Jan Atle Aserod znany bardziej jako Pade to niezwykle sympatyczny i skromny facet. Przynajmniej tak wynika z wywiadu z nim, który kilka lat temu czytałem na łamach, któregoś z naszych polskich periodyków (7Gates, MegaSin?). Zdaje się, że gość bardziej czuje się fanem niż muzykiem i nigdy nie miał nawet cienia aspiracji by zostać gwiazdą rocka. Jego zespół Old Funeral powstał w Bergen w 1988 roku i działając tylko przez cztery lata wydał dwie demówki i jedną EP. Materiały te dość łatwo dostać na kompilacyjnych CD, które ukazały się po latach


P

rzez Old Funeral przewinęła się plejada przyszłych gwiazd muzyki black metalowej: Vikernes z Burzum, Demonaz i Abbath z Immortal czy Jorn z Hades (później Hades Almighty).

Pade we wspominanym wywiadzie nie mitologizował tych czasóOld_Funeral-Coverw, o początkach swego zespołu mówił ze skromnością, jako o czymś naturalnym i niczym niezwykłym. Ot, tak jakby ktoś wspominał jak w dzieciństwie robił sobie z kolegami z podwórka karabiny z patyków i bawili się w wojnę. Sentyment do tych czasów musiał jednak być ogromny, skoro Pade w tym roku zdecydował się na reaktywację zespołu (co ciekawe z Abbathem w składzie). Nie sądzę jednak, żeby doszło do wzmożonej aktywności OLD FUNERAL. Pewnie skończy się na tym jednym występie festiwalowym, może jeszcze dadzą kilka koncertów w pubie i pograją covery ukochanego Morothead…

Ale przejdźmy do muzyki, do materiałów demo, które nagrali na przełomie lat 80-tych i 90-tych. To niby surowo odegrany death metal, ale nie o końca. OLD FUNERAL w pewien sposób zapowiada black metalową stylistykę, zarówno konstrukcją niektórych riffów, ponurą i charakterystyczną dla black metalu melodyką, jak i partiami wokalnymi (bliższymi opętanemu krzykowi niż growlingowi). Słychać też jak ich muzyka coraz bardziej ewoluowała ze stylistyki death metalowej do black metalu. Ostatnie cztery utwory z kompilacji „The Older Ones”, nagrane już w 1992 roku plują black metalowym bez opamiętania.

OLD FUNERAL to unikalny podziemny ekstremalny metal rodzącej się sceny skandynawskiej – jeśli ktoś przegapił to na pewno warto sobie posłuchać – nawet gdy miejscami bije z tej muzyki pewna nieporadność i młodzieńcza naiwność. A może właśnie dlatego.

Zero wyrachowania i kalkulacji – po prostu kilku chłopaków spotkało się i nagrało muzykę, której sami by chcieli słuchać. Nie wyszło im epokowe działo, ale kawał solidnego death metalu z kilkoma frapującymi riffami, które na dłużej zostają w głowie. Subiektywnie – uwielbiam!

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany