WELTENWENDE to dość tajemniczy twór, który w ubiegłym roku wydał album „Blut + Eisen” w znakomity sposób łączący porywające, selektywne riffy z black metalowym jadem i prostą, miejscami wręcz marszową sekcją rytmiczną. Nie jest to muzyka, która przewartościuje Wasze życie, ale może dostarczyć pół godziny naprawdę przyjemnego grania


W

iele lat temu odkryłem rzecz banalną, ale jakże prawdziwą. Jakże cudownie brzmią zespoły posługujące się swoim ojczystym językiem. Na początku oczywiście zachwyciłem się językami skandynawskimi, które bez kompleksów wykorzystywały niektóre zespoły black metalowe. Z czasem odkryłem, że i ROOT po czesku był bardziej przekonujący niż po angielsku, ARIA po rosyjsku brzmiała doskonale, a gdy poznałem węgierski POKOLGEP to już w ogóle oszalałem.

Po cholerę ludzie uparli się aby w muzyce metalowej posługiwać się językiem angielskim? Ileż scena byłaby ciekawsza gdyby każdy z zespołów pozostał przy swojej ojczystej mowie.

Dlaczego wczesny Helloween czy Sodom tchną magią i czymś niepowtarzalnym? Śmiem twierdzić, że duża w tym zasługa twardego, niemieckiego akcentu, który może i nadawał pewnej kwadratowości, ale jednocześnie czynił te zespoły oryginalnymi i wyróżniał je w skali całej sceny. Bardzo chciałbym usłyszeć klasyczne dokonania SODOM, KREATOR i DESTRUCTION w języku niemieckiem, VOIVOD po francusku, SEPULTURĘ po portugalsku, MORTUARY DRAPE po włosku…

fullsizerender-99

No, ale koniec tej dygresji. WELTENWENDE mają teksty po niemiecku i z tego trzeba się cieszyć, bo niemiecki pasuje do ich muzyki jak gąsienice do czołgu. Jest twardy i nieco szorstki, dokładnie tak jak muzyka. „Blut + Eisen” można by zamknąć w konwencji stylistycznej death black metalu – powiedziałbym jednak, że wymowa tego krążka jest zdecydowanie bardziej death metalowa. Największym atutem WELTENWENDE są riffy – dobitne, zdecydowane porywające. Ta płyta jest czołg, który przemierza linię frontu pozostawiając za sobą ogień, dym i ciała wroga powbijane gąsienicami w ziemię. Podobnie jak ten czołg muzyczna materia „Blut + Eisen” jest twarda, zimna i nie porusza się w zawrotnych tempach. Nawet jak przyśpiesza to tylko na chwilę – są to nagłe i gwałtowne zrywy, ale w pełni kontrolowane i zdyscyplinowane.

Bardzo podoba mi się nieco warkotliwe brzmienie gitar, przejrzystość i czytelność riffów oraz wyrazistość partii wokalnych – mocnych i pełnych determinacji. Nie znajdziecie na tej płycie żadnych popisów wirtuozerskich – WELTENWENDE grają dość oldschoolowo, ale to nie jest oldschool próbujący w sentymentalny sposób przywołać stare czasy. Zespół nikogo nie kopiuje i nie nasuwa skojarzeń z muzyką, którą już dobrze znamy i lubimy. Ich riffy nie są szczególnie oryginalne (w niektórych miejscach moje skojarzenia biegną ku Morbid Angel), ale są po prostu dobre, porywające, zgrane z werwą i polotem. Płyta jako całość jest niezwykle spójna, ale pomimo tego, że tworzy stylistyczny militarystyczno-wojenny monolit, to w żadnej chwili nie nudzi, a swój koncept kreuje niezwykle sugestywnie.

Słucham jej regularnie od kilku tygodni i chyba ani razu nie zdarzyło się by poleciała raz. Gdy już ją włączę to te dwa, trzy razy musi wybrzmieć. A dziś to rekord pobiłem bo chyba już siódmy czy ósmy raz kręci się w moim odtwarzaczu i wcale nie mam dość. Trudno byłoby mi wyróżnić ulubiony utwór, bo całość jawi się jako niezwykle wyrównana, a kolejne elementy tego nieco ponadpółgodzinnego krążka pasują do siebie jak puzzle. Choćby nawet to fortepianowe zakończenie „Frost und Feuer” pięknie wyrasta z poprzedzającego ją „Fur das hochste Siegesgut”.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Jedna odpowiedź

  1. Mephisto

    No! W końtzu ktoś, kto się zna i kogo nie znużyło grzebanie w podziemiu! Dla wszystkich którzy wielbią potężne BETHLEHEM, szczególnie z dwóch pierwszych płyt! A dla leniwych polecam słuchanie „Thrashing Madness”, bowiem graliśmy to już dawno, pa to!
    http://thrashingmadness.blogspot.com/2016/02/weltenwende-germanski-waletz.html
    Dla zainteresowanych zakupem drogą kupna, można kupić za kilka szekli izraeliskich tu:
    GRUFT Prodüktion: gruft.prv.pl
    Good die!

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany