Odpuściłem sobie na kilka dni internet – słuchałem muzyki, czytałem książki i komiksy, grałem w monopol, podjąłem kolejną próbę obejrzenia „Władcy pierścienia” i powalczyłem plastikowym mieczem z Gwiezdnych Wojen. Wczoraj wieczorem wrzucając teksty na Musik Amok zerknąłem na Facebooka i natrafiłem na informację o śmierci George’a Michaela. Drapiąc się po głowie przeczytałem rozważania na temat: czy to dobrze, że zdechł czy szkoda, że umarł? Czy można go żałować, skoro w Afryce codziennie umiera kilkaset dzieci?


b21b6793d846a1ae11043efe85ccc0caZrobiło mi się autentycznie smutno.

Jego muzyka nie interesowała mnie ani odrobinę. Gdy o nim myślę przychodzą mi do głowy trzy utwory

– pierwszy z zespołem CHŁAM (czy jakoś tak) w piosence, którą przed świętami wszyscy słuchają i nienawidzą (podobnie jak oglądają i nienawidzą Kevina samego w domu)

– teledysku, który widziałem w dzieciństwie – gdy przemierzał wąską scenę a kobiety zgromadzone pod nią próbowały schwycić go za nogi

– z występu z Queen na Wembley gdy zaśpiewał „Somebody To Love” i wydał mi się zupełnie bezbarwny i nijaki

Dlaczego więc poczułem smutek, że umarł facet, którego muzyka nic dla mnie nie znaczyła?
Chyba dlatego, że był częścią świata, który znałem i który rozumiałem. Miał ładną buzię, bujne włosy i gapił na mnie ze zdjęć i plakatów w Bravo zanim jeszcze zrobił coming out i jego uśmiech mógł mi się wydawać niemęski. Był jedną z gwiazd, które towarzyszyły mi od dzieciństwa, ikoną popkultury, elementem rzeczywistości, w której dorastałem. Wraz z jego śmiercią do przeszłości odszedł kolejny element mojego świata – nawet jeśli ten nielubiany, obojętny czy znienawidzony, to taki, który potrafiłem dostrzec i ocenić.

Ostatnio mój kolega – utytułowany kick boxer, z którym zresztą wylałem wiele litrów potu podczas sparingów, wystąpił w teledysku jakiegoś rapującego chłopaczka. Obejrzałem z dobrotliwym uśmieszkiem myśląc sobie, że tacy polscy raperzy to chyba jeszcze większa nisza niż metal. Następnego dnia pokazałem teledysk znajomemu i prawie zemdlałem jak zobaczyłem, że obejrzało go już ponad 160 tys. osób. Zerknąłem na inne teledyski „rapującego chłopaczka” i dostrzegłem, że ich oglądalność oscyluje wokół 20 milionów! Zerknąłem też na jego profil facebookowy i zorientowałem się, że ma dwa razy więcej polubień niż Doda. Nie pytajcie mnie jak „rapujący chłopaczek” się nazywa. Zapomniałem.

W dzisiejszej rzeczywistości natrafiam na coraz więcej rzeczy, których ani nie rozumiem, ani nie potrafię ocenić. Wchodzę przypadkowo na jakiś profil facebookowy śledzony przez pół miliona ludzi – widzę jakieś obrazki, zdjęcia z podopisywanymi czasownikami i rzeczownikami, polubiane przez kilkanaście tysięcy osób i udostępniane przez kolejne kilka. Przeglądam jeden drugi, dziesiąty. Nawet nie wiem czy to tak głupie, że mnie przerasta, czy tak wysublimowane, że nie potrafię tego zrozumieć. Zamykam stronę, następnego dnia chcę pokazać ją koledze ale nie znajduje jej i nie mam pojęcia jak się nazywała.

Coraz częściej łapię się na tym, że świat, który mnie otacza coraz bardziej przestaje być moim światem i coraz mniej zależy mi na tym by go gonić i nadążać za tym co oferuje. Zadawalam się jego drobnymi wycinkami i skrawkami, żyję w totalnej niszy nie widząc co jest modne, co na topie i co akurat wypada.
George Michael przypomina mi czasy, w których wiedziałem gdzie jestem – świat, który nawet jeśli nie był lepszy, to wydawał mi się bardziej przyjazny i bezpieczny. Więc szkoda mi chłopa mimo, że nigdy nie czekałem na jego nową płytę, a gdyby takowa się ukazała to splunąłbym ze wstrętem i ominął ją szerokim łukiem.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany