedy jeszcze nie będącego członkiem zespołu, książkę o Gwiezdnych Wojnach i tam była właśnie taka szachownica, tylko że, jak nietrudno sie domyślić, z postaciami z Gwiezdnych Wojen. Co do drugiej części pytania – nie wiem. Może? Już nie tylko piwko, dupa i blancik nam w głowach, ale narastające wraz z dorosłością problemy życia codziennego oraz absurdy świata polityki i manipulacja na każdym kanale informacyjnym po prostu nas wkurwiają. Zwłaszcza mnie i Adiego. Adi jest autorem większości tekstów w Dethinition od jakiegoś czasu, i nie ukrywam że często podzielam jego poglądy na te tematy. Reszta kapeli jest raczej wstrzemięźliwa jeśli chodzi o tematy naszych tekstów. Witek np. otwarcie mówi, że jego nie obchodzą teksty, skupia się na muzie.

„Art Of Manipulation” to kolejny Wasz materiał nagrany w innym składzie. Doszło do roszady na stołku perkusisty. Poprzedni sam odszedł, czy go do tego „namówiliście”? Nowego pałkera podebraliście od jakiejś konkurencyjnej kapeli?



Historia jest nieco bardziej zagmatwana. Z początkiem 2012 odszedł od nas Guzik, przez parę miesięcy pozostawaliśmy znów bez bębniarza. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu na plenerowej popijawie do białego rana znów spiknęliśmy się z Sebą (bębniarz z dema), który wówczas zresztą grał w rockowej kapeli. Oni poszukiwali gitarzysty, więc zrobiliśmy taki deal, że Krystian zaczął grać u nich, a Seba z powrotem u nas. Seba niestety nie za bardzo był w stanie wrócić do formy sprzed odejścia, a mieliśmy nagrywać EP, bądź jeden chociaż utwór. Sesja zaczęła się w sierpniu. Bezpośrednio przed nią byłem na działce u kumpla z liceum, który wyjechał na studia do Gdańska. Tam poznał się z Witkiem i Witek akurat też był na tej imprezie na działce. Gdy usłyszał że muszę lecieć następnego dnia rano, bo mam sesję nagraniową, zdecydował się z ciekawości pojechać ze mną. Seba niestety pozbawiony kontroli zabalował do białego rana, a ja nie mogłem się z nim skontaktować, musiałem go szukać po całym mieście, aby w końcu go przywieźć na miejsce nagrywek. Oczywiście zmelanżowany po kolejnej bibie do samego rana nie miał za bardzo weny na granie i to było słychać. Witek nawet zagrał za niego jedno przejście i z miejsca jak wyszliśmy zaczął go krytykować i mówić, że mógłby z nami grać, ale że daleko itp. Wiedziałem że Witek to dobry bębniarz, ale nie wyobrażałem sobie współpracy z kimś z trójmiasta. Chciałbym mieć regulane próby, a w takiej sytuacji trudno o to. Jednak kiedy na dwa tygodnie przed planowanym koncertem na Muszli Fest, który był dla nas w tamtym czasie bardzo ważnym krokiem naprzód, Seba oznajmił, że nie może zagrać, bo ma delegację w robocie, od razu zadzwoniłem do Witka. Ten w dwie próby zrobił cały materiał koncertowy po czym okazało się że nasza współpraca nabrała charakteru trwałego. Tak zostało po dziś dzień i pomimo że Witek jest najdalej od Bydgoszczy mieszkającym członkiem składu to stał sie filarem zespołu , a z pewnością najdłużej grającym bębniarzem w historii zespołu, a po mnie i Adim w ogóle najdłużej w składzie. Zaznaczyć należy także wzrost jakości naszych występów jak i samej muzyki. Oto bowiem po raz pierwszy nie musiałem aranżować partii perkusji do utworów Deathinition, bardziej mi się podobało jak swoje pomysły wykorzystywał w nich Witold.

Jak dla mnie, dzięki „Art Of Manipulation”, uplasowaliście się w czołówce Nowej Fali Polskiego Thrash Metalu. Tym bardziej dziwi mnie, że tak świetny materiał wydaliście własnym sumptem. Żadna firma płytowa nie była zainteresowana waszymi nagraniami?

Myślę że to już nie te czasy. Zbyt wiele jest kapel, zbyt mało ludzi kupuje płyty. Co w zasadzie ma nam do zaoferowania wytwórnia? Zrobią 500 sztuk płyt, z czego oddadzą nam 150. I tak za studio będziemy musieli zapłacić sami. Odchodzi jedynie koszt tłoczenia i poligrafi który wynosi mniej więcej tyle co średnia krajowa pensja za te 500 sztuk CD. Są większe kapele w tym kraju od naszej, które nie mają podpisanych żadnych kontraktów, a to dlatego że nic one nie dają. Cały ten interes jest DIY i wszystko załatwia się swoimi kanałami. Ja bynajmniej nie znam innej drogi. Skoro nic na tym nie zarobię to chociaż chcę mieć kontrole nad wszystkim.

Znów muszę zapytać Cię o występy na żywo. Opowiedz proszę, jak wyglądała koncertowa promocja waszej epki. Zagraliście jakąś trasę, czy raczej były to pojedyncze koncerty grane w weekendy? Graliście przed jakimiś większymi zespołami? Zdarzało Was się zagrać jako gwiazda wieczoru?



Pojedyncze koncerty. Fakt, że graliśmy kilkadziesiąt koncertów rocznie to tylko nasza zasługa. Po cóż mielibyśmy grać trasę, żeby przychodziło po 15 osób w tygodniu? Czasami, w niektórych miejscowościach taka frekwencja to nawet w weekend występuje. Podczas tych koncertów zdarzało się zagrać zarówno przed dużymi bandami jak i być headlinerem pośród lokalnych kapel.

Życie jako gwiazdy rocka musiało Wam przypaść do gustu, opływacie w luksusy i już Wam się nie chce. Inaczej nie potrafiłem sobie wytłumaczyć faktu, że w tym roku miną trzy lata od wydania „Art. Of Manipulation”. Co prawda w 2015 roku ukazał się Wasz split z kanadyjskim TERRIFIER, ale nie zamieściliście tam nic nowego. Masz okazję się wytłumaczyć w imieniu zespołu.

No jak masz pięciu ludzi w trzech różnych miastach to do grania zostają tylko weekendy. Albo próba albo koncert. Jak grasz koncert to nie robisz materiału. Proste. Nam się nigdzie nie spieszy, robimy to dla siebie i chcemy robić to najlepiej jak potrafimy.

Na szczęście niedawno pocieszyłeś mnie informacją, że jeszcze w tym roku ukaże się pełnowymiarowy debiut DEATHINITION. W związku z tym mam kilka pytań. Pierwsze z nich – zakładam, że płyta zostanie wydana przez jakąś profesjonalną wytwórnię płytową? Kogo skusiliście do przedłożenia Wam kontraktu?

Szczerze wątpię, że wyda nas jakaś wytwórnia, myślę że raczej zostanie po staremu. Tymbardziej że materiał cały jest po polsku.

Czy tradycyjnie już, doszło do jakiś zmian w składzie zespołu?

Pytasz o zmianę składu w stosunku do poprzedniego nagrania? A jakże mamy nowego gitarzystę i basistę. Młoda krew z lat 90. dodała myślę kolorytu tej formacji.

Czego mogą spodziewać się Ci, którzy kupią Waszą nową płytę? Kontynuujecie to, co graliście na epce, czy jednak zrobiliście krok (albo kilka) do przodu (albo w bok) i chcecie czymś zaskoczyć słuchaczy?

Powiedziałbym oba na raz. Muzyka na płycie to będzie krok w przód w stosunku do EPki, a jednocześnie kontynuacja niektórych aspektów, które nas na niej wyróżniały. Nie zawsze będzie szybciej. Ale będzie ciężej, miejscami też bardziej technicznie a nawet bardziej progresywnie. Wiele eksperymentów i zabawy z rytmem, zmienne metrum, zróżnicowanie stopnie skomplikowania kompozycji. Z drugiej strony chciałem też zawrzeć na tej płycie więcej luzu, mniej spiny, więcej grania na luzie.

Ile utworów nagracie na debiut? Mam nadzieję, że przygotowaliście dla wygłodniałych fanów sporą porcję muzyki?



Będzie to 9 utworów z których 3 są kompozycjami Macieja, 3 to moje całkowicie nowe kompozycje, oraz 3 stare utwory. Po jednej z Dema, Epki, oraz kawałek który napisałem w 2008r. i nigdy jeszcze nie został nagrany.

Gdzie nagrywacie płytę? Prawdziwe studio nagraniowe czy metodą chałupniczą? Sami wzięliście się za produkcję materiału, czy pomaga Wam w tym jakiś profesjonalista?

Invent Sound w Bydgoszczy. Studio prowadzone przez Szymona „Sigmara” Grodzkiego. Szymon gra w Sammath Naur oraz Gnidzie. To świetny gitarzysta i sprawny realizator. Bardzo rozwinął się przez ostatnie lata w tej ostatniej roli. Gdy to piszę jestem już po odsłuchaniu pierwszych mixów i muszę powiedzieć że jestem bardzo zadowolony z efektów. To była w zasadzie moja pierwsza sesja w profesjonalnym studio i bardzo wiele się nauczyłem.

I na zakończenie kilka lżejszych pytań. Przede wszystkim opowiedz mi o swoich (i Twoich kolegów z zespołu) inspiracjach muzycznych. W czym zasłuchiwaliście się kiedyś, a co fascynuje Was obecnie?



Wolę mówić za siebie. Bo choć wszyscy mamy podobny gust, to każdy z nas ma swoje strefy muzyczne chrakterystyczne tylko dla niego. Jak byłem mały, bardzo lubiłem Queen, później spodobało mi się The Prodigy, a kiedy byłem w gimnazjum i zaczynałem grać na gitarze coraz bardziej zacząłem brnąć w ciężkie klimaty. Gdy zaczynałem grać na gitarze elektrycznej, oraz próbować swoich sił z kolegami byłem oczywiście bardzo mocno zainspirowany thrash metalem w stylu Bay Area. Lubię też bardzo techniczny death metal. Jednak z biegiem czasu i doświadczeniem jako gitarzysty zacząłem bardziej doceniać jakość muzyki aniżeli jej przynależność gatunkową. Bardzo lubię więc wszelką muzykę gitarową, która skomponowana, zaaranżowana i wyprodukowana jest na wysokim poziomie. Nie pogardzę Toto, Animals As Leaders, Jasonem Beckerem, czy nawet zespołami Grzegorza Skawińskiego (oczywiście tą jego twórczością, którą łatwiej skojarzyć z gitarą niż z zarabianiem szmalu). Niemniej jednak stwierdzam, że coraz mniej słucham muzyki, w zasadzie ani nie mam na to ochoty ani czasu. Jak już to wolę pójść na jakiś koncert i posłuchać muzyki na żywo. Wiesz, takie czasy, ze w studiu można robić cuda, więc liczy się najbardziej jak kto radzi sobie na żywo. Co roku jeżdżę natomiast na Brutal Assault, co zaspokaja jakieś 80 proc. moich koncertowych (od strony biernej) zapotrzebowań.

Pozostając w temacie inspiracji muzycznych – nurtuje mnie kwestia, czy polscy muzycy słuchają polskich piosenek? A konkretnie, czy na liście Waszych ulubionych zespołów/płyt, są jakieś z Polski?

Kiedyś myślałem, że polska muzyka ssie i tylko Anglosasi umieją napisać dobra muzykę. Teraz jednak wiem jak bardzo ignoranckie było takie stwierdzenie. W Polsce mamy mnóstwo dobrych muzyków i mnóstwo dobrej muzyki w ogóle. Ostatnio słucham dużo kawałka Human – Polski, co jest kwintesencją rock’n’rolla na polskiej scenie jak dla mnie. Doskonały i najbliżej chyba naszej stylistyki był zespół Kat, który na trójcy „Oddech…”, „Bastard”, „Róże…” wyjaśnił bardzo dosadnie, że nad Wisłą można tworzyć muzykę klasy światowej. Bardzo lubię też posłuchać wybranych kawałków ONA czy Skawalker. Prócz polskojęzycznych to dla mniej n#1 obecnie to Decapitated. Płyta „Carnival is Forever” jest po prostu doskonała. Techniczny death metal z luzem i groovem a’la Pantera. Wszystko idzie pogodzić jak widać.

I ostatnie pytanie – wytłumacz proszę co oznacza nazwa DEATHINITION i kto ją wymyślił?



Oczywiście ja wymyśliłem tą nazwę. Spodobała mi się gra słów w tytule jednego z utworów Exodus – Deathamphetamine. I tak powstało Deathinition. W dodatku było Death w nazwie to wraz z Exodusem zespół ten stanowił ścisłą czołówkę moich ulubionych kapel w tamtym czasie. Deathinition to po prostu definicja, tyle że po angielsku i pisana tak aby w nazwie była śmierć. Bardzo dziękuję za ten wywiad, dużo fajnych pytań, oby więcej takich.

O Autorze

- uzależniony od muzyki, zapalony czytelnik biografii i starych pism, miłośnik historycznych faktów i ciekawostek, o naturze wiecznego poszukiwacza. Więcej na temat jego fascynacji na stronie MUSIK SITE na Facebook'u: https://www.facebook.com/onlymusiksite/

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany