ENSLAVED na trasie z okazji 25-lecia istnienia. Czy to nie brzmi intrygująco? Mnie zaintrygowało, choć kocham ten zespół na tyle, że nawet gdyby przyjechali z repertuarem zespołu ABBA to i tak bym się wybrał na ich koncert


C

udownie jest gdy przychodzi się na koncert zespołu nie wiedząc nic o supportach, które przed nim mają zagrać i nieoczekiwanie okazuję się, że trafimy na prawdziwą bombę. Na support, który niszy tak bardzo, że danie główne okazuje przy nim tylko deserem. Niestety nic takiego nie wydarzyło się podczas ostatniego koncertu ENSLAVED. OCEANS OF SLUMBER wygonił mnie po pierwszym utworze – muzyka w ich wykonaniu wydała mi się nie tyle mało zajmująca co po prostu koszmarna. Typowy babski metal dla nastolatek, które myślą, że są metalówkami. Bardziej progresywne oblicze zaprezentowało NE OBLIVISCARIS. Nie oznacza to jednak, że było lepiej. W zasadzie to powinienem uciekać jak tylko zobaczyłem skrzypce – zostałem jednak z kronikarskiego obowiązku i cholera powiem Wam, że bolało… No ale kto co lubi. Widać za mało wrażliwy jestem na tak subtelne i emocjonujące dźwięki, a na połączenie słodko zawodzących damskich wokali (nawet jeśli dobywających się z męskiego gardła) z growlingiem reaguję dość jednoznacznie. Jak to śpiewał Kukiz – „żołądek to nie San Francisco”.

No i na koniec danie główne, któremu nikt nie zagroził zepchnięciem do roli deseru. ENSLAVED widziałem na żywo już kilka razy i najbardziej przekonali mnie podczas trasy promującej płytę „Vertebrae” (kto wie czy nie najlepszą z ich dyskografi). Wówczas też w klubie Progresja, choć jeszcze w poprzedniej siedzibie. To był absolutnie magiczny koncert, którego później nie udało im się już przebić. Nie przebili go i tym razem.

14711632_1304125169622247_7493402617957405856_oNa domiar złego, tym razem występowali z okazji 25-lecia zespołu i jakoś wbiłem sobie w głowę, że będą grać dużo kawałków ze starych płyt. Wbiłem się pod sceną nabuzowany i żądny usłyszenia ENSLAVED z okresu „Vikingligr veldi, „Frost”, mniej przeze mnie lubianego „Eld”, ale może za to coś ze spaniałego „Blodhemn”. Liczyłem, że zagrają długo i śmielej sięgną do korzeni. Tymczasem zaczęli od materiału z ostatnich krążków i wcale nie zamierzali odpływać w daleką przeszłość. Z „Frost” poleciał tylko „Fenris”, a poza tym skoncentrowali się na nowszym materiale. Nie płakałbym z tego powodu, bo brzmieniowo dawali radę, a te ich krążki wchodzą mi jak złoto, jednak mimo wszystko trochę minęli się repertuarowo z moimi oczekiwaniami. Do tego publika była taka, że nie pamiętam koncertu, na którym byłoby tak spokojnie. Chyba nawet na jasełkach u mojego syna w przedszkolu ruch pod sceną był większy.

Publiczność stała więc pod sceną tańcząc „bezruchdance”, a ja miotałem się w bezsilności bo ENSLAVED (nawet ten o bardziej progresywnym zabarwieniu) to jednak krew Wikingów, a Wikingowie to wojna, ogień i przemoc (o gwałtach nie wspominając). Skakałem więc jak małpa głównie w pojedynkę, od czasu do czasu dołączył do mnie kolega i jakaś urocza dziewczyna, której zrobiłem „samolocik”.

ENSLAVED postanowili mnie wynagrodzić na sam koniec i zagrali „Allfǫðr Oðinn” z mojej ukochanej EP „Hordanes Land”. Wyszedłem więc zadowolony, ale lekki niedosyt pozostał bo sądziłem, że z okazji rocznicy z większym pietyzmem wspomną swoje początki. Z drugiej strony, czy oprócz mnie ktoś na sali tego oczekiwał? Czy ktoś kto wytrwał koncerty OCEANS OF SLUMBER i NE OBLIVISCARIS mógł oczekiwać na utwory z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Czy „bezruchdance” mógłby zostać prawidłowo zatańczony przy bitewnych utworach z mrocznej przeszłości Wikingów?

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany