IMG_4264

Lubię Black Label Society, ale głównie te wczesne płyty. Już na wysokości „Mafia” moja ekscytacja tym zespołem zaczynała słabnąć i słabła z kolejnymi płytami tak bardzo, że ostatniej – „Catacombs of the Black Vatican” nawet jeszcze nie kupiłem. Niewykluczone, że mi się odmieni, niewykluczone, że się jeszcze z tym zespołem przeproszę. Póki co jednak moim ulubionym albumem Zakka Wylde jest debiut PRIDE & GLORY z roku 1994


Debiut PRIDE & GLORY nie posiada ciężaru, który cechuje BLACK LABEL SOCIETY. Płytę wypełnia hardrockowe granie przesiąknięte bluesem, rock and rollem, a nawet elementami county. Takim właśnie wysmakowanym southern rockowym albumem Zakk rozpoczął swoją solową twórczość, przebojowym, energetycznym graniem, który zachwyca gitarowymi aranżacjami i solówkami na… harmonijce ustnej.

Płytę otwiera przebojowy killer – „Losin’ Your Mind”, który pamiętam, że nieźle radził sobie w notowaniach listy Z-Rock 50, prezentowanej w piątki, w rockowym jeszcze radiu WAWA.

Wylde na swoim debiucie zachwycił nie tylko swą charakterystyczną grą na gitarze, ale i rasowymi, charyzmatycznymi wokalami, które sprawdzały się zarówno w szybszych hard rockowych kompozycjach napędzanych ciężkimi riffami, jak i w wolniejszych bluesowych, stonowanych, balladowych utworach.

Ta muzyka aż skrzy się od swojego instrumentalnego przepychu, który jednak został wykorzystany z wyczuciem i smakiem. Mamy tu energetyczne hard rockowe gitarowe riffy, banjo, harmonijkę ustną, fortepian i smyczki. Są chwile czadu i szalonej zabawy, są chwile zadumy i wyciszenia. Jest rockowy feeling i prostota, są też wirtuozerskie partie gitar i wysmakowane solówki. Najważniejsze jednak, że te wszystkie składniki zostały dobrane w idealnych proporcjach i tworzą razem spójną i zgrabną całość.

Szkoda, że PRIDE & GLORY nie doczekał się kontynuacji i Zakk porzucił ten projekt zaledwie po jednym albumie. Kolejne porcje takiego grania w upalne dni z pewnością wchodziłyby jak kufel zimnego piwa, a w słotne jesienne wieczory biłyby słonecznym blaskiem i przyjemnym ciepłem. Znakomita muzyka na wszystkie pory roku. Trochę niedoceniana, trochę zapomniane i przebrzmiała, a przecież z ogromnym potencjałem komercyjnym i niezaprzeczalnym urokiem.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany