Po całej nocy i całym dniu słuchania MOTORHEAD czas na jakąś odmianę. „Warrior On The Edge Of Time ” to piąty album Hawkwind. W jednym utworzy śpiewa Lemmy – a tytuł tego kawałka to „Motorhead”


T

ak sobie myślę, że po Lemmym pewnie wkrótce zaczną odchodzić inni wielcy świata muzycznego: Jagger, Plant, Ozzy, Halford, Bowie, Tyler, Young… i już żadnych świętości nie będzie. Żadnych gwiazd i muzycznych idoli. Bo czasy wielkich wytwórni i wielkiego przemysłu muzycznego już minęły – dziś, jak napisał kolega prowadzący wszechpotężną wytwórnię – to słuchacze decydują o tym, czego chcą słuchać.

A niestety słuchacze w swojej masie są zbyt głupi żeby na dłużej słuchać czegokolwiek i trudno mieć do nich o to pretensję – bo jak można należycie docenić muzykę gdy tych muzycznych bodźców w ciągu dnia dochodzi do nas więcej niż kiedyś w ciągu roku? Jak rozsmakować się w płycie, obcując z nią przez 45 s12440549_1090100427691316_5140732266513637914_oekund za pośrednictwem Youtube? Jak wynieść zespół do miana gwiazdy, skoro za dwa dni on już jest stary i liczniki oglądalności i klikalności podbijają kolejni „wielcy na 5 minut”.

Wiele lat temu Andy Warhol powiedział, że w przyszłości, dzięki mediom elektronicznym coraz więcej ludzi będzie coraz szybciej zyskiwało sławę, na coraz krótszy czas. I właśnie w takich czasach żyjemy. W świecie gwałtownych i krótkotrwałych zrywów popularności. W świecie, w którym często brakuje czasu na to by się chwilę zatrzymać – pomyśleć, zastanowić się i zrozumieć.

Jesteśmy jak małpy na karuzeli w wesołym miasteczku. Ten kolorowy różnobarwny świat dobrobytu i sytości zaczyna się zlewać w różnobarwną ścianę, w której nie potrafimy już dostrzec kształtów i szczegółów. A przecież właśnie piękno tkwi w szczegółach, zaklęte jest w przemijających chwilach i w ich ulotności.

Ale to też nie będzie trwało wiecznie – albo łańcuchy tej karuzeli się pozrywają i porozbijamy sobie łby, albo wkrótce zrobi się nam niedobrze i rzygniemy tą tęczą tak potężnie, że wyleci z nas nie tylko ustami, ale i nosem.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany