– W jaki sposób doszło do wypadku? – zapytał lekarz podnosząc głowę znad mojej karty.
– Na koncercie. Przewróciłem się i zostałem przygnieciony.
– Na koncercie? Pewnie na jakimś rockowym? – lekarz wydął pogardliwie usta i spojrzał na mnie tak, jakbym właśnie wyznał, że uszkodziłem kręgosłup podczas gejowskiej imprezy sado-maso z udziałem garbatych karłów pochodzenia afroamerykańskiego.
-Nie – zaoponowałem. – To zdarzyło się w filharmonii.


filharmonia-narodowa_2006386– W filharmonii? – pogarda zniknęła z oblicza lekarza, a w jej miejsce pojawiło się bezgraniczne zdumienie. Odsunął dokumenty, zatarł ręce i oblizał usta.
– Siedziałem w pierwszym rzędzie – zacząłem opowiadać. – W poszukiwaniu bachowskich tajemnic. Orkiestra pięknie grała, atmosfera cudowna. Gdy skończyli, rozległy się brawa a publiczność zgotowała muzykom owację na stojąco. Spojrzałem na wiolonczelistkę, ona na mnie i coś zaiskrzyło. Wie pan, tak się nieraz zdarza pomiędzy mężczyzną a kobietą.
Lekarz zmarszczył czoło jakby pierwszy raz usłyszał o kobiecie.
– Ona jakby lekko się zmieszała, a ja uśmiechnąłem się do niej. Wtedy ona musiała zacisnąć mocno uda, bo wilonczela wystrzeliła spomiędzy jej nóg i wprost ze sceny poleciała na mnie.
Lekarz się roześmiał. Twarz mu poczerwieniała, zdjął okulary.
– Przygniotła pana wiolonczela?
– Nie – pokręciłem przecząco głową z taką gorliwością, że aż poczułem ból w plecach. – Widząc co się dzieje zrobiłem błyskawicznego susa w prawo. Niestety muzyk, który stał obok próbował łapać wilonczelę koleżanki. Gdy wyciągnął lewą rękę z prawej wysunął mu się kontrabas. Nie miałem żadnych szans. Potężny instrument runął na mnie ze sceny, upadłem na plecy, a on mnie przygniótł.
Lekarzowi łzy popłynęły po policzkach ze śmiechu. Wiadomo, nic tak nie śmieszy jak nieszczęście bliźniego.

leopoldinum-2011-fot-boguslaw-beszlej-008-3-kopia1– Na koncerty metalowe pan zacznie chodzić. Tam pewnie bezpieczniej – skwitował uradowany i przysunął znów do siebie moje dokumenty medyczne.
– Pewnie interesuje pana kiedy zacznie pan samodzielnie chodzić – lekarz popatrzył na mnie badawczo.
– Wiem, że nieprędko. Bardziej interesuje mnie kiedy będę mógł samodzielnie otwierać paczki.
– Paczki?
– No tak. Jakbym na przykład otrzymał kilka dużych pakunków, starannie zafoliowanych i szczelnie okręconych taśmą – zacisnąłem dłonie na biurku lekarza – Kiedy będę miał siłę by je rozerwać? Rozpruć! Wyszarpać z wnętrza ich zawartość!
Lekarz wybałuszył oczy szeroko otworzył usta, a ja zdałem sobie sprawę, że wstałem z wózka i opierając się o biurko stoję na własnych nogach. Z powrotem ciężko opadłem na wózek czując jakby mi ktoś wbił w plecy zardzewiały oszczep.
– Proszę wrócić do pokoju – powiedział lekarz spokojnym tonem, wyjął chusteczkę i zaczął wycierać z okularów drobinki mojej śliny. – Za chwilę przyjdzie pielęgniarka, pomoże panu położyć się do łóżka i pobierze krew.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany