Amerykanie z UADA nagrali całkiem niezły debiut, do którego prawdopodobnie nigdy nie będzie mi się chciało wracać 


FullSizeRender 111UADA – „Devois of Light” kupiłem zupełnie w ciemno. Gdzieś coś dobrego musiałem o tej płycie usłyszeć i gdy tylko nadarzyła się okazja zakupu, skwapliwie z niej skorzystałem. Nie śpieszyłem się jednak szczególnie z jej odsłuchem i kilka miesięcy przeleżała zanim zerwałem z niej folię i wypatroszyłem ją z tekturowego etui otulającego pudełko. Tak, dosłownie wypatroszyłem ten slipcase jest tak ciasny jakby i niewygodny, że przez chwilę myślałem, że będę musiał go rozcinać nożyczkami. Wkładka po rozłożeniu po jednej stronie zawiera duże zdjęcie zespołu, a po drugiej teksty. To zdjęcie śmieszne – panowie zasłaniają sobie dłonią twarze, jakby stoją przed fotografem nagle pomyśleli – o kurwa! Zapomnieliśmy nałożyć corpsepintingu!

FullSizeRender 110UADA to Amerykanie – nie celują jednak ani w hipsterskie klimaty, grają po europejsku, stylistycznie mieszcząc się w szufladce z napisem „melodyjny black metal”. Melodia towarzyszy tej nieco ponad półgodzinnej płycie od samego początku do końca. Tyle, że nie mamy tu do czynienia z próbą kopiowania szwedzkich wzorców spod znaków Dissection. Wydaje się, że największą inspiracją dla UADA jest nasza polska Mgła. Tak! O ile w pierwszym utworze może jeszcze tego tak wyraźnie nie słychać, to już od drugiego, tytułowego kawałka inspiracje Mgłą, są tak silne, że miejscami zahaczają o plagiat. Tym co odróżnia UADA od czołowych reprezentantów naszej rodzimej sceny black metalowej – są wokale, nieco inne brzmienie i bardziej optymistyczny wydźwięk całości.

FullSizeRender 108Powiem wprost – gdym nie znał Mgły, a to byłbym „Devois of Light” zachwycony, bo to bardzo zgrabnie zaaranżowana i brawurowo zagrana muzyka. Jednak tych nachalnych nawiązań to twórczości Mikołaja do końca wybaczyć nie mogę. Wiem, że prawie każdy zespół black metalowy mniej lub bardziej inspiruje się tym, co już nagrano (zresztą czy w innych gatunkach jest inaczej?) – tyle, że inspiracje klasyką jakoś łatwiej mi wybaczyć niż kopiowanie riffów z płyty, która została nagrana przez kogoś innego zaledwie przed rokiem. Oczywiście nie jest tak, że UADA po całości jedzie Mgłą – na „Devois of Light” jest dużo melodii i riffów, które nie niosą mglistych skojarzeń. Cóż jednak z tego skoro te najbardziej udane fragmenty sprawiają, że gdy tylko przymknę oczy to widzę na scenie facetów w kapturach z twarzami pozasłanianymi czarną tkaniną. A może to zasłanianie twarzy dłonią na zdjęciach UADA jest również pewnym wizerunkowym nawiązaniem do estetyki Mgły? Jeśli tak to jestem pełen uznania, bo na koncertach będzie im cholernie trudno grać jedną ręką.

Podsumowując – dobra płyta, do której pewnie nigdy nie będzie mi się chciało wracać bo ilekroć na nią spojrzę i zapragnę zanurzyć się w jej klimacie to sięgnę po Mgłę. A jak będę miał ochotę by posłuchać czegoś zupełnie nieoryginalnego to pewnie prędzej sięgnę po jakąś płytkę nagraną przez trzecioligowy zespół z Finlandii, z którego wylewają się riffy stworzone przed laty przez Bathory i Celtic Frost.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany