Dissection Storm Of The Light's BaneGdybym miał wskazać na swój ulubiony zespół parający się melodyjnym death metalem to mój wybór padłby prawdopodobnie na DISSECTION. W ich muzyce death metal łączył się z melodyjnymi, niemal heavy metalowymi partiami gitarowymi w równym stopniu co black metal. To co wyróżnia DISSECTION to aura mroku, ta nieprzenikniona ciemność, która jak ropa z zakażonej rany sączyła się z gitarowych melodii, akustycznych wyciszeń i struktur utworów, poukładanych na heavy metalową modłę.


W DISSECTION czuć grozę i umiejętne budowanie napięcia, ich melodie rzeczywiście szarpią za serce i powodują, że włosy jeżą się na głowie. Przyznam jednak bez bicia, że w pierwszej konfrontacji ten zespół nieco mnie odrzucił i wydał mi się zbyt przyjazny. Szybko się jednak okazało, że muzyka DISSECTION jest jak ogromna mięsożerna roślina, która z daleka wabi swoim zapachem i kolorem, ale z bliska potrafi schwycić ofiarę z równą skutecznością jak groźnie wyglądający krokodyl.
Szwedzi nagrali trzy płyty – „The Somberlain” w roku 1993, dwa lata później – „Storm of the Light’s Bane”, a po kolejnych 13 latach „Reinkaos „.
Każda nich niby wpisana jest w tę samą stylistykę melodyjnego death-black metalu, ale jednocześnie każda proponuje coś innego. Debiut jest chyba najbardziej surowy, z najcięższymi partiami perkusji i mocno wyczuwalnymi black metalowymi inklinacjami. Na „Storm of the Light’s Bane” gitary są pełniejsze i bardziej skomasowane ale jednocześnie ich lekko bzyczące brzmienie oraz histeryczna i jadowita maniera wokalna (czasami urozmaicona diabelskimi zwolnieniami) również poraża black metalem – nie tylko duchowo, ale i stylistycznie.
No i „Reinkaos” – album, który w chwili premiery przez większość recenzentów został przyjęty jako przecięty, by po śmierci Jona Nödtveidta zostać obwołany jako genialnym. Chciałbym pojednawczo powiedzieć, że prawda leży gdzieś pośrodku. Ale tak nie powiem bo to nieprawda.
Moim zdaniem „Reinkaos” to płyta, która nie tylko nie ustępuje swoim poprzedniczkom, ale kto wie czy ich nawet nie przewyższa? Suche, ale mocne i wyraziste brzmienie, masa kapitalnych riffów, niebanalna melodyka i na pewno – najlepsze w historii tego zespołu – partie wokalne – głębokie, silne, stanowcze. Jest w tej muzyce pasja i żarliwość, jest chorobliwa nieustępliwość i pęd ku ciemności. „ Reinkaos” to jedna z najbardziej ekstremalnych płyt, jakie w życiu słyszałem – nawet jeśli nie formie, to w treści. A ta treść przenika do formy jak jad skorpiona do krwiobiegu ukąszonej ofiary.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany