Z Tomem udało mi się porozmawiać tuż po świetnym koncercie Sodom na dużej scenie Metalmanii. Przyszedł zmęczony, spocony, ale z piwem w ręku. Pogadaliśmy o planach Sodom, dzisiejszym metalu i sytuacji politycznej w Niemczech. Nie zabrakło słowa o nowej płycie Kreator, dwóch twarzach Venom ani potędze Lemmiego z Motorhead.


Jak czujesz się po dzisiejszym koncercie?

Tom: Spocony [śmiech] A tak poważnie, świetnie, wiadomo. Graliśmy zaledwie około 50 minut, ale cieszyliśmy się każdą minutą.

Fani się spisali?

Tom: Oczywiście. Lubię polskich fanów. Uwielbiam! Pamiętam, kiedy graliśmy pierwszy raz w Spodku w 1989 roku. To w zasadzie był pierwszy występ Sodom przed tak ogromną publicznością. Wiesz, lata 80., to były zupełnie inne czasy, ale kiedy dziś wszedłem na scenę, poczułem dokładnie to samo. To jak wehikuł czasu, który przeniósł mnie właśnie w tamten dzień, w 1989. Niesamowite. Polscy fanSodom Metalmania Wywiadi tworzą naprawdę zgrany tłum, wpierają zespół i dlatego cieszymy się każdą chwilą, kiedy możemy przed nimi wystąpić.

Tworzysz i koncertujesz już od blisko 35 lat. Skąd czerpiesz tę energię?

Tom: Nie mam aż tyle energii. [śmiech] Nie wiem. Muzyka to bardzo ciężka praca, ale kiedy występuję na scenie, nie zastanawiam się nad tym. Po prostu to robię. Jestem zmęczony po koncercie. Każdy muzyk jest! Ale jestem też cholernie szczęśliwy. Piję dużo, palę może nawet więcej. Mam jednak nadzieję, że bez względu na to będę mógł koncertować jeszcze przez następne 10 lat. A może nawet 20.

I nagrywać kolejne płyty.

Tom: Jasne. Właściwie to już tworzymy utwory na kolejny album. Jeszcze co do energii na scenie, dobrym przykładem tutaj jest Lemmy. On miał 70 lat, kiedy umarł. 70 lat! Mówił, że chce umrzeć na scenie. To zupełnie inaczej niż ja, bo ja wolałbym umrzeć w łóżku. [śmiech] Ale tak, dopóki jako Sodom mamy w sobie tę kreatywność, by tworzyć teksty i siłę, by występować na scenie, będziemy to robić.

Więc nagrywacie nowości. Coś więcej o tym?

Tom: Mamy już sporo nowego materiału. Z wytwórnią wstępnie uzgodniliśmy, że płyta pojawi się w przyszłym roku. Zaczęliśmy też tworzyć nowe utwory pod szyldem mojego drugiego zespołu. Po prostu nadal robimy swoje, nie poddajemy się. Spotkamy się tak często jak możemy, wylewamy z siebie nowe pomysły.

I skąd biorą się te pomysły?

Tom: Skąd? Czytamy gazety, oglądamy telewizję. Na świecie dzieje się tak dużo, w większości złego niestety, że naprawdę mamy o czym pisać.

Macie na swoim koncie sporo utworów, opisujących wykorzystywanie kobiet. One Step Over The Line, Abuse, Fellows in Misery. Czy kiedykolwiek spodziewaliście się, że problemy, pojawiające się w Waszych tekstach znajdą odzwierciedlenie w rzeczywistości? Jak na przykład Sylwester w Niemczech w zeszłym roku. To niesamowite, że o tym samym pisaliście już jakieś 20 lat temu.

Tom: Szczerze? Nigdy bym nie pomyślał, że coś takiego się wydarzy, a tym bardziej w Niemczech. Tak przytłaczające tłumy ludzi… Wiesz, uważam, że obecna sytuacja w Niemczech jest bardzo zła. Nie jestem politycznie usytuowany. Nie jestem ani po lewej, ani po prawej stronie, ale myślę dużo o tym wszystkim i wydaje mi się, że sprawa dla większości ma się tak – jeśli mieszkasz w Niemczech i masz cokolwiek przeciwko napływającym zewsząd imigrantom, jesteś faszystą. Ja nie jestem! Po prostu widzęSodom Metalmania Wywiad co dzieje się każdego dnia na ulicach. Rozmawiałem o tym dzisiaj z jednym facetem z Polski, tuż po koncercie. Mówił: „dobrze, że Merkel przyjmuje tych imigrantów”. Jasne, pewnie niektórzy z nich powinni znaleźć się w Niemczech, bo może jakaś ich część rzeczywiście ucieka od wojny. Może między tymi „złymi imigrantami” są ludzie, którzy szukają ratunku i pokoju. A może przybywają tylko po to, by zarobić trochę pieniędzy i tutaj odnaleźć wymarzony spokój. Nie wiem, ale to nie zmienia jednego – sytuacja jest bardzo zła. I nie da się już tego zmienić. Jest za późno. Musimy z tym żyć. Ja próbuję.

To może schodząc delikatnie z tematu polityczno-społecznego, Obsessed by Cruelty – czy dziś jest to dla Ciebie bardziej black czy deathmetalowy album?

Tom: W tamtym czasie niezaprzeczalnie byliśmy pod wpływem Venom. Tyle że uważam, że pierwsze poczynania Venom nie są do końca black metalem. Byli sporym powiewem świeżości, właściwie początkiem thrash metalu w roku 1985 czy 1986, kiedy nikt o thrash metalu nawet nie mówił. Teksty, owszem, były blackmetalowe, bo oparte na filozofii i słowach Crowley’a. To nas jednak nie dotyczyło. Nie potrzebowaliśmy tego. Sodom od początku chciał tworzyć teksty o prawdziwym życiu i prawdziwych problemach, dlatego już po Obsessed by Cruelty wyraźnie zbliżyliśmy się do thrash.

Polowanie nadal jest Twoim hobby?

Tom: Jasne.

Uważasz, że młodzi mężczyźni powinni być przygotowywani do tego typu czynności?

Tom: Pewnie. Zabieram czasami mojego syna na polowanie i wydaje się być naprawdę tym zainteresowany. Ja od dzieciaka fascynowałem się bronią i polowaniami i może dlatego to przeszło też na niego. Nadal to lubię, i jeżdżę na polowania niemalże co tydzień. Zawsze staram się znaleźć na to czas. Mam swój własny, przeznaczony na polowania rejon, ale strzelam wyłącznie w lisy i króliki. W ogóle broń – mam jej mnóstwo. I to nie tyle dla polowania, co dla samego posiadania.

Więc masz w sobie trochę z Amerykanina. Oni uwielbiają broń.

Tom: Tak, chyba tak. Tyle że ja interesuję się bronią bardziej w sensie technicznym. Wydaje kupę kasy na kolekcjonowanie jej, a jeszcze więcej czasu na jej oglądanie. [śmiech]

Co podoba Ci się w dzisiejszym metalu?

Tom: Brak ograniczeń, na pewno. Co miesiąc pojawia się mnóstwo świetnych zespołów. Kiedy słucham metalu w domu… dwa dni temu na przykład słuchałem starego Raven, Rock Until You Drop – uwielbiam. Teraz to wszystko wymyka się spod kontroli. Nie mam za dużo czasu, ale próbuję być na bieżąco. Kiedy pojawiają się nowe albumy, staram się je mieć, a kiedy jestem na festiwalu próbuję zobaczyć ten zespół, ten i ten. Ale muszę Ci szczerze powiedzieć – nie jestem tym do końca zainteresowany. Zawsze staram się dostrzegać i zachowywać duszę zakupionych płyt. Pojawia się sporo świetnych zespołów, ale chyba nie mam na to czasu. Słucham przede wszystkich starych, ulubionych wydawnictw. I mimo że nie siedzę zbyt głęboko w nowościach, nadal jestem fanem metalu. Inna muzyka dla mnie nie istnieje.

Pewnie słuchałeś nowego albumu Kreator – Gods Of Violence. Jak wrażenia?

Tom: Nie podoba mi się. Ani trochę. Wiesz, ja bardzo szanuję Kreator. Byli numerem jeden, odwalili kawał dobrej roboty. Jestem fanem pierwszych ich dokonań. Powiedzmy tak – lubię muzykę, nie przepadam za przebojową otoczką.

Mille Petrozza zapytany w jednym wywiadzie o to, dlaczego wciąż tworzy muzykę odpowiedział krótko – to moja praca. Czy dla Ciebie muzykowanie to też wyłącznie praca?

Tom: To w żadnym wypadku nie jest tylko praca. Jasne, muzyka to moje życie w każdym możliwym sensie. Zarabiam na niej tyle, że nie muszę pracować w innym miejscu. Ale szczerze? Muzykę robiłbym tak czy siak. Nawet gdybym zarabiał na niej grosze i nie byłoby mnie stać na nowe buty, robiłbym to nadal, bo wieSodom Metalmania Wywiadm, że gdybym zaprzestał grania, odczuwałbym ogromną dziurę w swoim sercu. I tęsknotę. Nie zapominajmy jednak, że muzyka to też biznes – marketing, rezerwacje, wytwórnie. Oni wszyscy chcą mieć z tego pieniądze. Muzycy też. Stojąc lub skacząc na scenie myślą o tym, że chcą z tego wyżyć. Ale tworzenie muzyki wyłącznie dla pieniędzy? To nas nie dotyczy, bo muzyka jest tym, co rzeczywiście kochamy. W końcu robimy to od 35 lat.

Pewnie spotykasz fanów w różnym wieku. Co sądzisz o tych najmłodszych? O nowej generacji fanów?

Tom: Nowa generacja, dobrze to nazwałaś. Po ostatnim występie rozmawiałem z dziewczyną, z dziewczynką w zasadzie. Miała 14, może 13 lat, a rękawy kurtki w naszywkach Sodom, Venom, naprawdę oldschoolowych ekip. Przyznała, że dziadek wprowadził ją w tę muzykę, i to jak dla mnie jest niesamowite. Spytałem ją nawet: „dlaczego słuchasz tak starych zespołów?”, odpowiedziała „Te zespoły są prawdziwe. Nie lubię metalcore’u ani nowej muzyki, pojawiającej się każdego miesiąca.”. Po tym wymieniła kilka porządnych nazw, jak na przykład Raven. I co mnie zadziwiło, naprawdę wiedziała o czym mówi. Znała pierwszy album Venom, który wyszedł w 1981 roku. To niewiarygodne. Poczułem nawet dumę, bo wychodzi na to, że młodzi ludzie interesują się historią zespołów, które powstały na długo przed ich narodzinami.

Jak to jest ze śpiewem i grą na basie? Masz jakieś sprawdzone ćwiczenia, które ułatwiają Ci występy na scenie?

Tom: Co do śpiewu, moją inspiracją od początku jest Cronos z Venom i Lemmy z Motorhead. Wiem jednak, że śpiew to dla mnie za mało. Nie potrafiłbym wyłącznie siedzieć z mikrofonem przy ustach, dlatego spróbowałem też gry na basie. Oczywiście nie jestem żadnym klasykiem w tej dziedzinie. Po prostu lubię tworzyć dźwięk, a kiedy to robię, nie zastanawiam się nad tym. Czasami tylko jest trudno grać i śpiewać, kiedy tempo w jednym i drugim jest zupełnie inne. [śmiech]

To skoro przeszliśmy do bardziej technicznej strony, powiedz z jakiego setu korzystasz – gitary, wzmacniacze, kolumny.

Tom: Przez jakiś czas z chłopakami testowaliśmy sprzęt od Kempa – nowej, niemieckiej marki, ale mieliśmy z nim małe problemy [tutaj Tom naśladuje przerywany dźwięk gitary]. Nie wiemy w zasadzie skąd się to bierze i pewnie to sprawdzimy, ale ja raczej wrócę do swojego starego sprzętu – duży Marshall, Amplifier. To swego czasu był zestaw idealny.

I jaka była Twoja pierwsza gitara?

Tom: Pierwsza? To był japoński Hondo. Kupiłem go 1981 roku i nie miałem wobec niego w zasadzie żadnych wymagań, po prostu chciałem go mieć. Teraz gitar basowych mam piętnaście, w większości od Ibanez. Lubię stary sprzęt i nie muszę wydawać fortuny na zakup nowego, bo w domu mam go naprawdę wystarczająco dużo.

A próbowałeś gry na innych instrumentach?

Tom: Nigdy. Choć… czekaj, kiedyś grałem na harmonijce. [śmiech] W początkach Sodom grałem też przez chwilę na perkusji. Wiesz jak to wyglądało? Chłopaki zapytali mnie na czym chcę grać, odpowiedziałem: „nie wiem, może perkusja?”. Uderzyłem kilka razy, po czym poprosiłem, żeby dali mi bas. Ale to był początek – nie wiedzieliśmy jeszcze do końca czego chcemy i w zaSodom Metalmania Wywiadsadzie mogliśmy próbować wszystkiego. To było niesamowite. I słychać to na pierwszych nagraniach demo – prymitywną gitarę i zwyczajny hałas.

Czytałam o jednym z koncertów w Belgii, na którym zagraliście cover Motorhead – Don’t Need Religion. To było chyba nawet przed nagraniem pierwszego EP. Co mnie zadziwiło, zagraliście to bez gitar, wyłącznie na basie.

Tom: [śmiech] Tak. Bo to był łatwy do zagrania utwór. [tutaj Tom wyśpiewuje prosty rytm] Bez problemu mogę go odegrać na basie, w każdej chwili.

Planowaliście odegrać ten cover w profesjonalnym studio?

Tom: Nie, nigdy nawet nie pomyśleliśmy o odegraniu innych coverów Motorhead. Dostawałem mnóstwo telefonów po śmierci Lemmiego, że może z tej okazji nagrać jakiś specjalny album, tribute, cokolwiek. Nie chciałem. To ohydne. Oddawaliśmy hołd Motorhead od początku, kiedy Lemmy żył i miał się dobrze. Nienawidzę tego, że po jego śmierci setki zespołów zaczęły kopiować jego twórczość, a zakup gadżetów z Motorhead stał się w jakiś sposób bardziej atrakcyjny. Mam Lemmiego w swoim sercu i nie muszę nagrywać coverów, żeby to wyrazić.

Skoro nasunął się temat Twoich muzycznych idoli, a wcześniej wspomniałeś o inspiracji Venom, co sądzisz o ich obecnej sytuacji? Mamy teraz w końcu dwa różne zespoły – z Tonym Demolition i Cronosem. Jakie jest Twoje zdanie na temat Venom INC.? Widziałeś ich na żywo?

Tom: Nie, choć wiem, że odgrywali trasę w Niemczech. Wiesz, lubię ten zespół. I tak samo lubię Cronosa. Dla mnie zespół to przede wszystkim wokal, bo nie ma większego znaczenia kto zagra ten riff, a kto inny. Cronos to dla mnie Venom. Moim marzeniem jest, by faceci się dogadali i stworzyli jedność, ale to się nie wydarzy. To ta sama sytuacja, co z Tank – Algy Ward to dla mnie numer jeden. Nie przepadam za nowym wokalistą, mimo że nie jest zły, ale to po prostu nie jest już ten Tank. Jakiś czas temu rozmawiałem z Mickiem i Cliffem. Spytałem: „Dlaczego nie założycie nowego zespołu? Jesteście bardzo dobrymi gitarzystami. Odniesiecie sukces tak czy siak, nie ma znaczenia, jak nazywa się Wasz zespół, po prostu nie nazywajcie się Tank”. Nie odpowiedzieli zbyt konkretnie.

To może ostatnie pytanie, bo chyba kończy nam się czas.

Tom: Bo muszę zapalić. [śmiech]

Czy myślisz czasami o ostatniej trasie Sodom?

Tom: Nigdy. Tak, jak mówiliśmy wcześniej – dopóki pozostanę zdrowy i będę mieć w sobie tę samą kreatywność i siłę, będę tworzyć i występować. Podczas koncertu z Kreator i Destruction rozmawiałem z Mille i Schmier o tym i doszliśmy do wniosku, że problem nie leży w samych zespołach, a raczej w wytwórniach i agencjach. Dopóki oni będą zainteresowani, to będzie działać. I mam nadzieję, że będzie.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany