SEANCE to kolejny trochę mniej znany zespół parający się szwedzkim death metalem, ale nieco odstający brzmieniowo i arażacyjnie od protoplastów gatunku.


10119
Mniej tu melodii i typowo szwedzkiego mielenia – chłopaki postawili na szybkie, eksplodujące i brutalne riffy, a maniera wokalna gardłowego może zdradzać fascynację największym diabłem z ówcześnie żyjących diabłów (sami sobie dopowiedzcie o kogo chodzi, bo ja się boję).

Dwa lata później wydali drugą płytę „Saltrubbed Eyes” niewiele mniej udaną niż debiut, choć moim zdaniem trochę gorszą brzmieniowo. Sekcja rytmiczna dość silnie wyeksponowana przez co same gitary nieco straciły na sile i selektywności. Być może dzięki temu płyta, w chwili premiery brzmiała nowocześniej, ale jednak moje serce bardziej bije dla debiutu.
Po tym krążku SEANCE zamilkli na długie lata. Powrócili dopiero w 2009 albumem „Awakening of the Gods”, którego w chwili premiery całkiem przyjemnie mi się słuchało. Dużo wręcz thrashowych rytmicznych gitar, zgrabne aranżacje i sporo dobrze wyważonych melodii. Żadna rewelacja, ale posłuchać warto.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany