Im bliżej było do premiery nowej płyty VADER tym mniej na nią czekałem. Tegoroczna jesień obrodziła wyjątkowo obficie nie tylko w koncerty, ale także w premiery nowych płyt. Co warto podkreślić, kumulacja nowości wydawniczych ostatniego kwartału 2016 przyniosła nie tylko dużo nowych albumów, ale też sporo krążków znakomitych i bardzo obiecujących. Dlatego gdy kupowałem „Empire”, a wraz z nią ze trzydzieści innych premierowych tytułów to byłem niemal pewien, że VADER zginie w tym tłoku, a ich album przejdzie przez mój odtwarzacz jak 8 centymetrowy penis przez krocze Sashy Grey – czyli zupełnie niezauważony i niewarty zapamiętania. Życie jednak potrafi płatać figle – „Empire” wbił się do odtwarzacza z takim impetem jakby był lufą czołgu i gdyby trzymać się porównania to dziś Sasha miałaby pękniętą miednicę i zszywane krocze.


W

róciłem ze szpitala, część paczek mi się nieco opóźniło i w efekcie otrzymałem tylko dwa pakunki. Jeden pokaźny z Hellthrasher Records, którego pozbawiony piły, młotka i dłuta nie byłem w stanie otworzyć i drugą małą kopertę z pojedynczą płytą. Zacząłem od niej pewien, że to kolejna magiczna demówka nagrywana na komputerze przez jakiś ambitny jednoosobowy hord. Tymczasem ku zdumieniu znalazłem w niej promocyjny egzemplarz „Empire”. Przeczołgałem się do odtwarzacza, wrzuciłem CD do kieszeni i prawie pewien, że za pół godziny będę musiał płytę zmienić, wróciłem do łóżka.

img_7406-2

Myliłem się. Nie zrobiłem tego od dwóch dni. VADER nagrał płytę znakomitą. Wróć! VADER nagrał płytę, której po prostu świetnie mi się słucha. Jeśli ktoś kręcił nosem na ich ostatnie produkcje to nie sądzę by po przesłuchaniu „Empire” padł na kolana. Nasz narodowy towar eksportowy doskonale okrzepł w stylistyce łączącej death metal z silnymi thrash i heavy metalowymi inklinacjami. VADER dawno już przestał ścigać się o miano najszybszego, najcięższego i najbardziej agresywnego zespołu na świecie – dziś gra z mocnym poszanowaniem dla tradycji i paradoksalnie robi to w taki sposób, że jego tożsamość i indywidualizm są chyba silniejsze niż kiedykolwiek.

Na „Empire” właściwie nie ma nic zaskakującego – ten album to ekstrakt współczesnego oblicza VADER, jednak utwory, które składają się na krążek są tak zwarte, konkretne i najzwyczajniej w świecie porywające, że słucha mi się ich z ogromną przyjemnością. Masa tu świetnych riffów, przy których kark się zgina, błyskotliwych partii solowych (Spider cudownie się w VADER odnalazł – gra z rozmachem i erudycją, a jednocześnie ani przez moment nie słodzi i nie razi gitarowym przegadaniem). Gdybym porównał „Empire” do poprzedzającej go „Tibi et Igni” (o ledwo przyzwoitej EP „Iron Times” nie ma co nawet wspominać) to powiedziałbym, że jest bardziej wyrównana. Nie ma może aż takiego killera jak „Triumph of Death”, ale jako całość wydaje się prezentować nieco wyższy poziom.

vaderOwszem jest trochę autocytatów, jest sporo sztampowych zagrywek i w gruncie rzeczy oklepanych patentów, ale mi to zupełnie nie przeszkadza by cieszyć się tą płytą. Czytając czasami w magazynach muzycznych podsumowania roku sporządzone przez Petera zawsze miałem wrażenie, że jego muzyczny gust jest dość konserwatywny i nieco skostniały. Słuchając dziś muzyki VADER wcale tego skostnienia nie słyszę i wbrew marudzeniu malkontentów czuję na tym krążku ogromną szczerość i radość grania. Mam wrażenie, że Peter nagrywa dokładnie taką muzykę jakiej sam chciałby słuchać. A co na „Empire” mi się podoba? Zaczyna się pięknie rozpędzonym „Angels of Steel” z fajnymi partiami wokalnymi Petera, który ze swojej klasycznej maniery przechodzi w bardziej jadowitą ekspresję. Jeszcze lepiej wypada „Tempest” z szybkim, szalonym początkiem, intensywnym natarczywym riffowaniem i przyjemnymi solówkami. Pełen ekspresji „Prayer to the God of War” poraża fajnym „ugh!” i motorycznym selektywnym riffem, przy którym kark sam się zgina. W „Iron Reign” mamy dużo klasycznego grania (początek przywodzi mi wspomnienie mojego ukochanego „When the Sun Drowns in Dark”), które tchnie starą szkołą gitarowego grania spod znaku Accept czy nawet Judas Priest.

I właście do końca tego krążka w każdym utworze znajduję coś ciekawego coś, co sprawia, że słucha mi tej płyty bardzo przyjemnie.

– To bardzo prosta i oczywista płyta – skwitował mój kolega, nie podzielając mojego entuzjazmu do „Empire”. I właściwie jestem w stanie się z nim zgodzić – tyle, że właśnie ta prostota, oczywistość i pewna przewidywalność tej muzyki wcale nie muszą być jej wadą. Mi właśnie jawią się jako zdecydowane atuty.

– To płyta, do której nie będzie się wracało się po latach – skwitował wspomniany kolega. I to być może też jest prawdą, ale czy leżąc w łóżku z atrakcyjną dwudziestolatką warto zastanawiać się nad tym, że za trzydzieści lat ona się roztyje i z radosnego dziewczęcia stanie się zrzędliwą i zgorzkniałą babą? Naprawdę nie ma sensu. Właśnie przemknął świetny riff w „Genocidius”, właśnie zaczął się charyzmatyczny „The Army-Geddon” i naprawdę mam większą ochotę cieszyć się tym, co tu i teraz niż snuć wizję obwisłych cycków i celulitowego tyłka.

Nie ma wątpliwości, że VADER jest w znakomitej formie. Na „Empire” potwierdził, że nie ma ambicji rewolucjonizować muzycznej materii, w której od lat się porusza, ale wciąż potrafi emanować radością grania i z werwą dziarskiego weterana nagrywać muzykę metalową. Nawet nie death, thrash czy heavy metalową, ale po prostu metalową.

Bardzo żałuję, że przykuty do łóżka nie będę miał okazji pojawić się na którymś z koncertów, które VADER zagra wraz z INFERNAL WAR. Mam wrażenie, że te krótkie i bezpośrednie kompozycje z „Empire” na żywo zaprezentują się imponująco.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany