W przyszłym roku minie dwadzieścia lat od premiery płyty „The Grand Grimoire”. Drugi krążek GOD DETHRONED stał się dla zespołu przełomowy i dziś śmiało można powiedzieć, że przetrwał próbę czasu. Z Henrim Sattlerem, wokalistą i gitarzystą GOD DETHRONED rozmawia Krzysztof Szewczyk


Dlaczego GOD DETHRONED zawiesił działalność po wydaniu debiutanckiego „The Chrishunt”?

Kurcze, to było dawno temu. Tak jak wiele innych zespołów w początkowych latach swojej działalności mieliśmy problem z utrzymaniem jednakowej motywacji u wszystkich członków kapeli. Innym brakowało profesjonalizmu. Potem zacząłem grać w Ministry of Terror, ale przywróciłem God Dethroned do życia w przeciągu dwóch lat.

Kiedy God Dethroned przestało istnieć, pojawiłeś się w składzie Lords of the Stone. Zespół grał doom metal, a Ty brałeś udział w nagraniu dwóch demówek, „The Rhymes of Bitterness” i „Diamond In the Dust”, zgadza się?

Tak, to prawda. Wspomniane demówki powinny już wkrótce zostać wydane na CD przez VIC Records.

Czy to Ty byłeś twórcą Lords of the Stone, czy zostałeś zaproszony do składu?

Byłem jednym z twórców zespołu.

Jakie wspomnienia zachowałeś z tego okresu? Jak to było, zaczynać wszystko od nowa? Jak Ci się grało doom metal – stojący w wyraźnej opozycji do death metalowego ataku serwowanego przez God Dethroned?

Doom metal był wówczas bardzo popularny I bardzo lubiłem taka muzykę. Lords of the Stone to był tylko poboczny projekt, stworzony właściwie tylko dla zabawy. Nie było żadnych założeń, żeby przekształcić go w coś większego. Z racji tego nie było też stresu.

Naprawdę zdziwiłem się, znajdując informację, że na pierwszej demówce Lords of the Stone zagrałeś na wiolonczeli i skrzypcach. Kiedy nauczyłeś się grać na tych intrumentach?

Faktycznie tak było, ale po prawdzie to zagrałem te partie na klawiszach, więc było dosyć łatwo.

1000x1000Następnym krokiem w Twojej karierze było Ministry of Terror. Odszedłeś z Lords of the Stone, ponieważ brakowało Ci bardziej brutalnego grania? Czy może powody rozstania były inne?

Wdałem się w bójkę ze znajomymi członków Lords of the Stone.

Czy zagrałeś na demówce i na pełnowymiarowym debiucie Ministry of Terror? Obecnie ciężko jest potwierdzić te informacje, a nie mam albumu na półce żeby móc sprawdzić.

Tak. Zagrałem na obydwu materiałach. Ministry of Terror było moim zespołem.

No więc, grałeś sobie w Ministry of Terror, aż w 1996 przywróciłeś do życia God Dethroned. Co skłoniło Cię, żeby dać swojej starej kapeli jeszcze jedną szansę?

Zawsze chciałem pójść dalej z God Dethroned. Czekałem po prostu na lepsze czasy i odpowiednich muzyków, żeby móc to zrobić.

Jak udało Ci się przekonać innych muzyków, żeby do Ciebie dołączyli? Roel Sanders miał już bogate doświadczenie, ale Beef i Jens nie byli raczej zbyt znanymi muzykami. Zgadza się?

Wiesz, ja ich znałem i wydawali się właściwymi ludźmi do tej roboty więc po prostu złożyłem im propozycję. Wyszło świetnie. Nagraliśmy razem fajne płyty i zjeździliśmy świat wiele razy.

gdbandKolejną kwestią która mnie nurtuje… w jaki sposób do cholery zdobyliście kontrakt z Metal Blade? Z całym szacunkiem, ale w 1996 roku God Dethroned nie był zbyt znaczącą nazwą na muzycznej scenie.

Po prostu wysłałem im kopię “The Grand Grimoire”, ponieważ płytę mieliśmy już nagraną. Posłuchali muzyki i po prostu ich zmiotło. Skontaktowali się z nami, mówiąc, że chcą podpisać z nami kontrakt. I tyle.

Przejdźmy w końcu do “The Grand Grimoire”. Muzyka na tej płycie jest całkowicie odmienna od tej z debiutu. Wasz pierwszy krążek to czysty death metal, na dwójkę nagraliście wybuchową mieszankę death metalu silnie zainfekowanego black metalem. Potwierdzasz?

Tak, potwierdzam. Zawsze wplatałem wpływy black metalu w naszą muzykę. God Dethroned może sobie na to pozwolić, bo to po prostu pasuje do tego co gramy. Zawsze możesz usłyszeć wyraźne melodie na naszych płytach.

Na “The Grand Grimoire” graliście zdecydowanie szybciej niż na jedynce. Utwory na dwójce aż ociekały od świetnych, jadowitych melodii. Nawet Twój styl śpiewania się zmienił – zamiast growlingu, wrzeszczałeś jak opętany, z iście diabelska manierą. Rozumiem, długa przerwa między „The Chrishunt”, a jego następcą, ale zmiany były drastyczne. Można by powiedzieć, że wspomniane krążki zostały nagrane przez dwa różne zespoły. Nie miałeś żadnych obaw przeprowadzając taką muzyczną rewolucję?

Wiesz, nie byłem zadowolony z tego, jak brzmiał nasz debiutancki album. Tym razem chciałem nagrać coś o wiele lepszego, zmieniłem więc kilka rzeczy. To była odpowiednia decyzja, bo moim zdaniem staliśmy się o wiele lepszym zespołem.

Czas na kilka szczegółów technicznych. „The grand Grimoire” nagraliście we „Franky’s Recording Kitchen”. Kto był producentem?

Na producenta materiału wybrałem Berthus’a Westerhuis’a. Znałem go już wówczas od kilku lat. We wspomnianym studio nagrywałem wszystkie moje materiały, więc wybór był oczywisty.

Czy Ty sam stworzyłeś całą muzykę, czy pozostali członkowie zespołu wzięli udział w komponowaniu?

Tworzenie muzyki na “The Grand Grimoire” było procesem zespołowym.

400full-god-dethronedBiorąc pod uwagę jak brzmiał metal w 1996 / 1997 roku, to co nagraliście było jak powiew świeżego powietrza. Niektóre zespoły odpłynęły w dziwne, psychodeliczne rejony, część grała coraz bardziej komercyjną muzykę. Hitami były wówczas metal gotycki i nu-metal. Oczywiście, był też i black metal, lecz zbyt wiele zespołów prezentowało bardzo niski poziom. A jak Ty wspominasz te czasy?

Oczywiście, że pamiętam te czasy, ale wcale nie wspominam ich aż tak źle. Lata 90. to czasy, kiedy płyty wciąż sprzedawały się bardzo dobrze, więc ludzie tworzyli całą masę pobocznych projektów i wydawali muzykę na CD. To wówczas rozpoczęło się masowe wydawanie płyt. Jeżeli kupowałeś wszystko co było wówczas wydawane, zapewne wiele razy mogłeś się rozczarować, więc trzeba było sprawdzać muzykę, zanim się na coś zdecydowałeś. Z drugiej strony ludzie stali się bardzo twórczy, bo po prostu istniały ku temu finansowe możliwości.

Wierzę, że swoją muzyką chciałeś po prostu dać muzycznemu światu cios w nos. Wnioskuję to po otwierającym płytę, wściekłym „The Art. Of Immolation”. Zespół brzmi tutaj jak horda rozwścieczonych demonów. Nawet po przesłuchaniu tego kawałka setki razy, ciągle jestem pod wielkim wrażeniem.

Dokładnie tak, a album przetrwał próbę czasu, gdyż na żywo nadal gramy utwory z tego krążka. Publiczność ciągle pamięta te kawałki i ciągle domaga się ich na koncertach. To najlepszy dowód na to, jak dobra była ta muzyka.

Następny na liście jest utwór tytułowy. Nawet lepszy niż wspomniany „The Art. Of Immolation”. Długi i zróżnicowany – łapie słuchacza za gardło i trzyma w uścisku aż do samego końca. Byłem powalony gdy usłyszałem go po raz pierwszy i po tylu latach efekt jest wciąż ten sam. Za każdym razem gdy go słucham krzyczę razem z Tobą: „666, I am the Warlock and I bring you damnation…” i tak dalej. Jak czujesz się jako twórca metalowego klasyka?

To świetne uczucie! Ale oczywiście wtedy nie mogłem mieć pojęcia, że ten kawałek zyska taką popularność. Dla mnie był to po prostu wspaniały utwór, ale nigdy bym się nie spodziewał, że będę go wciąż grał na koncertach 20 lat później.

The Grand Grimoire” został zainspirowany kultowym horrorem. Czy jesteś miłośnikiem horrorów?

Uwielbiam historię opowiedzianą w tym filmie, chociaż sam film był raczej niskobudżetową produkcją. Dla mnie liczy się dobra fabuła, bez względu na to do jakiego gatunku zaliczany jest konkretny film.

god-dethroned-400-b-082809Cały album jest rewelacyjny, ale w temacie wyróżniających się utworów trzeba wspomnieć jeszcze „Under a Silver Moon”. Uwielbiam ten napędzany organowymi dźwiękami refren. Swoją droga, zdołałeś w prostych słowach zawrzeć o wiele większe pokłady bluźnierstwa niż wiele black metalowych hord. Mam oczywiście na myśli słowa refrenu – „Kopulując z Maryją”.

Tak, stosunkowo łatwo jest prowokować. W tym tekście przerobiłem biblijną opowieść w bardziej przyziemna i wiarygodna historię. Maryja po prostu zerżnęła sąsiada i przekonała Józefa, że dziecko to dar od Boga.

God Dethroned był w tamtych czasach bardzo antychrześcijańskim zespołem. Czy możesz powiedzieć coś więcej na ten temat. Skąd Ci się to wzięło?

Po prostu uważałem, że wszystko co ma jakiś związek z religią to pieprzona hipokryzja, a ja byłem jej przeciwny przez całe swoje życie. Teraz jest dokładnie tak samo, ale zwłaszcza wtedy po prostu czułem potrzebę przeciwstawienia się temu wszystkiemu w swoich tekstach.

Zmieniamy temat. Czy jesteś miłośnikiem psychodelicznego rocka lat 60-tych? Czy przerobienie „Fire” Arthura Browna było Twoim pomysłem?

To producent zmusił nas do nagrania tego kawałka. Nie mam pojęcia dlaczego, ale chciał, żebyśmy nagrali swoja wersję tej piosenki. Myślę, że większość ludzi w ogóle nie rozpoznaje co to za piosenka kiedy słyszą naszą wersję (haha!).

Wasz interpretacja “Fire” przypomina wybuch bomby. To już nie jest ogień, to ogniste inferno. Czy Arthur Brown słuchał waszej wersji swojego przeboju?

Będąc szczerym, nigdy nie spotkałem go osobiście. Ale rewelacyjne jest to, że nadal występuje, biorąc pod uwagę ile ma lat.

Rzeczą, której nie lubię jeżeli chodzi o “The grand Grimoire”, jest okładka płyty. A jakie jest Twoje zdanie? Wytłumacz proszę, co w ogóle widać na tej okładce?

Po pierwsze, wówczas o wiele trudniej było znaleźć dobrego grafika do namalowania okładki. Nawet nie pamiętam jaki był zamysł twórcy tego obrazu i co na nim widać. Ale wciąż uważam, że ma fajną, mroczną atmosferę.

Czy wciąż pamiętasz reakcje muzycznej prasy po wydaniu płyty? O ile ja pamiętam, w Polsce „The Grand Grimoire” zostało przyjęte lepiej niż pozytywnie. God Dethroned szybko zmieniło status z mało znanego zespołu z przeszłości na gwiazdę nowych czasów. Jak to wyglądało w skali globalnej?

Myślę, że wszędzie było tak samo. Nasz debiutancki album nie został przyjęty zbyt dobrze przez prasę, więc ludzie z wielu magazynów byli początkowo zdziwieni, że Metal Blade podpisało z nami kontrakt. Po prostu nie wierzyli, że jesteśmy w stanie nagrać coś dobrego. A potem zdziwili się jeszcze bardziej tym, jak dobry był nasz drugi album i jak w przeciągu krótkiego czasu zmieniliśmy się z kapeli, która nagrała syfiasty debiut w zespół który potrafił grać i pisać świetne utwory.

Poświęćmy chwilę promocji koncertowej. Czy zagraliście dużo koncertów w ramach promocji “The Grand Grimoire”. Czy któreś z nich są szczególnie warte przypomnienia po tych wszystkich latach?

Tak, graliśmy z tak świetnymi kapelami jak Six Feet Under i wzięliśmy udział w drugiej edycji trasy No Mercy Festivals. Wtedy to była dosyć wielka sprawa. Na trasie grali również Cannibal Corpse, Immortal, Marduk, Obituary i Angel Corpse. Zyskaliśmy wówczas sporo na popularności i staliśmy się o wiele „większym” zespołem.

Czy w związku z tym, że Metal Blade ma swoją siedzibę w Stanach, mieliście okazję zagrać też tam jakieś koncerty?

Owszem, graliśmy w Stanach wiele razy. Kocham ten kraj i tamtejszych fanów. Granie koncertów w USA było niesamowitym doświadczeniem. A wszystko właśnie dzięki Metal Blade.

Po koncertach zapewne spotykaliście się z wieloma fanami. Czy wśród nich wielu było takich, którzy jeszcze pamiętali waszą pierwszą płytę? Jakie mieli zdanie o nowym wcieleniu God Dethroned?

Wciąż jest wielu ludzi, którzy uwielbiają nasz debiut. Dla wielu to wciąż nasz najlepszy album. Prawda jednak jest, że większość fanów zyskaliśmy już po wydaniu „The Grand Grimoire”.

Jak wiele kawałków z “The Grand Grimoire” przetrwało w waszej koncertowej setliście?

Graliśmy na żywo większość kawałków z “The Grand Grimoire”. O ile dobrze pamiętam, w pewnym monecie graliśmy je wszystkie. Oczywiście, niektóre są bardziej popularne niż inne, więc najczęściej wykonywaliśmy „The Art. Of Immolation” i „The Grand Grimoire”. Obecnie wciąż gramy na przykład „The Art. Of Immolation” I “Under a Silver Moon”z dodanymi partiami klawiszy. Ten ostatni w ogóle należy do moich ulubionych.

Czy coś byś zmienił na “The Grand Grimoire”, gdybyś miał taką możliwość?

Uwielbiam tę płytę. Są na niej dobre piosenki i uzyskaliśmy w nich świetny klimat. Jak większość zespołów, które spoglądają wstecz na swoje starsze płyty, chcielibyśmy mieć lepsza produkcję. Ale nie miałoby sensu zmieniać teraz czegokolwiek, ponieważ ludzie są przyzwyczajeni do tego jak brzmi i to jest cześć jej magii. Może w przyszłym roku zagramy jakie specjalne koncerty, na których moglibyśmy wykonać materiał z całej płyty.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany