FullSizeRender 6Gdy usłyszałem utwór zapowiadający drugą płytą nieznanej mi wówczas SUNNATA to nie mogłem uwierzyć, że to polska kapela. Ten kawałek położył mnie na łopatki – brzmiał jakby Down i Alice in Chains postanowili nagrać wspólnie płytę w klimatach sludge


G

dy tylko wypatrzyłem „Zorya” na Allegro szybko dokonałem zakupu od dystrybutora z Klepacz, nie bardzo wierząc by całość mogła utrzymać poziom wspomnianego utworu. Po kilku tygodniach, prawie codziennego słuchania tego krążka mogę z czystym sumieniem powiedzieć – jest doskonały jako całość.

„Zorya” to płyta piękna, przestrzenna, ciężka, porywająca – z brzmieniem, które kruszy ściany i sprawia, że całe owłosienie na moim ciele staje przy tych dźwiękach dęba i drży jak zeschłe liście na drzewie, w pochmurną listopadową noc. Brzmienie tej płyty jest wręcz spektakularne, ale można je w pełni docenić słuchając głośno i to najlepiej na słuchawkach. Na płytę składa się pięć długich utworów zabierających nas do świata, który przypomina ten namalowany na froncie okładki. Jest ponuro, zimno, niewesoło, ale jednocześnie bardzo przestrzennie. W tym świecie nie ma żadnych roślin ani zwierząt, a pochmurne niebo przypomina ogromny wciągający wir, na którego dnie czai się tarcza słońca przypominająca złowrogim blaskiem promieniowanie jakieś obcej toksycznej substancji. Jak ćmy suniemy po skalistym podłożu ku światłu, ale wcale nie mamy pewności czy daje ono nadzieję, czy zapowiada nasz rychły koniec.

Zaczyna się od ciężkiego, nieśpiesznie kroczącego „Beastrs Of Prey”. Monumentalny wolny początek kreuje atmosferę doomowym ciężarem, w który wbija się klasyczny, wolno wygrywany riff grany ostrożnie i z namaszczeniem, tak by dźwięk w pełni rozbrzmiał i rozszedł się wypełniając skalistą pustkę. Pod koniec trzeciej minuty niepokój wzrasta, a gitara zaczyna przyśpieszać prowadząc ku zwolnieniu i spokojnym, budującym napięcie frazom wokalnym, które przechodzą do charyzmatycznego wołania pełnego gniewu i agresji, która jednak nie eksploduje ale czai się, tętni i pulsuje, powodując ucisk w gardle i skok adrenaliny. Pod koniec siódmej minuty mamy lekko psychodeliczny, odrealniony klimat, a później znów bardziej drapieżne granie poparte charyzmatycznymi wokalizami. A gdy wybrzmiewa dziewiąta minuta, wchodzi piękny bulgoczący bass, a następnie absolutnie powalający riff, który po prostu wyrywa mi serce z piersi. Tak, to chyba był pierwszy moment na tej płycie, który naprawdę mnie poruszył, w chwili gdy ją dopiero poznawałem.

Dziś słuchając tego krążka nie dostrzegam w nim już żadnych stylistycznych inspiracji i bezpośrednich analogii, chociaż wciąż zdaję sobie sprawę, że Warszawianie prochu nie wymyślili i poruszają się wydeptanymi już szlakami. Robią to jednak po mistrzowsku i absolutnie po swojemu. Jako drugi mamy utwór tytułowy – to właśnie ten usłyszałem jako pierwszy i to właśnie on kojarzył mi się z Down i Alice in Chains. Oczywiście dziś już kojarzy mi się tylko i wyłącznie z Sunnata. Ten kawałek nie jest najlepszy na płycie, ale z pewnością najbardziej zwarty, chwytliwy i chyba najkrótszy, co nie oznacza, że krótki, bo grubo przekracza osiem minut.

3540376555_photoZ kolei „Long Gone” to chyba jeden z moich ulubionych utworów na tej bardzo wyrównanej płycie. Zaczyna się delikatną partią gitary, po której wchodzi energetyczny zawadiacki riff z potężną sekcją rytmiczną i pogłosem gitarowym, przypominającym przebudzenie jakiejś potężnej bestii. Tak mniej więcej w okolicach drugiej minuty i czterdziestej sekundy mam ochotę wstać z łóżka i razem z szybą wyskoczyć przez okno. Absolutnie powalający moment w doskonałym utworze, który pomimo swojego ciężaru wybrzmiewa ze zdumiewającą lekkością i zwiewnością. Niby nie ma w tym graniu żadnego kombinowania, ani szczególnie zmyślnej aranżacji, ale jest niesamowity feeling i zdumiewająca, potworna siła. Oczywiście po chwili klimat się zmienia i znów jest spokojna, jakby z trudem wybrzmiewająca gitara i tajemnicze pogłosy niosące się po skalistej równinie. Może ta toksyczna tarcza słońca coś do nas szepcze? A pod koniec ósmej minuty ten obłędny riff, który powoduje, że wycieram ślinę z brody, a sen znów ode mnie odchodzi.

„Now Horizon” – znów wolne tempo, ołowiany ciężar i lekko psychodeliczny odjazd. Wokal jak zwykle mistrzowski – nie wiem co ten facet je, pije i pali, ale niech niczego nie zmienia, bo to mu ewidentnie służy. To nawet nie kwestia wokalnych możliwości i technicznych umiejętności, ale pewnej charyzmy, której nie da się nauczyć i która dzieli wokalistów poprawnych od wybitnych. W przypadku SUNNATA jeśli wokale nie są wybitne to na pewno lepsze niż bardzo dobre. Sami znajdźcie sobie określenie.

A na zakończenie „Again And Against” rozpoczynający się brudną zgrzytliwą gitarą, ze strunami utytłanymi w gruboziarnistym piasku. Ba, to chyba nawet żwir. Sekcja rytmiczna ciężka, atomowa, potężna, wokale lekko przyczajone, a później agresywne i pełne wściekłości, cudownie kontrastuje z doomowym ciężarem i dostojeństwem gitar.

Absolutnie powalający krążek – nie odkrywczy, ale jednak oryginalny, z utworami, które niby ciągną się w nieskończoność, ale nie są przegadane. SUNNATA grają muzykę, które nie wykracza poza stonerowo stonerowe klimaty, ale jednocześnie kreuje swoją własną i bardzo specyficzną atmosferę. Mam nadzieję, że chłopaki się szybko nie pożenią, nie porobią sobie gromadki dzieci i nie rozstaną się z graniem. Ten zespół ma naprawdę spory potencjał i rad byłbym usłyszeć kolejne płyty. No i koncert! Na koncert koniecznie muszę się wybrać.

A już niebawem będą ku temu dwie okazje: 22 sierpnia Sunnata otwiera koncert Mastodon w Progresji, a  29 września gra z Obscure Sphinx w Proximie. Trzeba tam być!

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany