Rozmowa z Wojciechem Hoffmannem o starych dobrych czasach drugiej połowy lat osiemdziesiątych, gdy TURBO wydało sztandarowe dla polskiego metalu płyty , takie  jak „Kawaleria Szatana” czy „Ostatni Wojownik”. Ta druga za sprawą Noise Records doczekała się anglojęzycznej edycji „Last Warriorr”, która miała być jedna z pięciu wydanych na Zachodzie. – Recenzje  były entuzjastyczne. Porównywali nas wtedy do właśnie startującej SEPULTURY – wspomina po latach muzyk.


18342W roku 1986 nazwa TURBO była na ustach wszystkich fanów metalu w Polsce. Powód był oczywisty – nagraliście jedną z najlepszych (a dla wielu w ogóle najlepszą) heavy metalowych płyt w dziejach polskiej sceny. Udzieliły Wam się te wszystkie pozytywne emocje, zachwyt i entuzjazm słuchaczy? Jakie nastroje panowały w grupie po wydaniu „Kawalerii Szatana”?

To dość trudne pytanie. To było przecież trzydzieści lat temu. Nie wszystko pamiętam. Przypominam sobie jednak proces twórczy. Pamiętam bardzo późną wiosnę, albo wczesne lato jak tworzyłem te utwory. Było wtedy bardzo gorąco I to mogę powiedzieć, że atmosfera tworzenia była bardzo gorąca, chyba ze 30 stopni! (śmiech) Moja rodzinka wybywała z domu, a ja w spokoju i w pokoju siedząc na fotelu z gitarą układałem te dźwięki. Reszty z grzechów nie pamiętam. Próby odbywały się początkowo w Starym Browarze przy ul. Śniadeckich w Poznaniu. Mieliśmy tam swoją bardzo fajną salę i tworzyliśmy, a raczej sklejaliśmy już przygotowane utwory. Byliśmy mocno podnieceni faktem, że wróciliśmy do naszych korzeni, czyli ostrego heavy. Połowę prób odbyliśmy w „Scenie na Piętrze”, ale powodu zmiany miejsca dokładnie nie pamiętam. I pozostało już tylko nagranie. Dokładnie pamiętam moment nagrywania mojej gitary. Andrzej chyba nagrywał przede mną I jak dołożyłem swoje wiosło to oniemiałem. Zabrzmiało to dokładnie tak jak chciałem. Piotrek Madziar, który zrealizował większość najważniejszych płyt w latach 80-tych dokonał cudu. I było znakomicie. Po wydaniu ludzie przyjęli płytę bardzo dobrze. Reakcje na koncertach były wręcz entuzjastyczne. Po trzydziestu latach jest jeszcze lepiej…

Dlaczego doszło do zmiany na stanowisku perkusisty? Skąd w ogóle wytrzasnęliście Tomasza Ghoesa, który okazał się być wielkim perkusyjnym talentem?

Tomka polecił nam Grzegorz. Byliśmy już zdecydowani na zmianę perkusisty w trakcie tworzenia materiału. Alan był z Krakowa. Mieliśmy problemy komunikacyjne i te dosłowne i te słowne. A ponieważ Grzesiek wygłaszał same peany na temat Tomka, to postanowiliśmy pogadać z nim. Dołączył do nas po nagraniu „Kawalerii” , ale jeszcze przed jej wydaniem.

Z płyty na płytę TURBO grało coraz mocniej. Na „Kawalerii Szatana” graliście szybko, gwałtownie i drapieżnie, ale jednak był to heavy metal. Nic nie przygotowało słuchaczy na thrash metalowe uderzenie „Ostatniego Wojownika”. Skąd taka radykalizacja Waszej muzycznej postawy? Co spowodowało aż tak drastyczne zmiany?

W wielu wywiadach już wyjaśniałem….młodość, młodość i chęć rozwijania się. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, że fani nie lubią tak diametralnych zmian stylistycznych. Ja zrozumiałem to dopiero gdy grałem z Czerwonymi Gitarami. I wtedy nikogo nie interesowały nowe utwory. Fani chcieli słuchać starych piosenek w takim stylu i aranżacji jakie znają z płyt. Gdybym wtedy to wiedział może TURBO byłoby spójnym stylistycznie bandem, a nie zespołem ciągle poszukującym. Zapewne te rewolucyjne zmiany odsunęły wielu fanów od nas. Na szczęście od wielu lat gramy już w swoim turbowym stylu.

ostatniwojownikJak wyglądał proces tworzenia płyty „Ostatni Wojownik”? Czy to była wspólna praca, czy może to Pan był „kierownikiem artystycznym”, a koledzy ubarwiali i dopracowywali Pana pomysły?

Ja byłem kierownikiem artystycznym od zawsze. I większość materiału tworzyłem sam. Zawsze staram się, żeby jednak materiał muzyczny był spójny. Może nie zawsze się to udaje w stu procentach, ale tak to wygląda. Jednak przy tworzeniu „Wojownika” każdy miał coś do zaoferowania. I to było znakomitym rozwiązaniem. To chyba najbardziej zespołowa płyta. Mieliśmy próby w dzień, a potem w nocy. Siedzieliśmy chyba do 4 nad ranem. Potem nocnymi autobusami wracaliśmy do domów. Wspaniała przygoda i bardzo dobra płyta.

W całej ówczesnej powodzi thrash metalowych zespołów byliście dość oryginalni. Materiał był ciekawie zróżnicowany, a całość aż skrzyła się od pomysłów. Już na samo otwarcie zaintrygowaliście wszystkich perkusyjnym motywem zaczerpniętym z „Bolero” Ravela. Kilka minut później spomiędzy nawałnicy gitarowych riffów niespodziewanie wyłania się wokaliza niczym z muzyki klasycznej. Tak nie grał nikt inny. Skąd takie pomysły?

Tomek I Grzesiek chodzili wtedy do Szkoły Muzycznej. Ja też słuchałem muzyki klasycznej. I dlatego taki pomysł. Wstęp aż prosił się, żeby taki właśnie był. Jeśli dobrze pamiętam to był pomysł Grześka. Ale każdy coś proponował. Były kłótnie, a wręcz walki, ale zawsze dochodziliśmy do porozumienia. „Wojownik” to bardzo nowatorska i wręcz rewolucyjna płyta. I można ją zestawić razem z „Kawalerią”, chociaż ta druga ma więcej melodii…

Od lat niezmiennie urzeka mnie bajeczny wstęp do „Miecza Beruda”. Kto wymyślił tak piękną melodię? Mam nieodparte wrażenie, że w tym konkretnym fragmencie można czuć inspirację Metallicą

Ten wstęp jest mój w całości, tak jak i reszta utworu. A powstał on w studiu podczas nagrania płyty. Zacząłem coś grać i nagle okazało się, że jest to ok. Dalej już poszło. Być może jest to podobne do tego czy innego, ale przecież słuchaliśmy wszystkiego i wszystkich. I to bardzo inspiruje. Ale prosty przykład…wystarczy wejść do jakiegokolwiek sklepu RTV. Wszystkie telewizory wyglądają tak samo. Z samochodami jest podobnie. Muzyka ma tylko dwanaście dźwięków I zawsze może się coś powtórzyć, czy być podobne do czegoś. Najważniejszy jest przekaz, a nie to czy jest to podobne do czegoś. Jeśli u ludzi wywołuje to dreszcz to znaczy, że jest super…

A teraz przeskakujemy na zupełnie przeciwległy biegun – co zainspirowało do stworzenia tak brutalnego ciosu jakim był „Anioł Zła”? Toć i sam Slayer mógł Wam pozazdrościć poziomu muzycznej agresji, jaki osiągnęliście w tym kawałku.

Już mówiłem, młodość, młodość. Oni mogli to co… my nie? I tak to wszystko powstawało. Rodziły się obok nas te wszystkie zespoły, nowe gatunki metalu więc my też chcieliśmy. A dewiza była taka, im szybciej tym lepiej. Tak po prostu. I to przyniosło nam zachodni kontrakt, który mógł zrobić z nas światową kapelę. Niestety nic z tego nie wyszło.

Kto był autorem tekstów, utrzymanych w klimacie horroru lub – co było nowością w TURBO – fantasy?

Odpowiedzialny za teksty był Grzegorz. Czasami coś wtrącaliśmy. Grzesiek interesował się fantasy. Miał w domu stosy takiej literatury. Taka tematyka wtedy również obowiązywała w światowym metalu, więc my tez poszliśmy tym torem. Nie chcieliśmy śpiewać już tekstów politycznych jakie mieliśmy na pierwszych dwóch płytach. Andrzej pisał genialne teksty, ale one nie pasowały już do naszej muzyki. No i aspekt finansowy. Dotychczas dzieliliśmy pieniądze między autora i kompozytora. W chwili gdy teksty pisał Grzesiek, wszystko zostawało w zespole. Oczywiście to były wtedy żadne pieniądze, ale zawsze coś…

A jak było z okładką płyty? Kiedyś trafiła mi w ręce kasetowa wersja albumu, z koszmarną okładką przedstawiającą „Ostatniego Wojownika” trzymającego w jednej ręce gitarę, a w drugiej węża. Widział Pan tę okładkę? Wersję winylową zdobił już o wiele bardziej klimatyczny obrazek. Z kolei jeszcze inny malunek przygotowano na potrzebę angielskojęzycznej wersji płyty. Czy członkowie zespołu mieli jakikolwiek wpływ na wszystkie te projekty graficzne?

W tamtych czasach było tak, albo bierzesz to co dajemy i masz, albo sp…j i nie będziesz mieć nic. Czasami tylko mogliśmy coś powiedzieć, ale w większości to inni decydowali. Na szczęście mogliśmy się wypowiedzieć i akceptować projekty. Do „Kawalerii” mieliśmy swoją okładkę, ale jej nie przyjęli i zrobili ten koszmar, który istnieje do dzisiaj. Ale kto wie czy ta straszna okładka nie przyczyniła się do sukcesu płyty. Przyznam się, że nie wyobrażam sobie teraz „Kawalerii” z inną okładką. Z tą kasetą to nie pamiętam dokładnie jak było i kto ją wydał. Natomiast jeśli chodzi o „Last Warrior” to jest to autentyczny obraz namalowany przez kogoś. I wybrany z bazy różnych obrazów. To my go wtedy wybraliśmy ….

W jaki sposób doszło do tego, że album TURBO został wydany przez niemiecką NOISE RECORDS? Czy zachodni sąsiedzi sami się do Was zgłosili, czy była to jednak zasługa Tomasza Dziubińskiego?

Głównie Tomka, ale miałem w to swój mały wkład. Ponieważ Tomek był miłośnikiem metalu i rocka oraz znał angielski to namawiałem go, żeby pojechał na zachód i handlował muzyką, którą wydawał. Tomek do tego miał paszport, co w tamtych czasach nie była codziennością. Nikt nie trzymał paszportu w domu. Pojechał, któregoś dnia do Berlina Zachodniego i po jednej takiej wizycie przywiózł nam kontrakt z NOISE. Wtedy się mówiło, że podpisaliśmy kontrakt stulecia, a okazało się później, że tak ale to chyba Tomek i paru panów z PAGARTU podpisało taki kontrakt, bo my na pewno nie…

Czy znany i uznany producent, jakim już wtedy był Harris Johns pracował z zespołem przy nagrywaniu obydwu wersji płyty? Czy na potrzeby „Last Warrior” coś oprócz wokali było nagrywane na nowo?

Harris pracował tylko przy angielskiej wersji w studio w Berlinie. Na miejscu nagrywałem gitary no i Grzesiek wokal. Reszta była przywieziona z Polski. Ale żebym wył z zachwytu nad tą produkcją to bym niestety nie powiedział…..

Ciekawostka – wsłuchując się w obydwie wersje albumu, wyłapałem różnicę w brzmieniu bębnów w jednym z przejść w „Koniu Trojańskim”. Czy jeszcze na coś słuchacze powinni zwrócić uwagę?

To niemożliwe, muszę koniecznie przesłuchać obydwie wersje. Beczki zostały przywiezione z polski nagrane na taśmie szesnastośladowej więc bębny zostały te same. Chyba, że przy zgraniu Harris czegoś nie włączył. Sprawdzę

Pamięta Pan jakie reakcje towarzyszyły wydaniu „Ostatniego Wojownika”? W jakim tonie utrzymane były recenzje? Jaki był odzew ze strony fanów?

Musiałbym poszukać w swoich zbiorach. Jedno jest pewne, takiej rewolucji nie zaakceptowali fani „Dorosłych Dzieci” i „Smaku Ciszy”. Myślę, że fani „Kawalerii” też przyjęli tę płytę z nieufnością. „Wojownik” to jednak kawał dobrej bezkompromisowej muzyki metalowej i nie ma tutaj wstydu. Recenzje z zachodu były entuzjastyczne. Pamiętam, że chyba w czasopiśmie BURN dostaliśmy dziewięć oczek na dziesięć możliwych. Porównywali nas wtedy do startującej wówczas SEPULTURY. No i gdzie dzisiaj jest SEPULTURA, a gdzie TURBO k…. Ale jaki kraj taki terroryzm (śmiech).

Jak fani reagowali na nowy materiał na koncertach? Po wydaniu tak udanej płyty machina koncertowa zapewne ruszyła na pełnym gazie?

Koncertów było rzeczywiście sporo, ale już odczuwalny był kryzys we frekwencji i liczby koncertów. Reakcja była bardzo żywiołowa. Trzeba pamiętać, że być może fani „Dzieci” i „Smaku” przestali chodzić na nasze koncerty, ale zaczęli przychodzić nowi, którym muzyczna ewolucja TURBO bardzo odpowiadała.

Dlaczego kolejna płyta, „Epidemie” została nagrana już w innym składzie? Przecież nie zmienia się zwycięskiej drużyny. Dlaczego z zespołem rozstał się Bogusz Rutkiewicz, a Andrzej Łysów zamienił gitarę na bas?

Zmęczenie materiału. „Wojownik” miał być furtką do światowej kariery. Do dzisiaj nie wiemy dlaczego NOISE zerwało z nami kontrakt, który był podpisany na pięć płyt. Odszkodowanie, zgarnął wiadomo kto…

My nie zobaczyliśmy złamanego dolara. Każdy kontrakt ma punkt, w którym jasno określone są warunki jego zerwania. Jeśli któraś ze stron postanawia go zerwać, płaci odszkodowanie. W tym przypadku poszkodowaną stroną byłoTURBO. NOISE musiało zapłacić wielkie pieniądze za zerwanie kontraktu. W końcu było to pięć albumów. Te i inne wątpliwości spowodowały nieporozumienia w kapeli. Bogusz był na tyle zmęczony, że nie chciał przyjeżdżać na próby i wtedy postanowiliśmy, że sobie odpocznie, a na jego miejsce wskoczy Andrzej. Miejsce gitarzysty zajął wtedy Robert Litza. I wtedy wszystko się zmieniło. Regres pomimo znakomitego składu następował. Nie mogliśmy znaleźć wytwórni na zachodzie, a to doprowadziło w konsekwencji do całkowitej zmiany składu i profilu grupy. Ale to zupełnie inna historia…

W kręgu moich znajomych „Ostatni Wojownik” / „Last Warrior” cieszy się niesłabnącym uznaniem. A jak to wygląda z Pańskiej perspektywy? Co Pan sądzi o tym materiale, blisko 30 lat po jego premierze?

„Wojownik” przez wielu jest uważany za arcydzieło, ale przecież ilu fanów tyle opinii. Lubię wszystkie płyty, które nagrało TURBO. Jednak trzy ostatnie tytuły z lat osiemdziesiątych to nie do końca stylistyka TURBO więc nie przepadam za „Epidemią”, która jest znakomitym albumem, ale gdyby nagrał ją WILCZY PAJĄK to byłaby świetna sprawa, ale dla fanów TURBO okazła się nie do zaakceptowania. Potem nastąpiła dewastacja składu i zostało nasz czterech. Wtedy dołożyliśmy do pieca. Ale to było rzeczywiście TURBO nr III. Bo nr I było w składzie z Heniem Tomczakiem, nr II z Grzegorzem, nr III z Litzą, a teraz jest nr IV, a może i V. Sytuacja jak w Purplach

Mniej więcej dwa lata temu byłem na koncercie TURBO i byłem zawiedziony, że nie zagraliście nic z „Ostatniego Wojownika”. Unikacie tych kompozycji? Fani się ich nie domagają?

Domagają się, ale jest ich jednak znacznie mniej niż tych co chcą „Dzieci”, „Jaki był ten dzień” i „Kawalerię”. Myślę, że przyjdzie taki czas gdy zagramy „Wojownika” w całości. Bardzo był tego chciał… Bywały takie koncerty, na których graliśmy „Miecz Beruda”, „Ostatniego Wojownika” i „Seans z Wampirem”. Graliśmy to na jakimś festiwalu w Szwecji, w Niemczech i parę razy w Polsce. Tak więc sytuacja jest nadal możliwa.

Bardzo dziękują za rozmowę i mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja porozmawiać. Życzę zdrowia i dalszych sukcesów w karierze artystycznej.

Wielkie dzięki i też mam nadzieję, że TURBO jeszcze nie jeden album nagra i wtedy będzie o czym pisać.

 

O Autorze

- uzależniony od muzyki, zapalony czytelnik biografii i starych pism, miłośnik historycznych faktów i ciekawostek, o naturze wiecznego poszukiwacza. Więcej na temat jego fascynacji na stronie MUSIK SITE na Facebook'u: https://www.facebook.com/onlymusiksite/

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany