Voivod to jeden z największych i najdoskonalszych zespołów metalowych na świecie. Voivod to wizjonerzy i bogowie. Black Sabbath, Venom, Motorhead, Celtic Frost, Bathory, Metallica, Slayer i Voivod. Nie ma ważniejszych i bardziej wpływowych zespołów na metalowej scenie. Wczoraj w warszawskiej Hydrozagadce Voivod zagrali koncert mojego życia. Jeśli nie najlepszy na jakim byłem to z pewnością jeden z najlepszych.


B

ałem się, że ten zespół skończy się po śmierci Piggiego, później się bałem, że zabraknie chemii po odejściu Blackiego. Nic takiego się nie stało. Coś sprawia, że VOIVOD jest wieczny!

IMG_6069Widziałem ich dużo razy. Na małych koncertach klubowych, większych klubowych, festiwalowych, dużych – stadionowych i mega dużych lotniskowo-plenerowych. Ten wczorajszy był zdecydowanie najlepszy. Voivod pełnię swoich możliwości pokazał właśnie w Hydrozagadce – małym, klimatycznym klubie, w którym fanów od sceny nie odgradza żadna barierka.

IMG_6072Zagrali grubo ponad godzinę, a mi zleciało jak dwa kwadranse. Energia, feeling i radość grania jaka emanuje od tych gości jest niewiarygodna. Snake i Away mają już po pięćdziesiątce, na scenie są więcej niż trzydzieści lat, a zachowują się jakby właśnie po raz pierwszy na nią wyszli i z uśmiechem i ekscytacją przeżywali każdą entuzjastyczną reakcję publiczności. Chewy gra z nimi już osiem lat, a wciąż zdaje się cieszyć, że dołączył do zespołu swoich marzeń – zespołu, który pewnie ukształtował go jako muzyka, a oto teraz może grać u ich boku. To jest jak cudowny sen. On wciąż śni i nie przestaje się uśmiechać – a gitarzystą jest tak doskonałym, że nie wyobrażam sobie lepszego zastępstwa dla – zdawałoby się niezastąpionego – poprzednika. No i najnowszy kompan – Rocky. Ekspresyjny, żywiołowy radosny, z dużym poczuciem humoru. Gdy do przedstawiano nakrył się ręcznikiem, a później niczym filmowy Rocky „skakał na skakance”. Tak, to się naprawdę działo. Po koncercie starym zwyczajem nie rzucił swojej kostki w tłum. Podszedł do mnie, wziął mnie za rękę i położył mi ją na dłoni.

IMG_6076Ten koncert od samego początku był tak kurewsko doskonały i jednocześnie tak magiczny, że jakbym mógł to zatrzymałbym czas i pewnie do tej pory jeszcze stałbym pod sceną i łapałbym każdy dźwięk wydobywający się z instrumentów. Obracał go uważnie w rękach, oglądał, pieścił, a dopiero na koniec wkładał sobie go do ucha. A moje ucho powolutku wysyłałoby go do mózgu, tak wolno jak wolno przełyka się szlachetne wino, chcąc w pełni nasycić się wielobarwnym bukietem jego smaku.
To jeden z tych koncertów, które pamięta się do końca życia. Właściwie to ja wczoraj wcale nie czułem się jak na koncercie. Miałem wrażenie jakby VOIVOD przyjechali do mnie do domu, rozstawili sprzęt na dywanie i zaczęli grać w dużym pokoju. Stałem z nogą opartą na scenie. Nieraz kabel od mikrofonu przypadkowo zahaczał mnie o kostkę, innym razem Snake zarzucił mi go na szyje jak lasso śmiejąc się przy tym rubasznie. Trochę szalałem, trochę nagrywałem – gdy tłum napierał siadałem na scenie, albo się na niej kładłem. Ale głównie stałem. Stałem z rozdziawioną paszczą nie mogąc uwierzyć w to co się dzieje. Kolejne utwory przelatywały z taką energią, wirtuozerią i polotem, że miękły mi nogi w kolanach. I nie ważne co grali – czy żelazne klasyki, czy utwory z ostatniej płyty, na którą niektórzy kręcą nosem. Wszystko brzmiało równo, doskonale – bez żadnych słabszych momentów, bez żadnych przestojów. Był humor, spontan i luz – był też klimat i wzruszenie. Gdy cała sala krzyczała: Piggy! Piggy! Piggy!, a Snake stał nieruchomo z zaciśniętą pięścią na sercu to aż poczułem łzy w oczach. Ja wiem, że to stały element ich koncertów – wiedziałem ich przecież tyle razy. Ale wczoraj było wyjątkowo. Myślę, że tak dobre koncerty nawet im – zdarzają się w najlepszym wypadku raz na kilka lat.
Nawet przez chwilę zastanawiałem się czy moich wrażeń nie spotęgowało piwo,  którego napiłem się wczoraj po raz pierwszy w tym roku? Ale nie – bo czy ja kiedyś widziałem Voivod nie pijąc uprzednio piwa? Zresztą niektórzy kumple tego wieczoru przyjechali samochodami, nic nie pili, a jak jeden mąż byli zgodni – to był najlepszy koncert VOIVOD jaki widzieli w życiu.

Jedna odpowiedź

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany