7320470096604Unanimated należy do moich ulubionych zespołów parających się melodyjnym szwedzkim graniem. W 1993 No Fashion Records (która celowała w melodyjną szwedziznę) wydała im debiutancki album „In the Forest of the Dreaming Dead”.

Podoba mi się zarówno brzmienie tego krążka jak i sposób aplikowania owej warstwy melodycznej – nie przez jednostajne i natrętnie bzyczące melodyjne gitary, ale w dawkach różniących się wielkością, natężeniem i konsystencją. Gdyby melodia była antybiotykiem to Unanimated nie przebijałaby nam żyły i nie sączył go jednostajnie z kroplówki. Z pewnością moglibyśmy liczyć na zastrzyki, pigułki, płyny musujące, syropy i czopki. W przypadki antybiotyku byłoby zdrowiej dla żołądka, w przypadku muzyki – jest zdrowiej dla uszu. „„In the Forest…” to kawał dobrze wyważonego szwedzkiego death metalu. Melodyjnego – ale jednocześnie w jakiś sposób mrocznego i brutalnego. Nawet to archaiczne brzmienie klawiszy w „Fire Storm” współtworzy lekko upiorny klimat tego krążka.


Unanimated_-_Ancient_God_of_Evil

Meloblackodeath

Dwa lata po debiucie zespół wydał drugi album – „Ancient God of Evil”, również wpisujący się zarówno w estetykę melodyjnego szwedzkiego death metalu jak i w profil wydawniczy No Fashion Records. Płyta muzycznie jak i wokalnie stoi w rozkroku pomiędzy melodyjnym szwedzkim death metalem, a melodyjnym szwedzkim black metalem – spod znaku wyrobów dissectionpodobnych. Nie piszę tego jednak z przekąsem – mimo że wolę debiut to i tak uważam „Ancient God of Evil” za bardzo dobrą płytę – pewnie jedną z najlepszych z takiego grania.

Udana reaktywacja

Unanimated reaktywowali się i w roku 2008 na fali sentymentów powrócili z płytą „In the Light of Darkness”- cięższą, zróżnicowaną, bardziej rozbudowaną i diabelską w warstwie wokalnej. Naprawdę świetny powrót – zafundowali klasowy krążek, który bez kompleksów można postawić obok dwóch poprzednich płyt z ich dyskografii.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany