NAPALM DEATH, EXTREME NOISE TERROR, DOOM – dla mnie te trzy zespoły to absolutna czołówka surowego grania, które łączy punkową energię, crustową dzicz i metalowy ciężar. Nawet jak te składniki mieszają w różnych proporcjach i konfiguracjach. Nawet jeśli były flirty z death metalem, lub wręcz klasyczne death metalowe granie


fullsizerender-47NAPALM DEATH od zawsze był legendą, DOOM tkwił w głębokim podziemiu, a ENT gdzieś pośrodku – między undergroundem a zdecydowaną metalową rozpoznawalnością. Nie bez powodów – w latach dziewięćdziesiątych mieli kontrakt z Earache Records. Później ich albumy wydawały Candlelight Records i Osmose Productions. Aż nastąpił rok 2015 i nowa płyta ENT zatytułowana po prostu „ „Extreme Noise Terror” została wydana przez Willowtip Records i przeszła bez żadnego echa.

Gdy wreszcie, grubo ponad pół roku po premierze udało mi się „Extreme Noise Terror” zakupić i przesłuchać to pierwszymi słowami, które mi się wydarły z ust było „lenie!” „leniwe ścierwa!”. Nie, nie pod adresem zespołu, ale słuchaczy, którzy albo o Brytyjczykach już całkowicie zapomnieli, albo po prostu ze zwykłego lenistwa nie chciało im się sięgnąć po ich nową płytę. Płytę rewelacyjną, doskonałą egzemplifikację tego niepowtarzalnego stylu, który pod koniec lat 80-tych odkrył dla świata John Peel.

Ta punkowa bezczelność, ta gitarowa intensywność z której narodził się grind, te absolutnie chore wokalizy, ten szaleńcy rytm i ekstatyczny drive, który sprawie, że na żywo taka muzyka nie ma sobie równych. ENT podobnie jak NAPALM DEATH odrzucili death metalowe wpływy słyszalne w ich muzyce w latach 90. i w pewien sposób powrócili do korzeni. Nie jest to jednak powrót na fali nostalgii, podgrzewanie zimnego dania na małym ogniu. „Extreme Noise Terror” płonie jak pochodnia, porywa i zachwyca swą prostotą i pewną oczywistością, która jednak nie męczy,ale sprawia, że te niewiele ponad 26 minut płynie tak szybko, że chyba nie zdarzyło mi się ten album wyjąć z odtwarzacza szybciej niż po pięciu czy sześciu przesłuchaniach.

EXTREME NOISE TERROR nagrał płytę, która jest doskonałą odpowiedzią na ostatni album ich kolegów z DOOM. Zawarli na swoim albumie porównywalną dawkę energii i wściekłości ani przez chwilę nie popadając w chaos, ani nie tracąc na przejrzystości. Te utwory są tak napastliwe i niszczące, że gdybym je usłyszał stojąc pod sceną to mój ubezpieczyciel popełniłby sepuku w połowie pierwszego utworu. Te dźwięki mają potworną siłę i magiczną moc, które pozwalają całkowicie stracić kontakt z rzeczywistością. Uwielbiam!

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany