Potopu szwedzkiego ciąg dalszy! Rok 1993 i debiutancka płyta WOMBBATH – Internal Caustic Torments.


a2507966131_10

Płyta porażająca niezwykle selektywnym i wyrazistym brzmieniem – nie była nagrywana w Sunlight Studios i to słychać. Mniej piwnicznego mroku, więcej cudownie chropowatych riffów, które sprawiają, że głowa sama się macha. Świetne są też wokalizy – z gardła toczonego przez nowotwór, wskrzeszone przez płuca znajdujące się ostatnim stadium gruźlicy. Aż odkaszlnąć by się chciało i splunąć czarną krwią.
Materiał niezwykle chwytliwy i dość prosty, ale jednocześnie tak przebojowy i porywający, że trudno się od niego oderwać. Przy okazji przypomniało mi się, że w tym roku nagrali drugą płytę. Muszę czym prędzej ją zakupić i mimo, że od wydania ich poprzedniej płyty minęły 22 lat to wciąż mają u mnie taki kredyt zaufania, że zrobię to bez sprawdzania w internecie nawet jednej nuty.

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany