Kiedyś Roman Rogowiecki w reklamie zachwalał, że najlepsze płyty to składanki. Nigdy mnie nie przekonał, bo zawsze albumy odpierałem całościowo i  słuchanie płyt kompilacyjnych miało dla mnie równy sens co oglądanie najlepszych scen z filmów. Może i fajne gdy zna się te filmy w całości, ale bez kontekstu traci to całkowicie sens. Oczywiście od każdej reguły są wyjątki


J

eden z nich – kompilacja „The Neat Records Singles collection”. Z tego co pamiętam wyszły trzy dwupłytowe albumy z tej serii. Najlepszy jest chyba ten pierwszy (podobnie jak Rambo czy Rocky).Szczególnie polecam te składanki osobom, które dotąd żyły w przeświadczeniu, że NWOBHM to Iron Maiden i Saxon. Otóż nie moim mili – ten gatunek metalu wydał na świat wiele naprawdę dobrych zespołów i ekscytujących płyt. Posłuchajcie chociażby pierwszej części rzeczonej składanki – poznacie masę dobrej muzyki, rasowych metalowych zespołów z gitarami, które brzmieniem kruszą kości, z riffami, które wprawiają głowę w kompulsywne ruchy w płaszczyźnie poziomej.

va-the-neat-singles-collection-vol-3-2002-frontZaczyna się od dość znanego TYGER OF PANG TANG, później mamy FIST (klasa!) i WHITE SPIRIT z wyrazistym, metalicznym riffem i zuchwałymi wokalami. RAVEN to już powinno kojarzyć więcej osób – doskonały galopujący świdrujący rifff z rock and rollowym drivem. Po nim nieco już zapomniany ARAGORN ze świetnym, nieco demonicznym „Black Ice”. Cudowny ciężki riff i niemal black metalowy klimat, a później wokale jakby zupełnie z innej bajki – wyraziste, selektywne, wyśpiewane z niemal punkową werwą i bezczelnością. Kolejny utwór to „In League With Satan” – tak to klasyk VENOM, zespołu, który bez wątpienia wpisywał się w nurt NWOBHM dając jednocześnie początki muzyce black metalowej.

Później mamy BITCHES SIN – singiel poprzedzający ich debiutancką płytę „Predator” z 1982 i absolutnego klasyka „Invaders” z 1986 roku na okładce którego nawiązano do obrazu „Krzyk” namalowanego przez norweskiego ekspresjonistę Edvarda Muncha.

Powalającym riffem i wspaniałym ciężarem imponuje BLITZKRIEG – kolejny zespół z tej składanki, któremu udało się szerzej zaistnieć. Rasowy hardrock z demonicznym posmakiem proponuje RAVEN – zespół, któremu również udało się wpisać jeśli nie złotymi to choć srebrnymi zgłoskami w historię NWOBHM.

Bez echa natomiast przepadł RAW DEAL, który na tym wydawnictwie proponuje energetyczne, rockowe granie z jajami jak melony dojrzewające w tropikalnym słońcu.

Po nich kolejny utwór VENOM – Blood Lust, ze świdrującą gitarą, wulgarnymi partiami wokalnymi i gitarami smagającymi uszy jak bat plecy nieposłusznego niewolnika, na polu bawełny w południowej części Ameryki przed wojną secesyjną.

Gitary STEEL są selektywne i wysmakowane, a wokal poraża rock and rollowym fellingiem, później znów dwa utwory RAVEN, który był wówczas w doskonałej formie, JAGUAR, którego chyba specjalnie przedstawiać nie trzeba i kolejna trochę mniej znana perełka HEAVY PETTIN’ – w utworze „Roll The Dice” mogącym delikatnie kojarzyć się z klimatem pierwszej płyty IRON MAIDEN. Nagrali zresztą w latach 80-tych trzy całkiem niezłe albumy, a w 2006 roku ciekawe limitowane wydawnictwo Pettology, na które składają się dwa pierwsze albumy i dwie koncertówka w wersji audio i dvd (mam je oczywiście w swojej kolekcji).

Po nich mamy DEDRINGER – kolejnych przedstawicieli solidnego, energetycznego NWOBHM, którzy nigdy nie zaistnieli w szerszej świadomości (przynajmniej u nas).

19 utwór na pierwszej płycie tej składanki nagrał CRUCIFIXION. Nie dorobili się nigdy pełnej płyty, ale singiel „Take It Or Leave It” to kawał ognistego grania, z naprawdę dobrym riffem, który w tamtych czasach musiał rzucać na kolana.

Po nich mamy utwór WARRIOR ze wspaniałymi dialogami gitar i galopującą sekcją rytmiczną. Nie to jeszcze nie koniec. Przed nami kolejny utwór FIST – cudowne, chropowate brzmienie gitar połączone z rock and rollowym feelingiem. Uwielbiam! Tak by grał Elvis gdyby urodził się nieco później na Wyspach. Pierwszą płytę składanki zamyka VALHALLA utworem „Coming Home” – energetyzujące hard rockowe granie z czasów gdy ta muzyka była tworzona przez młodych dla młodych, a nie przez wąsatych Januszów dla brodatych Grażyn.

A to tylko pierwszy z dwóch krążków pierwszej części trzyczęściowej składanki poświęconej NWOBHM. Zdecydowanie polecam jako początek przygody z gatunkiem muzycznym, który został zawłaszczony przez IRON MAIDEN

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany