Tegoroczna i pierwsza w moim życiu Metalmania okazała się cholernie emocjonująca, i nie tylko z powodu zespołów, które miałam okazję zobaczyć. Była to przede wszystkim szansa na chwycenie za dyktafon. I nie powiem, był to skok na głęboką wodę – pierwszy w życiu wywiad, nie dość, że przeprowadzony w znanym mi, a mimo to obcym języku to jeszcze nie z byle bandem z Zadupia Wielkopolskiego, a jednym z najważniejszych deathmetalowych zespołów świata. Tak, o SINISTER mowa.

Rozmawiał ze mną Adrie Kloosterwaard (wokalista) i Dennis Hartog (gitarzysta) – reszta zespołu była po prostu zajęta pokoncertową popijawą. Czy SINISTER jest zespołem trzech pierwszych płyt? Co sądzą o nowo wydanym Syncretism i czy uważają Behemoth za geniusz polskiej sceny metalowej? To i jeszcze trochę znajdziecie poniżej.


Witam Panów. Jak samopoczucie? Wyglądacie na zmęczonych. [uśmiech]

Dennis: Ja czuję się świetnie, choć dokładnie tak, jak mówisz, jesteśmy zmęczeni. Wiesz, w naszym wieku to normalne. A jak czuje się Adrie? Ma piwo, więc pewnie czuje się dobrze. [śmiech]

Może na początek kilka słów o Metalmanii?Dennis Sinister Metalmania

Dennis: Hm, wiemy, że to najstarszy festiwal w Polsce. Cieszymy się, że w końcu udało nam się tutaj pojawić. Trochę późno w sumie… Dobra, to trochę wstydliwe, że pojawiliśmy się tutaj dopiero teraz.

Adrie: Jakby nie patrzeć, zaczęliśmy swoją karierę dość wcześnie i to dziwne nawet dla nas, że wystąpiliśmy tutaj dopiero w roku 2017, ale nie ma to w zasadzie żadnego znaczenia. Zagraliśmy najlepiej, jak potrafiliśmy. Tylko zazwyczaj gramy w późnowieczornych godzinach, tutaj wystąpiliśmy o 13:30 czy coś i to było równie dziwne. (śmiech)

Dennis: Ale naprawę fajne było zobaczyć Tyger of Pan Tang, który jest zespołem, jakby nie patrzeć, z mojej młodości, a musisz wiedzieć, że obaj jesteśmy już po pięćdziesiątce. Kiedy zaczynaliśmy grać słuchaliśmy właśnie takich zespołów. Obejrzeliśmy cały ich występ. Przed sceną było naprawdę sporo ludzi, ale potem sami weszliśmy na deski i ludzi przybywało – było ich ze dwa, może trzy razy więcej.

Tak, wydaje mi się, że byliście pierwszym zespołem tego dnia, który przyciągnął taki tłum ludzi.

Adrie: Tak, właśnie mówiliśmy do siebie nawzajem już po koncercie.

Macie jakieś fajne wspomnienia z Polski? Może jakiś koncert utkwił Wam szczególnie w pamięci?

Dennis: Summer Dying Loud Festiwal. [podpowiada]

Adrie: Tak, pierwszy na myśl nasuwa mi się Summer Dying Loud Festival. Pojawiło się sporo ludzi. Nie był to ogromny koncert, ale może właśnie dlatego tak mi się podobał. Świetne warunki, świetne otoczenie dla muzyki, którą udało nam się tam zaprezentować. Spędziliśmy fajnie czas, poznaliśmy mnóstwo ludzi. Gramy w końcu od kilku dobrych lat, od początku mamy spore grono fanów, więc widok tych ludzie nie mógł nas nie usatysfakcjonować.

Dennis: To dlatego, że Polska jest świetna.

I inna może?

Dennis: Tak, trochę tak. Ludzie są bardziej ekstremalni i zdaje się, że wszyscy, którzy pojawiają się na naszych koncertach rzeczywiście lubią tę muzykę, więc tak, jest w tym coś innego.

Na przykład lubimy dużo krzyczeć. Dużo i brzydko. [uśmiech]

Dennis: Ekstremalnie brzydko! [śmiech]

Adrie: To zabawne, bo podróżujemy po całym świecie i zawsze fajnie jest zobaczyć, że jednak każdy z tych krajów jest trochę inny. Jasne, mentalność każdego jest taka sama, ale jednak jest w tym wszystkim jakaś dawka inności. Kiedy pojedziesz do Południowej Ameryki, fani tam są bardzo energiczni. Kiedy porównasz to z fanami z innych części świata zrozumiesz, że ta ich energia jest wręcz fanatyczna. Czasami zdolna zaskoczyć nawet nas.

Jesteście jednym z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych zespołów deathmetalowych z Holandii. Czy uważacie, że środowisko, w jakim przyszło Wam żyć determinuje Was jako muzyków? Może death metal w Waszym wykonaniu jest inny niż death metal z innych krajów?

Dennis: Nie, nie sądzę. Jeśli weźmiesz na przykład Asphyx, kolejny znany zespół, oni grają zupełnie inaczej. To chyba zależy bardziej od czasów, w których się zaczyna niż od samego środowiska. Lata 90. to był okres, w którym zespoły stawały się coraz bardziej profesjonalne w tym, co robiły. I było kilka bandów, które robiły to bardzo dobrze, jak na przykład Asphyx czy my, jako Sinister. I to w zupełnie innych dziedzinach muzyki, mimo że istniejącej pod tym samym szyldem, bo uważam, że my jesteśmy jednak bardziej techniczni, jeśli chodzi o death metal.

Adrie: Pewnie wiesz co mamy na myśli. Na przykład zespoły deathmetalowe z Polski zawsze miały w sobie skrawek black metalu, jak na przykład Azarath czy Behemoth. I to, że nie były klarowne gatunkowo wcale nie oznaczało, że były słabsze.

Kilka razy słyszałam opinię, że jesteście zespołem trzech pierwszych płyt. Nagraliście Cross the Styx, Diabolical Summoning i Hate, po których stworzenie czegoś lepszego było rzeczywiście bardzo trudne, a zdaniem wielu wręcz nieosiągalne.

Adrie: Jak dla mnie takie myślenie jest niedorzeczne. Dennis zawsze powtarza – na każdą płytę trzeba spojrzeć w czasie, w którym jest nagrywana i w perspektywie kilku lat po jej nagraniu. Cross the Styx stworzyliśmy w 1991 roku, więc nie można porównywać jej z tym, co robimy teraz.

Adrie Sinister Metalmania

Dennis: To prawda. Jasne, Cross the Styx to świetny album, ale w 1991 roku! Gdybyśmy napisali i nagrali te utwory teraz każdy puknąłby się w czoło i powiedział „co to kurwa jest?”.

Adrie: I sprawa różni się też w samym brzmieniu. Każdy może powiedzieć, że to, co robimy teraz jest gówniane. Wiem to na pewno, ale jest duża różnica między byciem fanem, a byciem muzykiem. Kiedy jesteś fanem, może chcesz słyszeć to samo, ale kiedy jesteś muzykiem chcesz stawać się lepszy i lepszy, czasami kosztem sporych zmian.

Dennis: Są albumy, które uwielbiam jeśli spojrzę na nie przez pryzmat tamtych lat. Ich brzmienie ssie, ale odtwarzam je w kółko i w kółko. Znam je doskonale i to jest to, co chcę usłyszeć. W dzisiejszych czasach nowych albumów wychodzi bardzo dużo. Ludzie nie mają czasu, żeby włączyć jedną płytę i poświęcić jej całe dnie, być jej częścią w jakiś sposób. W latach 90. miałaś album, EP i rzecz polegała na tym, że kupiłaś ją i słuchałaś. Zawsze więcej niż raz. Wtedy brzmiały świetnie, gdybyś włączyła je teraz brzmiałyby jak [tutaj Dennis udaje warczenie zmieszane ze skrzypieniem], bo przemęczyłaś je tyle razy. I to nie wydarzy się nigdy więcej. Myślę, że teraz cały żywot muzyki jest zupełnie inny, szczególnie w przypadku młodych ludzi, którzy pobierają albumy. Najczęściej jeden w skali roku.

Adrie: Dla mnie muzyka jest tym samym, co sztuka. Tak, to pewien rodzaj sztuki. Kiedy jesteś malarzem, nie chcesz malować tego samego obrazu przez 20 lat. Chcesz stawać się lepsza i lepsza. To samo jest z muzyką. Tylko fani patrzą na to najczęściej zupełnie inaczej.

To może teraz kilka słów o nowym albumie. Syncretism. Jest znaczenie bardziej melodyjny niż jego poprzednicy. Czemu? W czym tkwi sekret?

Adrie: Szczerze? Nie wiem. Kilka godzin temu rozmawialiśmy o tym z jakimś chłopakiem, który zauważył, że dwa albumy wcześniej byliśmy znacznie bardziej prości i brutalni. Dla nas nie byłoby żadnym problemem nagrać coś tak samo, ale szczerze nie mieliśmy na to ochoty, bo, tak jak mówiłem wcześniej, jesteśmy muzykami i staramy się robić coś więcej. Uważam, że i tak wracamy do korzeni. Może nie tych z roku 1991, bo mamy rok 2017, więc wracamy do swojej przeszłości, ale aplikując w to pewną nowoczesność brzmienia.

Dennis: Streszczając to, co powiedział Anrew, The Post-Apocalyptic Servant był albumem bardziej brutalnym i szybszym. Byłoby proste nagrać kolejny, może nawet bardziej ekstremalny, ale uważam, że jako zespół powinniśmy próbować czegoś nowego. To, co nagrywaliśmy wcześniej było dobre, starsze albumy Sinister mają w sobie sporo dynamiki, zmian tempa czy nawet klawiszy. Na Syncretism spróbowaliśmy po prostu połączyć nowe brzmienie ze starymi motywami.

Sinister Metalmania

Boicie się opinii swoich fanów?

Adrie: Nie. Wcześniej odczuwaliśmy strach, zastanawialiśmy się, że może fani stwierdzą, że pedalsko, że starzejemy się albo coś w podobnym tonie. Oczywiście każdy z utworów, w którym pobrzmiewają klawisze moglibyśmy zmienić w bardziej mroczny i ciężki, ulegając temu strachowi. Teraz mówimy „pierdolić to” i robimy swoje, bo na pierwszym miejscu powinno stać zadowolenie i satysfakcja muzyków. I kiedy zespół jest zadowolony z tego, co nagrał dopiero może mieć nadzieję, że fani również to polubią.

Dennis: Lub czytać recenzje, żeby sprawdzić jak bardzo się im to nie spodobało. [śmiech]

Czytacie recenzje swoich albumów?

Adrie: Jasne. Często w takich momentach czujemy dumę. Kiedy porównujemy starsze recenzje z nowszymi okazuje się, że w przypadku tych pierwszych było znaczenie więcej marudzenia [tu Adrie używa typowego bla, bla, bla]. A teraz? Nawet magazyn, z którym mieliśmy trochę problemów w przeszłości stwierdza, że nagrywamy coś dobrego.

Kiedy słucham Waszej muzyki, mam mały problem ze znalezieniem czegoś podobnego. W jednym z takich momentów zaczęłam zastanawiać się czego słuchacie w swoim wolnym czasie. Tylko metal?

Adrie: Ja kocham death metal! Uwielbiam ekstremalną muzykę. Jak dla mnie, zupełnie szczerze, żadna inna nie ma znaczenia. No dobra, lubię jeszcze thrash metal, ale delikatnie mówiąc, na muzyce innej niż death i thrash moja wiedza i chęci się kończą.

Dennis: Kiedy mam ochotę na starszy materiał, uwielbiam wszystko – od heavy po death metal. Jeśli chodzi o nowe zespoły to black, death lub black zmieszany z death, ale jednak najwięcej death.

I sceny jakich krajów są Waszymi ulubionymi?

Adrie: To bardzo trudne pytanie. Hm, szczerze to uważam, że Polska i Włochy. Te kraje mają mnóstwo świetnych zespołów. Na przykład Polska – Vader, Azarath, Behemoth.

Behemoth jest tym najpopularniejszym, ale czy najlepszym?

Adrie: Najbardziej podobają mi się starsze albumy Behemotha. Nie z samego początku, ale trochę później, kiedy jeszcze w ich graniu wyczuwalny był black metal. Nie postawiłbym Behemotha na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o Twój kraj, ale mimo to bardzo lubię ich twórczość.

Na pewno tworzą na scenie świetny pokaz.

Adrie: Tak, trochę jak spektakl teatralny.

Dennis: Myślę, że to jest swego rodzaju geniusz, że nawet ich włosy chowają się idealnie pod kapturami, a nie to, co nasze. Moje zawsze wyglądają jak po huraganie. [śmiech] Ale tak poza włosami, dają świetne show, które podoba się milionom. To chyba coś znaczy.

Adrie: Ja uwielbiam ich perkusistę. Jest niesamowity.

To na koniec powiedzcie mi jeszcze kiedy zamierzacie zagrać w Polsce po raz kolejny.

Adrie: Na tę chwilę żyjemy wyłącznie dzisiejszym dniem. Na razie mamy zaplanowanych kilka występów. Co będzie później? Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, ale na pewno chcielibyśmy zagrać w Polsce jeszcze raz.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany