Nie mam żadnych wątpliwości, że debiutancka płyta katowickiego PLANET HELL „Mission One” jest prawdziwym objawieniem, nie tylko w skali naszej rodzimej sceny.


A

lbum został pięknie wydany przez Thrashing Madness Productions w digipacku A5 ze świetnymi grafikami Daniela Mroza. Jak się łatwo domyślić „Mission One” zarówno lirycznie jak i graficznie nawiązuje do twórczości Stanisława Lema. Co ciekawe teksty we wkładce zostały wydrukowane zarówno w języku angielskim jak i polskim.

Muzycznie album przynosi nam ponad 45 materiału, na który składa się dziewięć autorskich kompozycji oraz cover RUSH „Earthshine”. Gdyby chcieć muzykę PLANET HELL wtłoczyć w szufladkę stylistyczną to należałoby otworzyć tę z napisem – progresywny death metal. Z moich doświadczeń wynika, że zwykle pod tym hasłem kryją się na maksa przepitolone plastikowe koszmary, nagrywane przez gości, którzy skończyli szkoły muzyczne, depilują pachy i używają odżywek do włosów. Gdyby nie sprawdzona marka Thrashing Madness Productions to kto wie czy w ogóle bym sięgnął po ten krążek? Sięgnąłem jednak i zakochałem się od pierwszego przesłuchania.

PLANET HELL gra z niezwykłą swobodą i wyobraźnią, a aranżacja poszczególnych utworów jest tak brawurowa i piękna, że słucha się ich z przyśpieszonym biciem serca i uśmiechem na twarzy. Co ważne mimo progresywnego rozmachu PLANET HELL ani przez moment nie zapomina, że podstawą dobrej płyty metalowej są riffy i ich umiejętne połączenie z partiami solowymi. Sztuka ta udaje się zespołowi wyśmienicie – struktura utworów wydaje się spójna, a samo granie bardzo naturalne i nie pozbawione feelingu.

W tej muzyce jest dużo przestrzeni i elegancji – wydaje się wręcz pedantycznie dopracowana, ale jednocześnie zagrana z ogromną pasja, intensywnością i jeśli nie agresją – to z gniewem, szczerym i niepohamowanym. Być może miejscami słyszę jakieś echa Morbid Angel, Nocturnus, późnego Carcass, czy nawet Strapping Young Lad – jednak klimat „Mission One” jest absolutnie unikalny i wymykający się wszelkim analogiom.

Mimo technicznego wyrafinowania i naprawdę efektownych zagrywek muzycy PLANET HELL ani przez moment nie wpadają w pułapkę instrumentalnej egzaltacji i każdy dźwięk podlega ścisłej dyscyplinie aranżacyjnej utworu. Paradoksalnie więc mimo technicznego zaawansowania, płyta wydaje się dość prosta – a jeśli nie prosta, to na pewno bezpośrednia, selektywna i czytelna. Myślę, że „Mission One” to krążek nie tylko dla miłośników death metalu, ale dla wszystkich, którzy cenią sobie mocne i inteligentne granie.

Oczywiście nie ma mowy by materiał tej klasy został nagrany przez żółtodziobów. Za PLANET HELL odpowiada Przemysław Latacz znany przede wszystkim z thrash metalowego The No-Mads. Skład zasilił młodziutki utalentowany gitarzysta Tomasz Ziarko (Embrional, Bullet Rage), również znany z The No-Mads, basista Józef Brodziński oraz perkusista Tomasz Raszka.

Debiut PLANET HELL jest niezwykle udany, tchnie świeżością i daje nadzieję na przyszłość. Ta rakieta dopiero wystartowała do swojej pierwszej misji – mam nadzieję, że kolejne pozwolą odkrywać nowe planety i poznawać cywilizacje, o których nie śniło się nawet pisarzom.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Jedna odpowiedź

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany