Kolejna szwedzka czarna perła, która przez wiele lat zarezerwowana była tylko dla wytrawnych kolekcjonerów z zasobnym portfelem, a dziś może cieszyć nie tylko tych, którzy zakupili reedycję, ale także każdego kuca z dostępem do internetu


1

EPITAPH na „Seeming Salvation” z 1992 roku mielił po swojemu – niby znów Sunlight Studios, ale ich granie było przestrzenne, a riffy osadzono na niemal thrash metalowym szkielecie. Ta muzyka była precyzyjna i elegancka w swojej wymowie – solówki ładnie wybrzmiewały, a struktura utworów wydawała się kunsztownie przemyślana, wyrafinowana i brawurowo zrealizowana.
Ten krążek bez wahania wpisałbym do grona swoich ulubionych potraw w jadłospisie ze szwedzkich death metalem. Niestety mimo ogromnego potencjału jaki został zaprezentowany na debiucie EPITAPH nie poszli za ciosem i chyba nie przesadzę twierdząc, że popadli w zapomnienie.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany