Tak samo jak nie mam wątpliwości, że pierwszą metalową płytą był debiut BLACK SABBATH, tak samo nie waham się by debiut POSSESSED uznać za pierwszą płytę death metalową. Można polemizować i wskazywać na wcześniejsze dokonania innych zespołów, analizować poszczególne utwory, a nawet riffy czy partie wokalne i dopatrywać się w nich zalążków nowego stylu. Ale po co? Wszak wiadomo, że każdy gatunek muzyczny wykształcił się na drodze ewolucji, a wszystkie zespoły mniej lub bardziej bazował na dokonaniach poprzedników


Środa, 16 października 1985 roku. Chodziłem wtedy do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Dokładnie pamiętam ten dzień – słotny, deszczowy, wietrzny. Wracałem ze szkoły w ubłoconych butach. Po drodze karmiłem bezpańskie psy niedojedzonymi kanapkami. Matka zawsze robiła mi wyrzuty gdy przynosiłem je z powrotem do domu. Stawały się więc 37. posiłkiem Cygana – czarnego kundla, który szwendał się pod naszą szkołą, karmiony przez wszystkich do nieprzytomności. Był tak gruby, że aż sapał i tak wybredny, że w pewnym momencie nie tylko wyjadał z kanapki samą wędlinę, ale i z wędliny wygryzał tylko chudsze kawałki mięsa.


Tak powinno być…

53526df9c34bba07b5f53bea0f2cc400330e6969Ten dzień nie zapowiadał niczego nadzwyczajnego – gdy wróciłem do domu robiło już się ciemno. W wtorki wieczorami leciał w telewizji serial „Jak zdobywano dziki zachód”, ale w środy nie było nic godnego uwagi. Planowałem odrobić lekcję i iść spać. Gdy jednak tylko przekroczyłem próg kuchni ujrzałem na stolę płytę winylową. Czarna okładka z czerwonym napisem na tle odwróconego białego krzyża. Possessed – Seven Churches – rozczytałem.

– Co to za płyta? – zapytałem matkę, która drewnianą łyżką mieszała w garnku gotujące się pyzy.

– Płyta amerykańskiego Possessed – rzuciła przez ramię. – Babcia kupiła na targu.

– To jakiś wykurwisty metal – rzekłem, ni to stwierdzając ni to pytając.

– Pamiętasz jak w marcu ciocia Grażynka dała mi na imieniny winyl „Hell Awaits” ? – zapytała matka.

Jak mogłem nie pamiętać? Oczywiście, że pamiętałem. Jak ojciec odpalił płytę to wszyscy goście zaczęli tak szaleć, że później miesiąc mieszkanie odnawialiśmy. Wujek Heniek w pogo skręcił kostkę i później z zakładu pracy do sanatorium jeździł na kąpiele w borowinie.

– Zapomnij o Slayer! – rzekła matka wbijając widelec w pyzę i sprawdzając czy już się ugotowała. – Possessed napierdalają jak jeszcze nikt nie napierdalał. Ta muzyka to śmierć i zniszczenie, przemoc i ból, gwałt i okrucieństwo. Riffy z „Seven Churches” szarpią jak stado głodnych wilków zadek uciekającej sarny. To jest kurwa death metal! – krzyknęła moja matka, rzuciła pyzą do garnka i gdy w tym samym momencie rozległ się początek „The Exorcist” wskoczyła na krzesło, rozpuściła włosy i zakręciła głową młynka.

– Napierdalamy! – usłyszałem w przedpokoju głos dziadka Stefana i po chwili całą rodziną machaliśmy głowami i rozkręciliśmy takie pogo w kuchni, że aż pyzy powypadały na podłogę.


… a było tak…

EN-stadion_22713015Pewnie trudno będzie wam uwierzyć, ale te wszystkie opisane powyżej wydarzenia zmyśliłem. Oczywiście poza tym, że „Seven Churches” rzeczywiście ukazała się 16 października 1985 roku i pod naszą szkołą szwendał się Cygan, którego karmiliśmy kanapkami. Nie wykluczam też, że moja matka mogła tego dnia gotować pyzy. O debiucie Possessed nie miałem jednak wówczas zielonego pojęcia. Powiem więcej, nie wiedziałem o tej płycie i pięć lat później, a zanim ją poznałem zdążyłem porządnie już przemaglować większość dyskografii: Death, Autopsy, Master, Cannibal Corpse, Obitaury, Napalm Death i pewnie jeszcze kilkudziesięciu innych kapel death metalowych. Possessed poznałem później, dużo później. Owszem, nazwa tego zespołu przewijała się w zinach, była wskazywana w kontekście inspiracji dla późniejszych kapel – ale jako nastolatek bardziej podążałem ku ekstremie i w większym stopniu interesowało mnie kto „napierdala najbrutalniej” niż, od kogo to się właściwie zaczęło.

Pierwszy raz kasetę POSSESSED trzymałem w ręku przy straganie na bazarze przy ul. Wałbrzyskiej.

– Nie znasz Possessed? – sprzedawca skrzywił się z takim niedowierzaniem jakbyśmy byli z sklepie z pornosami, a ja właśnie bym wyznał, że nigdy nie widziałem kobiecych piersi. – To klasyka! Warto kupić! – zachęcał.

Wówczas jednak – „klasyka” i „warto kupić” brzmiało dla mnie jak „seksowna czterdziestolatka”. Klasycy i prekursorzy gatunku kojarzyli mi się z jakąś nudą, czymś początkowym, niedoskonałym i raczkującym. Zdecydowanie wolałem lot boeingiem niż maszyną latającą braci Wright. Zresztą tego dnia i tak nie miałem kasy, więc tyle, że sobie pomacałem i popatrzyłem na niezbyt ekscytującą okładkę.

Kilka lat później, będąc już w liceum natknąłem się na „Seven Church” na Stadionie X lecia. Licencja Fono Music za 20 zł. Dobra, trzeba wreszcie posłuchać, bo wstyd nie znać – pomyślałem i zakupiłem. Oczywiście nie przeżyłem takiego szoku jak moja matka, w zmyślonej przeze mnie historyjce, która działa się w 1985 roku. Jednak już po pierwszym odsłuchu wyobrażałem sobie, że ludzie, którzy mieli szczęście poznać ją w dniu premiery musieli zbierać pyzy z podłogi.


Działo ponadczasowe

Mimo, że „Seven Churches” to pierwsza death metalowa płyta, to wciąż jeszcze słuchać na niej sporo thrash metalowego riffowania oraz fascynację VENOM, która objawia się zarówno w motoryce niektórych utworów jak i w sposobie artykulacji partii wokalnych. Zostawmy jednak stylistyczne szufladki.

„Seven Churches” to prawdziwy klasyk – nie tylko ze względu na przemożny wpływ jaki odcisnął na potomnych, ale przede wszystkim ze względu na jakość. Te niespełna 40 minut zabija w każdej sekundzie – tu nie tylko nie ma wypełniaczy, ale wszystkie dziesięć utworów jest na naprawdę zbliżonym poziomie. Począwszy od genialnego „The Exorcist”, skończywszy na „Death Metal” – od którego pewnie wziął później nazwę cały gatunek. (Istnieje też teoria, że wywodzi się on od tytułu składanki „Death Metal” z Running Wild, Hellhammer, Dark Avenger i Helloween, która ukazała się rok wcześniej.)

FullSizeRenderNa debiucie Possessed jest wszystko to co, w kolejnych latach będzie rozwijane przez dziesiątki innych zespołów death metalowych, nazywanych dziś klasykami gatunku. Gwałtowność riffów, ordynarne i brutalne wokalizy, szaleńcze przyśpieszenia, perkusyjne kanonady i ten diabeł – to chore zło, które z niektórych zagrywek gitarowych krzyczy i wyje jak jesienny wiatr, hulający nocą po cmentarzu. To jest ta nieuchwytna aura opętania, którą w całej historii muzyki death metalowej kontynuował tylko jeden zespół – Morbid Angel. „Seven Churches” to żadna archeologiczna ciekawostka, to żaden relikt przyszłości o wartości muzealnej. Ta płyta nie przypomina jakieś starej złamanej dzidy z czasów panowania Sasanidów. Ten krążek to wciąż sprawna i w pełni działająca broń, miotająca śmiercionośne pociski z zadziwiającą siłą, szybkością i precyzją. 

Mimo, że „Seven Churches” dotarł do mnie dopiero dziesięć lat po premierze, mimo że znałem już zespoły, która grały ciężej, szybciej, technicniej, brutalniej i bardziej złowieszczo, to wsiąkłem w tą płytę bez opamiętania, na wiele tygodni odstawiając wszystko inne i sycąc się tylko nią. Od tamtego czasu minęło już dwadzieścia lat, a mimo że na „Seven Churches” znam na pamięć każdą sekundę, to znów – tak jak dzisiaj – zdarza mi się wszystko odstawiać i słuchać jej z dziką rozkoszą, już chyba czwartą godzinę.

Choć już jestem dość stary to nieraz żałuję, że nie urodziłem się wcześniej, w jakimś cywilizowanym kraju i nie było mi dane poznawać takich krążków w chwili ich premiery. Z drugiej strony i tak ze mnie straszny farciarz, że nawet z tym klasykiem łączą mi się jakieś głębsze wspomnienia niż odpalenie playera na Youtube.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany