Szwedzkiego brzmienia ciąg dalszy – rok 1991 i debiut SORCERY – Bloodchilling Tales – oryginalnie wydany tylko na limitowanym winylu. Na reedycję trzeba było poczekać aż do 1998 roku i dopiero wówczas za sprawą CD, wydanej przez No Colours Records udało mi się po raz pierwszy zmierzyć się z tym materiałem.


SORCERYbloodchilling
Typowa Szwecja, mielące, chropowaty gitary, ponure melodie, mroczne zwolnienia i diaboliczny wokal. Przyznam, że w drugiej połowie lat 90-tych byłem już taką muzyką zmęczony – miałem wrażenie, że w Sunlight Studios produkują te płyty jak kajzerki w pobliskiej piekarni. Niby smaczne, ale zdumiewająco podobne do siebie i praktycznie nie różniące się smakiem. Poza tym – kto do cholery chciałbym żywić się samymi kajzerkami?
Z perspektywy czasu jednak nie narzekam na te stare szwedzkie płyty – wracam do nich z ogromnym sentymentem i trochę inaczej je postrzegam – mimo, że paradoksalnie i tej nowej-starej Szwecji dużo się nagrywa, a brzmienie zarezerwowane niegdyś dla Sunlight Studios da się wykrzesać nie tylko na komputerze, ale pewne także na telefonie
„Bloodchiling Tales” po latach brzmi świeżo, aktualnie i ekscytująco. Słucha mi się tej płyty lepiej niż ostatniego Unleashed, Grave czy Entombed A.D.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany