Kolejna płytka wydana swego czasu przez Mystic Production na kasecie w stylistyce łączącej melodyjny szwedzki death metal z black metalem. DECAMERON dorobił się jednej demówki i jednego pełnego albumu o dźwięcznym tytule „My Shadow…”


96_my_shadow
Album ten zaliczyłbym do grona moich ulubionych krążków, jeśli chodzi o takie granie. Oczywiście melodia wylewa się z tej muzyki jak piwo z plastikowego kubka, z którym ktoś się zapuścił na koncercie pod samą scenę.
DECAMERON oprócz porywających prostych riffów i melodyjnych partii solowych, emanuje dzikością i black metalowym jadem, a to sprawia, że ich melodyka pozbawiona jest słodyczy, nie powoduje wzdęć, zgagi czy mdłości. Ich melodie są jak nutka słodkawego, cytrusowego posmaku, która pojawia się tuż po tym, gdy w kubach smakowych wygasa goryczka szlachetnego piwa. Nie jest to muzyka, którą można kontemplować godzinami i rozkładać ją na czynniki pierwsze w zeszycie w pięciolinię. To przykład prostego, melodyjnego, siarczystego black death metalu zagraną z werwą i sercem. Nie przeszkadzają ani akustyczne wstawki, ani pojawiające się czyste wokalizy – ta płyta przez cały czas swojego trwania skrzy się jak elektroda z ręku doświadczonego spawacza.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany