Czy ktoś kiedyś mając ważny bilet na Polski Bus nie wsiadł do niego? Nie. Czy mimo opłaty za przejazd zdarzyło się komuś, że zabrakło miejsc siedzących i musiał całą drogę stać? Nie. To dlaczego zawsze, jak podjeżdża autobus to ludzie pchają się do niego jak stado wygłodniałych świń do koryta, kwicząc i pochrumkując na siebie?


Wiedziałem, że kiedyś będzie z tego jakieś nieszczęście.

2028Okazałem już bilet i nieśpiesznym krokiem idę zająć miejsce, by spokojnie wypić pierwsze piwo. Niespodziewanie jednak, bez żadnego kierunkowskazu, prawie taranuje mnie tleniona blondyna z bagażem podręcznym wielkości betoniarki. Zatrzymuję się i odchylam by ją przepuścić, bo przecież w autobusie tylko 45 wolnych siedzeń więc dla niej może zabraknąć. Tleniona blondi rusza z kopyta jak koń na Krupówkach smagnięty góralskim batem, jest już krok przede mną, ja krok za nią i raptem jakaś siła ciągnie nas ku sobie. Nie, to nie magnetyzm serca ani dzikie pożądanie – to kabel od moich słuchawek, o który zaczepiła „betoniarką”. 

dsc_3325_shopifyWszystko dzieje się jak w zwolnionym tempie. Widzę jak zdezorientowanej blondynie rozszerzają się soczewki w oczach, „betoniarka” wysuwa jej się z dłoni. Rzucam się jak matka, która spod kół nadjeżdżającego samochodu chce wypchnąć swoje dziecko, krzycząc przeciągłe: Nieeeeee!
Przechodnie na ulicy zamierają, z chodnika podrywa się stadko gołębi, ale jest już za późno. Zanim ich zgubione pióra padają na ziemię, wnętrze autobusu wypełnia nieprzyjemny chrzęst, a końcówka lewej słuchawki wyrywa się z kabla i spada na podłogę! Pac, pac,turla się i zatrzymuje…

Zapada głucha cisza, milkną rozmowy, samochody i ludzie przystają na ulicach, krople deszczu zatrzymują się w powietrzu. Zaciskam ręce w pięści i wbijam wzrok z tlenioną operatorkę betoniarki. Minę muszę mieć mało sympatyczną, bo kobieta blednie, porusza ustami i przez chwile nie może wykrztusić słowa, jakby moje dłonie zacisnęły się na jej szyi w śmiertelnym uścisku, a do uszu dobiegały charczące słowa: „Giń suko! Giń!”
9a961a351ca70e2cfe3b5f85b173b50463ef5e18– Bardzo pana przepraszam – wreszcie blondyna wykrztusza, mrugając nerwowo oczami jakby spodziewając się, że za chwilę moja pięść wbije chrząstkę jej nosa w miejsce, w którym powinna mieć mózg.
– Nie szkodzi – uśmiecham się tak chłodno, że szyby autobusu pokrywają się szronem. – Mam jeszcze dwie pary.
– To cudownie – blondi oddycha z ulgą, a wraz z nią polski przemysł fryzjersko-kosmetyczny. Ona wie, że otarła się o śmierć. – Taka długa droga bez muzyki? Myślałam, że mnie pan zabije.
– Gdybym miał tylko jedne zabiłbym panią – przyznaję zdejmując plecak. – Ale nie od razu. Torturowałbym przez wiele godzin. Błagałaby pani o śmierć – dodaję, a z mojej twarzy znika uśmiech.
Blondi wydaje z siebie nerwowy śmiech, przypominający odgłos wody spuszczanej w sedesie. Zajmuje możliwie najdalsze ode mnie miejsce. Ona wie, że nie żartowałem.
Otwieram plecak i wyjmuję słuchawki. Kłamałem, że mam dwie pary w zapasie. Zawsze zabieram trzy.

naprawa-sluchawek-ikona

O Autorze

Redaktor Naczelny

Muzyką żyję od początku lat dziewięćdziesiątych - głównie tą najcięższą. Heavy, speed, thrash, death, doom, black to podstawowe pozycje w moim muzycznym jadłospisie. Na deser krautrock, muzyka elektroniczna, neofolk, muzyka filmowa i wszystko inne co wpadnie w ucho. Poza pisaniem o muzyce piszę także książki, ale to już nie pod tym pseudonimem. No i zbieram płyty CD i LP. Setkami, tysiącami, dziesiątkami tysięcy...

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany