Rok po wyjściu ze studia Sunlight Studio i nagraniu w nim debiutanckiego demo „Obscurity” chłopcy z EXHUMED zasilili skład dwoma byłymi muzykami z CARBONIZED i znów powrócili do Sunlight – tym razem jako MORPHEUS – i nagrali świetne demo In the Arms of…(w domyśle …morpheus).

21135


Brzmienie podoba mi się ciut mniej niż na „Obscurity”, ale wciąż jest surowe i cudownie szwedzkie. Utwory aranżacyjnie są nieco bogatsze – siłą tego materiału nie są już proste, porywające riffy, ale także dynamiczne zmiany tempa, bardzo interesująca praca sekcji rytmicznej – perkusja brzmi wyśmienicie, a miejscami cudownie wyeksponowana gitara basowa przypomina odgłos gotującej się smoły.

MORPHEUS wydał tylko jedną pełną płytę – w 1993 roku wyszła „Son of Hypnos”, która jeszcze do niedawna na internetowych aukcjach osiągała koszmarne ceny. Aktualnie wyszła reedycja tego materiału na CD. W swojej książce o szwedzkim death metalu Daniel Ekeroth ubolewa nad tym, że MORPHEUS mimo że grał świetną muzykę to nigdy nie zdobył popularności. Ja to doskonale rozumiem – bo raz, że „Son of Hypnos” wyszła ze dwa, trzy lata za późno to na dodatek brzmieniowo ustępuje – zarówno ich wcześniejszej EP-ce, jak demówce „Obscurity”. Gdyby ten album nagrano w Sunlight to kto wie… a tak gitary brzmią nieco płasko, wokal jest zbyt mocno wyeksponowany i miejscami brzmi sucho i topornie a lat Glen Benton z swoich najgorszych czasach. Również partie perkusyjne nie są tak ciężkie i mięsiste jak to drzewiej bywało.

Nie to, że nie lubię „„Son of Hypnos”. Nic z tych rzeczy – uważam, że to dobry materiał (zamówiłem sobie też reedycję, mimo że mam pierwsze wydanie), ale w kontekście wcześniejszych dokonań tych muzyków, czuję lekki niedosyt – szczególnie pod względem brzmieniowym. Zgadzam się z Ekerothem, że to płyta niedoceniana – a jej ocenę na metal-archives uważam, że kilkakrotnie niedoszacowaną.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany